ZIELENIEC SKI ARENA

Życie jest tu a nie tam, pomyślałam, wystawiając głowę przez półotwartą w samochodzie szybę. Wjechaliśmy właśnie na trasę Autostrady Sudeckiej, która z powodzeniem mogłaby bić się o podium w kategorii najbardziej malowniczej trasy w tym zamieszkałym przez przeszło 37 mln ludzi kraju.

Łaknęłam zieleni, jak nigdy (siedzenie w domu robi jednak swoje). Chłonęłam te lasy, pagórki, mchy i paprocie, co rusz zachwycając się i dziwiąc, że przecież tak mi niewiele do szczęścia potrzeba. A tak często o tym zapominam. Mijając dostojne lasy, które połączeniem różnych kolorów, mogłyby stworzyć nowy filtr na Instagramie; wymijając tych wszystkich ludzi, którzy nieśli przed sobą kosze z jagodami i w końcu obserwując na twarzy Niny dołeczek w policzku, który pojawiał się za każdym razem, kiedy niespodziewanie wjechaliśmy autem na jakieś wzniesienie, zebrało mi się na melancholię.

Bo jak to jest, że zamiast biegać po tych łąkach, które aż proszą się o ściągnięcie butów; zamiast całe dnie leżeć na kocu i zajadać się kanapkami z ogórkiem szklarniowym, większość słonecznych dni w tej części Europy, spędzamy w pracy, zamknięci w biurach, domach, wgapiając się po 12 godzin na dobę w telefony i komputery. A lato czmycha gdzieś sobie obok, jak szwendająca się po domu obrażona nastolatka, której rodzice nie pozwolili wyjść na imprezę. A przecież lipiec tak pachnie, że aż człowieka potem od tego świeżego powietrza boli głowa. Aż pulsuje w skroniach od tego dobra. Aż niewiadomo, po co wracać…



Takie oto refleksje towarzyszyły mi podczas ostatniego pobytu w Zieleńcu. O samym kurorcie pisałam już jakiś czas temu i będę pisać pewnie jeszcze nie raz i nie dwa – biznesowo związani jesteśmy z tym kawałkiem Ziemi Kłodzkiej (zarówno Zieleniec, jak i miasto Duszniki-Zdrój to klienci naszej firmy be frank!). Duchowo już też. I choć Nina skończyła właśnie 5 miesięcy, za każdym razem, gdy wybieramy się gdzieś na chwilę dłużej, mam obawy. Okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie, bo jeśli dziecko ma marudzić, to jednak przyjemniej słuchać jego jęków na malowniczym tarasie, wśród aplauzu śpiewających ptaków i szumiących drzew (patrzcie ją, jaka poetka!), niż wśród czterech ścian własnego domu. A i świeże powietrze robi swoje (ach ten alpejski mikroklimat!).

Podobnie, jak ostatnio ugoszczeni zostaliśmy przez hotel Vital & SPA Resort Szarotka, który uwielbiam najmocniej za doskonałe jedzenie – przez dwa dni, wspólnie ze znajomymi skosztowaliśmy kilku potraw z menu i absolutnie wszystkie trafiły w nasz gust. Dorzućcie do tego pokój zabaw dla dzieci plus strefę SPA z basenem i wyjdzie Wam całkiem przyjemny powód, by wybrać się tam w najbliższym czasie z całą rodziną. Obiekt akceptuje również czworonogi – a jak wiecie, zwracam na to dużą uwagę, bo prawie zawsze podróżujemy z Elvisem.



Zieleniec to przede wszystkim góry. Niestety pogoda pokrzyżowała nam plany – zamierzaliśmy wjechać wyciągiem na szczyt i przejść się do Masarykovej Chaty, ale spadł deszcz (potem, jakby spłoszony naszymi wyzwiskami uciekł) i trzeba było zejść na ziemię. Jest tu trochę fajnych knajpek i miejsc, które w mediach społecznościowych spokojnie zdobędą aplauz oraz widoków, dzięki którym można nawet pomyśleć, że życie jest jednak fajne.

Krótko mówiąc: polecam!


  • Przepiękna okolica! :)

  • jeżdzę tam na narty, może warto i na spacery :)

  • A mi smutno jak na to patrzę. Bo mieszkam od dwóch lat we Wrocławiu i często jeździmy w tamte strony, i kolejny raz uświadamiam sobie jakie są niepolskie, mało dzikie i przeludnione. Wszędzie cywilizacja, poniemiecka architektura. Ładne to ale mi obce. Pochodzę ze wschodu Polski. Tęsknię za polskimi dworkami i drewnianymi chatami na wsiach. Dlatego całe lato wolę być na wschodzie. Tu można zaginąć w lasach a widoki dzikości ciągną się po horyzont.

  • Ula

    Ja tak jakoś wykombinowałam w życiu, że od skończenia matury prawie w każde wakacje jestem bezrobotna i z tego lata korzystam. Powód do dumy to raczej nie jest, ale na starość na pewno żałować nie będę ;)

    • Mam tak samo i bezrobociem bym tego nie nazwała, a raczej rozwijaniem się i korzystaniem z życia. Wtedy też dorabiam na koncertach więc i finansowo nie jest źle.