Za chuda dla grubych

Źródło

Zawsze zastanawiałam się dlaczego ludziom z taką łatwością przychodzi nazwanie kogoś chudzielcem, kościotrupem, anorektykiem. Dlaczego mówimy do koleżanek: ale jesteś chuda, same kości, weź coś zjedz, a nigdy w życiu nie odważylibyśmy się wypalić do otyłej laski: ale ty jesteś gruba, popatrz na te wały tłuszczu, weź przestań żreć. A przecież między tymi określeniami nie ma absolutnie żadnej różnicy.

Skąd się bierze w ludziach ta potrzeba oceniania wyglądu innych? Skoro jesteśmy tacy szczerzy, czemu nie powiemy swoim koleżankom, że mają krzywe nosy, fatalne piersi i chujowe nogi? Celujemy jedynie w szczupłe dziewczyny, waląc je po głowie werbalną agresją, jaką z pewnością są określenia, które wymieniłam powyżej. Nie wierzę w dobre intencje mówiącego, który używa określenia chudy. Wyraz ten ma bardzo negatywne nacechowanie, wystarczy spojrzeć na jego synonimy: kościsty, mizerny, zabiedzony, a przecież wystarczyłoby użyć wyrazu szczupła, drobna, delikatna, smukła. To naprawdę boli, kiedy ktoś nazywa was w towarzystwie kościotrupem. Wiem, co mówię – w okresie nastoletnim miałam z powodu swojej zbyt szczupłej sylwetki ogromne kompleksy, w które wpędzali mnie inni, ale jeśli młoda dziewczyna nie słyszy, że ma fajne, zgrabne nogi, tylko że ma patyki, albo kości, to naprawdę jej jedynym, wyśnionym marzeniem jest przybranie na wadze. Smutne, ale prawdziwe.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? W ciągu ostatniego miesiąca dostałam dwa wręcz błagalne maile od młodych dziewczyn, które prosiły mnie o porady: co mają zrobić, żeby przytyć, żeby wyglądać chociaż tak jak ja, bo są bardzo szczupłe i z tego powodu są wyzywane w szkole przez swoich rówieśników. Uznałam, że o tym problemie nikt nie mówi i chyba warto o tym wspomnieć. Znamy milion porad na to jak schudnąć, specjaliści prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowszych diet, a sprawy osób szczupłych są drastycznie bagatelizowane. Chcesz przytyć – to jedz, dziewczyno, słyszymy. Druga kwestia: na blogach szczupłych dziewczyn bardzo często widzę komentarze typu: ty anorektyczko, chodząca anoreksja, niech ją ktoś nakarmi, sama skóra i kości itd. Większość z tych szczupłych dziewczyn nie jest chora, ale niedouczone społeczeństwo szczupłą sylwetkę bezmyślnie bierze za chorobę (a wystarczy trochę poczytać, drodzy Państwo). Ale nawet gdyby były – przecież anoreksja to bardzo poważna choroba – czy do osób z zespołem Downa zwracamy się per ty Downie?

Moja prośba do Was: zanim kolejnym razem nazwiecie kogoś kościotrupem lub chudzielcem, miejcie na uwadze, że prawdopodobnie sprawicie tej osobie przykrość. Pewnie wam tego nie powie, ale w którymś momencie zaszklą jej się oczy. A jeśli ten cały mój apel macie w dupie, wprowadźcie do swojego słownika nowe określenie: grubas i raczcie nim swoich znajomych lub nieznajomych z taką samą częstotliwością, z jaką macie ochotę nazywać kogoś anorektykiem. Przekonajcie się czy będzie im miło.

Dziękuję za uwagę
Wasz kołcz Venila