JAK ŻYĆ PEŁNIEJ, MAJĄC MNIEJ

Rzeczozmęczenie to książka o tym, że zamiast czuć się bogatsi dzięki przedmiotom, które posiadamy, czujemy się nimi przytłoczeni. Więcej oznacza dla nas często więcej dodatkowych kłopotów i obowiązków.

To książka dość nietypowa. Na rynku zalanym pozycjami o minimalizmie, pisanymi przez blogerów oraz osoby zajmujące się szeroko pojmowanym lifestylem, głos rozsądku ze świata naukowców wydaje się być całkiem miłą odmianą. Wallman, autor książki, nie mówi, żeby pozbyć się z domu wszystkich niepotrzebnych przedmiotów, nie sugeruje też, że ograniczanie się w każdej możliwej dziedzinie życia to jedyna słuszna droga. Zamiast tego: analizuje, przedstawia tło historyczno-obyczajowe, a także duma, do czego nas to wszystko doprowadzi.

Nie ma się co oszukiwać, żyjemy w czasach obfitości, choć podejmując decyzje, często kierujemy się narzędziami psychiki, które powstały w czasach głodu. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które dorastało w erze nadwyżki – to musiało nas w jakiś sposób ukształtować i chcąc nie chcąc do niedawna większość z nas uważała, że jeśli nadmiar utożsamiany jest z sukcesem, o tyle – analogicznie – brak dóbr, oznacza porażkę. W pewnym momencie poczuliśmy się jednak zmęczeni – tym natłokiem, żyznością i niekończącym się wyborem. Specjaliści zaczęli bić na alarm: zbyt duża uwaga poświęcana niepotrzebnym przedmiotom oraz porządkowaniem ich może prowadzić do wyczerpania organizmu. Zaczęliśmy szukać innej drogi.

Jako najważniejszy trend, który zmieni nasze pojmowanie codzienności jako takiej, Wallman wymienia eksperientalizm, czyli filozofię, która kładzie nacisk na doświadczenie, a nie gromadzenie rzeczy materialnych.

 

Jeśli kupimy złe buty – nasz wybór jest nieodwołalny, będziemy niezadowoleni. W przypadku doświadczeń – reinterpretacja sprawi, że nawet zdarzenia, które były smutne, po upływie czasu nie wydadzą się aż tak negatywne. Rzeczy tracą na wartości przez „adaptację hedonistyczną” – zaadoptowaliśmy się do danej sytuacji, a więc nie czerpiemy z niej już takiej samej przyjemności, co kiedyś. Z kolei doświadczenia dzięki social mediom stają się jeszcze cenniejsze, niż dotychczas.

Czym różni się ta książka od innych sobie podobnych? A no tym, że jej autorem jest naukowiec, a dokładniej futurolog kultury, który podając dość rozsądne argumenty, podpowiada, jakie zachowania będą dla nas typowe w przyszłości. W skrócie powiem tylko, że zmieni się ponoć nasz stosunek do pracy: nie będziemy pracować tylko po to, żeby zarabiać, ale by móc wyrażać swoją tożsamość (nowymi pieniędzmi jest sens życia); miarą sukcesu firm nie będzie już tylko zysk, ale wpływ, jaki mają na społeczeństwo i środowisko; z kolei przy wyborze nowego domu, prawdopodobnie nie będziemy już sugerować się dużym metrażem, bo ważniejsze będą dla nas doświadczenia, jakie ten może nam dostarczyć, czy to za sprawą lokalizacji, czy nowych technologii.

Może nie jest to najfajniejsza książka na świecie – momentami byłam mocno znudzona, czytając ją, a już najbardziej wkurzało mnie nadawanie tekstu zbędnej narracji (panie, ja tu po wiedzę przyszłam!). Ale podsumowując w skali 0-5, daję jej mocną 3.