Z PAMIĘTNIKA ATOPIKA

O tym, że z moją własną skórą łączy mnie relacja dość burzliwa, pisałam Wam już wiele razy. Nosiłam się już dawno z zamiarem sporządzania zbiorczej notki, dotyczącej atopowego zapalenia skóry, bo często dostaję od Was zapytania: jakich produktów używam, jakie leki stosuję, czy rekomenduję konkretnych dermatologów itd. I oto ona.

Na AZS choruję od 20 lat (shit!), więc mam spore doświadczenie w temacie. 40% dzieci wyrasta z tej choroby, a objawy ustępują z wiekiem. Niestety nie jestem jednym z tych dzieci. Atopia ma wiele różnych postaci – u jednych uaktywnia się od czasu do czasu w postaci wyprysku alergicznego, nie powodując znaczącego dyskomfortu, innym trwale uprzykrza życie, co rusz powracając z nasilonymi objawami. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że od 10. roku życia stosuję maści sterydowe – chyba zaliczam się do tej drugiej grupy. AZS potrafi skutecznie wykluczyć człowieka z życia towarzyskiego (to trochę tak, jak wtedy, gdy masz na twarzy pryszcze. Niby przykryjesz je pudrem, ale i tak wydaje Ci się, że wszyscy je widzą. Podobnie jest z AZS).

Dzisiaj podzielę się z Wami moimi metodami na okiełznanie choróbska.

Moje sposoby na łagodzenie objawów AZS:

Za nic mam sobie wszystkie polecenia lekarzy, bo ani nie przestrzegam żadnej diety (robiłam sobie testy na nietolerancje pokarmowe i w sumie nie można mi ani glutenu, ani laktozy. Puściłam to w niepamięć, bo co to za życie bez chleba i mozzarelli?), ani nie biorę szybkich kąpieli w umiarkowanie ciepłej wodzie (wrzątek, pany!), ani też nie smaruję ciała balsamami trzy razy dziennie (w przypadku zaostrzenia objawów zaleca się natłuszczać ciało tak często, jak to możliwe, czyli nawet co dwie godziny. Umówmy się, tak nie można funkcjonować). Ale za to:

  • unikam zadymionych pomieszczeń. Dość szybko zorientowałam się, że dym papierosowy bardzo niekorzystnie wpływa na moją skórę. Momentalnie zaczyna mnie swędzieć;
  • minimalizuję czas przebywania w ogrzewanych pomieszczeniach, a w domu praktycznie w ogóle nie włączam kaloryferów. Suche powietrze niemal od razu powoduje świąd;
  • wełniane swetry wystawiam do wiatru, kiedy z szafy robią do mnie maślane oczy;
  • do kąpieli stosuję (o ile nie zapomnę kupić) wyłącznie emolienty. Po „nawilżających” żelach pod prysznic moja skóra wygląda jak po dwuletnich wakacjach na słońcu;
  • nie opalam się;
  • po kąpieli ZAWSZE natłuszczam skórę. No dobra, z tym zawsze to przesadziłam, bo oczywiście, że nie zawsze mi się chce, ale jeden dzień lenistwa leczę potem kolejny tydzień, więc powiadam Wam – w tym przypadku nie opłaca się odpuszczać. Do ciała najczęściej stosuję sprawdzony balsam (musi dobrze i szybko się wchłaniać, inaczej dostaję szału), olej kokosowy lub oliwkę (te dwa ostatnie super szybko się rozprowadzają, choć oczywiście zostawiają tłustą powłokę, no ale coś za coś). I jeszcze: kto powiedział, że jeśli oliwka, to tylko dla dzieci?!
  • nie eksperymentuję z nowymi produktami, choć bardzo bym chciała. Kilka razy przejechałam się na nowościach kosmetycznych i od tamtej pory testowanie z bólem serca zostawiam blogerkom kosmetycznym;
  • staram się w ogóle nie myć twarzy wodą. Do demakijażu stosuję olejki, płyny micelarne i inne produkty, które nie wymagają kontaktu z wodą;
  • złuszczam skórę. Długi czas myślałam, że mechaniczne pocieranie skóry dodatkowo ją podrażni, a okazało się, że jest odwrotnie. Albo masuję pod prysznicem ciało szorstką gąbką, albo używam peelingi. Najczęściej stosuję gotowe produkty, ale jak raz na ruski rok zrobię sobie domowe SPA, to kombinuję sama. Polecam Wam oliwkę z solą himalajską (przepis jest banalnie prosty i błyskawiczny, poradzi sobie z nim nawet każdy uzdolniony manualnie inaczej). A jeśli jesteście ciekawi, do czego jeszcze można użyć oliwki, zerknijcie na tę stronę. Marka Bambino, partner tego wpisu, udowadnia, że oliwka ma wiele zastosowań (najbardziej zaintrygowało mnie chyba czyszczenie nią pędzli).
  • ostrożnie podchodzę do kosmetyków naturalnych. Modne jest ostatnio sprawdzanie etykiety i nabywanie produktów, które mają krótki, naturalny skład, bez tych wszystkich ulepszaczy. I prawidłowo – skoro sprawdzamy, co jemy, bądźmy również świadomi, co kładziemy sobie na skórę. ALE. Okazuje się na przykład, że większość naturalnych kosmetyków po prostu mnie uczula, co nie ma miejsca przy produktach z nieco mniej ekologiczną recepturą. Więc nie ma co wieszać psów na drogeryjnych produktach.

Atopowe zapalenie skóry w ciąży

Trudny temat. Kobiety dzielą się na te, którym w trakcie / po ciąży AZS zupełnie zanika, a także na te, którym zaostrzają się objawy choroby. (Zgadnijcie, do której grupy należę?). Niestety już w I trymestrze objawy mocno mi się nasiliły, a jak wiadomo musiałam odstawić wszystkie dotychczas stosowane maści. W pierwszych trzech miesiącach ciąży żaden lekarz nie weźmie na siebie ryzyka przepisania silniejszej maści (np. ze sterydami), bo jej stosowanie mogłoby uszkodzić płód, ale powinien dać Wam coś lżejszego (np. maść cholesterolową, robioną wg receptury w aptece). Mnie taki lek jedynie minimalnie pomógł. Niestety trzeba było dzielnie przeczekać ten najtrudniejszy okres.

Później było już nieco lepiej – jeśli traficie na ginekologa i dermatologa, którzy cenią nie tylko życie dziecka, ale i matki, powinniście się dogadać. Spokojnie przez resztę ciąży używałam silniejszych maści (oczywiście tylko w przypadku zaostrzenia choroby i tak rzadko, jak się dało). W medycynie istnieje zasada, że leki w czasie ciąży należy stosować jedynie wtedy, gdy korzyści terapeutyczne wyraźnie przewyższają ryzyko uszkodzenia płodu. Co w przypadku chorób psychosomatycznych ma istotne znaczenie (narastający stres wywołany swędzącą skórą naprawdę nie jest potrzebny przyszłej mamie, jeśli Wasz lekarz tego nie rozumie, zmieńcie go na innego). Poza środkami farmakologicznymi polecam tradycyjnie natłuszczanie skóry. Przez całą ciążę smarowałam się zamiennie olejem kokosowym oraz oliwką i tak się złożyło, że nie mam ani jednego rozstępu. Badum tss!

Jeśli macie jakieś pytania dotyczące pielęgnacji skóry atopowej lub sami chcielibyście podzielić się poradą, która być może ułatwi codzienność niejednemu atopikowi, czekam na Wasze komentarze.

Wpis powstał we współpracy z marką Bambino.