ZWIEDZAMY WROCŁAW

mapa3Jest szansa, że z okazji majówki jakaś część z Was wyruszy na podbój Wrocławia. Nie mogłam więc przepuścić okazji, by nie podzielić się z Wami miejscami, które warto i trzeba odwiedzić.

W serwisie Pinterest stworzyłam interaktywną mapkę, która ułatwi Wam poruszanie się po mieście, bez przykrych wpadek pt. niedobry obiad (a wszyscy dobrze wiemy, jak słabe jedzenie potrafi zepsuć dzień) i bez poczucia, że jesteście kolejnymi turystami w tym mieście, podążającymi mocno wydeptanymi (aż do szpiku kostki brukowej) drogami. Polecam oczywiście miejsca znane i powszechnie uwielbiane, ale nie dlatego, że wypada. Ja po prostu je lubię. To tylko od Was zależy, jaką formę zwiedzania przyjmiecie – czy tę tradycyjną, naznaczoną na wszystkich mapach w Kioskach Ruchu czerwonymi, soczystymi punktami, czy też nieco odmienną, zakładającą przejażdżkę tramwajem na dzielnice oddalone od Starego Miasta. Z okazji majówki, pewnie kilkoro z Was dopuści się podróży na Dolny Śląsk. Jak zawsze służę pomocą – przygotowałam dla Was 4 trasy zwiedzania.

Let’s go!

TRASA DLA TRADYCJONALISTÓW

Zwiedzanie rozpoczynamy od skrzyżowania ul. Świdnickiej z ul. Piłsudskiego. Mijamy Capitol, kultowy Pomnik Anonimowego Przechodnia (zaraz za krasnoludkami kolejny obowiązkowy punkt na zrobienie fotki), przechodzimy pod arkadami i dochodzimy do Renomy, niegdyś największego domu towarowego w mieście. Dziś warto tam wstąpić jedynie dla TK Maxxa. Idziemy przed siebie mijając po lewej stronie Operę oraz Hotel Monopol z całkiem niezłym tarasem widokowym. Jeszcze tylko Przejście Świdnickie i jesteśmy na Rynku pełnym turystów i ludzi rozdających ulotki. Bądź co bądź, stylowym, kolorowym kamieniczkom nie sposób odmówić uroku. W tym momencie warto spocząć na krótki odpoczynek w jednej z kultowych, piwnicznych restauracji (Pod Papugami, Spiż). Później ulicą Szewską (najładniejsza z tych dochodzących do rynku uliczek) kierujemy się w stronę mostu Piaskowego i voila – jesteśmy na Ostrowie Tumskim (tak, to tutaj jest ten most z milionem kłódek i dwoma milionami turystów). Pomimo tłoku warto tu zajrzeć – trudno szukać w naszym mieście, drugiego tak urokliwego miejsca. Z Ostrowa do Ogrodu Botanicznego już tylko krok – i ten punkt należałoby odhaczyć na liście MUST SEE. Kolejno przenosimy się raczej transportem niż pieszo na Wielką Wyspę, gdzie czeka nas Park Szczytnicki z Pergolą i Halą Ludową na czele. Jeśli starczy czasu wstępujemy do Ogrodu Japońskiego. Bilet kosztuje grosze, a wrażenia i piękne obrazki, pozostaną nam w głowach na długo. And that’s it. Właśnie poznaliśmy Wrocław z pocztówki i z przewodnika dołączanego gratis do periodyku „Przyjaciółka”.

TRASA DLA INTELEKTUALISTÓW

Na Rynek wpadamy z myślą o najładniejszej księgarni w Polsce Tajne Komplety, mieszczącej się w uroczej uliczce tuż za Ratuszem. Wódkę z herbatą pijemy w kultowej oraz nieco zasmrodzonej fajkami Literatce (czego się nie robi dla sztuki!) i tak napojeni ruszamy do Galerii BWA, nawet jeśli nie rozumiemy, co tam do nas mówią, nie pokazujmy tego po sobie, taki już urok galerii współczesnych. Po obiedzie spożytym w barze mlecznym Miś, odpoczywamy na jednej z ławek Ogrodu Ossolineum. A później jedziemy na Sępolno, na ul. Borelowskiego 44, gdzie tabliczka na drzwiach wejściowych upamiętnia szaleńcze lata Marka Hłaski. Wracamy do centrum, do Nowych Horyzontów na film z gatunku kino eksperymentalne. Nie sprzedają tu popcornu, są za to huśtawki. Wyjeżdżamy z myślą, że jeśli nie rozdziobią nas kruki i wrony, wrócimy tu jeszcze.

TRASA DLA POSZUKIWACZY PRZYGÓD

Jeśli brakuje nam adrenaliny we krwi, pierwsze kroki stawiamy na Trójkącie Bermudzkim (Kościuszki-Pułaskiego-Traugutta), stolicy polskiej patologii. Ponoć dzielnia straszy już tylko legendą, choć mam niemiłe przeczucie, że pomimo wyrastających jak grzyby po deszczu nowych inwestycji, cień meliniarstwa czai się tu na każdym kroku. Jeśli nie uda nam się zgarnąć tutaj wpierdol, nic straconego, jedziemy na Nadodrze. Powstaje tu co prawda mnóstwo fajnych miejsc, niezmiennie mam jednak w głowie obraz cyganki, która chce mi ukraść buty, które mam na nogach oraz minę koleżanki, której wyrywają z rąk MacBooka. Dalej jest już ponoć tylko Kleczków. Kolejne wakacje planujemy omijając Wrocław na mapie.

TRASA DLA HIPSTERÓW

Sączymy Fritz Kolę na tarasie widokowym Muzeum Współczesnego na Pl. Strzegomskim. Nie jest to centrum, ale bujamy się rowerami (w wełnianych swetrach i czapkach rzecz jasna), które kosztują więcej niż Punto Twojej matki (cztery koła), więc odległość nie robi nam różnicy. Jemy rośliny w Złym Mięsie, a jeśli  jednak wolimy mięso, stołujemy się w lokalu KRVN, nazwą przystającym do siedmiu zakładów pogrzebowych wokół. Zresztą, wybieramy tylko te knajpy, w których jedzenie podają w wekowanych słoikach. Jest #wchuj fajnie. Dzień kończymy w iluzjonie DCF, na sztuce Krystiana Lupy w Teatrze Polskim lub strzelając selfie na designerskiej klatce schodowej przy ul. Teatralnej. Tagujemy fotki na Insta #art #ironic. Znajomym, nie przyznajemy się, że spędziliśmy weekend w polskim mieście.

MAPA WROCŁAWIA NA PINTEREST

mapa2