WYJAZD NA NOSY BE Q&A

Od kilku dni jestem na Madagaskarze, a dokładniej na niewielkiej wyspie Nosy Be. Na Instagramie zapytałam Was o kwestie dotyczące wyjazdu, które chcielibyście omówić i chętnie odpowiem na wybrane pytania. Uznałam jednak, że będę pisać jedynie o wyspie, na której się znajduję, ponieważ nie jest ona specjalnie reprezentatywna jeśli chodzi o cały kraj i wolałabym się ograniczyć do opowieści tylko o niej.

Jak wyglądają kwestie finansowe?

Tygodniowy pobyt z polskim biurem podróży wraz z przelotem, zakwaterowaniem w 3-gwiazdkowym hotelu oraz w opcji all inclusive kosztuje – w zależności od oferty – ok. 5 000 – 6 000 zł za os. Do tego doliczyć trzeba koszty szczepień (jeśli się zdecydujecie), koszty leków antymalarycznych (jeśli się zdecydujecie) oraz koszt wizy (35 euro lub 35 dolarów, płatne gotówką na lotnisku tuż po przylocie). Moim zdaniem to dużo. Oczywiście można zorganizować sobie podróż na własną rękę (ponoć tanie loty można łapać z Włoch, noclegi na miejscu kosztują grosze) – podejrzewam, że wtedy koszt całej wycieczki spadnie o połowę.

W jakim języku najłatwiej jest się porozumieć?

Miejscowi używają języka francuskiego oraz malgaskiego. W hotelach znają podstawy angielskiego, a nawet polskiego – poza kurortami dla turystów, niestety nie ma mowy, by porozumieć się w j. angielskim, pozostaje tylko j. francuski.

Na jaką walutę wymienić w kantorze pieniądze?

Miejscowa waluta to Ariary. Na lotnisku, w hotelu, na straganach raczej oczekiwane są dolary i euro – i tu mała podpowiedź: bardzo często ceny w euro i dolarach albo się nie różnią, albo różnią się minimalnie (np. naszyjnik z muszelek kosztuje 5 dolarów, albo 5 euro), więc jeśli lubicie oszczędność, korzystniej jest oczywiście wymienić sobie wcześniej pieniądze na dolary. (W większych marketach można normalnie płacić kartą).

Malaria i inne choroby

Według Międzynarodowej Organizacji WHO Madagaskar oraz wyspy do niego należące znajduje się w strefie malarii o dość wysokim ryzyku zarażenia. Malaria najniebezpieczniejsza jest dla małych dzieci oraz kobiet w ciąży. W przypadku osób dorosłych można chronić się przed nią, zażywając tabletki antymalaryczne (np. Malarone) oraz stosując profilaktykę. Ani tabletki, ani środki na komary nie dadzą jednak nigdy 100% zabezpieczenia. My przed wyjazdem nie szczepiliśmy się na nic, nie zdecydowaliśmy się także zapobiegawczo na branie tabletek Malarone (możecie poczytać różne historie o skutkach ubocznych) – oczywiście jesteśmy dorośli i wzięliśmy całe ryzyko ewentualnego zachorowania na siebie – wy nie musicie tego robić. Warto również pamiętać, że malarią zarazić się można jedynie poprzez ukąszenie komara, a sama choroba może rozwijać się w organizmie nawet do roku czasu od przyjazdu z terenów malarycznych.

Oprócz malarii, istnieje też duże ryzyko zachorowania na dengę.

Czy są komary?

To pewnie zależy od konkretnego regionu i pory roku. W listopadzie teoretycznie zaczyna się pora deszczowa, więc komarów powinno być nieco więcej, aczkolwiek my do tej pory spotkaliśmy się z nielicznymi okazami. Na terenach hotelowych obsługa dwa razy dziennie spryskuje pokoje środkami owadobójczymi, w oknach są moskitiery – więc przy odrobinie zdrowego rozsądku i profilaktyki (długie rękawy po zmroku, repelenty rozpylane na skórę) można czuć się bezpiecznie. Tego samego nie można już jednak powiedzieć o terenach leśnych, rezerwatach przyrody itp.

Na ile jest autentycznie, na ile turystycznie?

Wydaje mi się, że Madagaskar nie jest jeszcze specjalnie oblegany przez turystów. Przejeżdżając przez większe miejscowości wyspy Nosy Be turyści niespecjalnie rzucają się w oczy, ba – nawet w miejscach typu Nosy Iranja (największa okoliczna atrakcja) cały czas czuje się ducha mieszkańców. Odpowiadając na pytanie: autentyzm na 100%.

Czy warto zabrać ze sobą małe dziecko?

Odradzam ten pomysł. Sami mieliśmy lecieć z Niną i dosłownie na dwa dni przed wyjazdem zdecydowaliśmy, że zostanie z dziadkami w domu. Po pierwsze: malaria – lekarze medycyny podróży odradzą Wam podróż w rejony z wysokim ryzykiem zarażenia tą chorobą z dziećmi poniżej 5 roku życia. Niestety dla dzieci nie ma sprawdzonych leków antymalarycznych (za granicą występuje wersja Malarone Junior, ale trzeba mieć zapas czasu, żeby ją sprowadzić), a trzeba pamiętać, że to właśnie najmłodsze osoby, z niewykształconym układem odpornościowym najciężej przechodzą chorobę. Oczywiście każdy rodzić powinien sam podjąć decyzję, czy podróżuje z dzieckiem czy nie.

Osobiście cieszę się, że Nina z nami nie pojechała, bo z mojego punktu widzenia to nie jest kraj przyjazny małym dzieciom. Nie uświadczycie tu czegoś takiego, jak fotelik samochodowy, więc z bezpieczeństwem na drodze może być tu różnie. W wielu miejscach (np. w toaletach) nie ma bieżącej wody w kranach, trudno zatem zadbać o standardową higienę. Z bardziej prozaicznych powodów: sam lot jest długi i męczący, hotele nie są przystosowane dla dzieci (w naszym nie ma żadnej atrakcji dla maluchów) i po prostu – jest dość wilgotno i gorąco. Podczas naszego pobytu nie spotkałam w ogóle turystów z małymi dziećmi, w naszym hotelu również nie ma dzieci poniżej 15 roku życia.

Jeśli jednak podejmiecie się podróży z dziećmi – mam dobrą wiadomość – w większych supermarketach można kupić zarówno pampersy, jak i mleko w proszku.

Czy warto jechać?

Hmmm. Trudno wypowiadać mi się na ten temat, bo to mój pierwszy afrykański kraj. Nie jestem fanką podróży ani do Afryki, ani do Azji – i tak egzotyczne kierunki nie robią na mnie specjalnego wrażenia. Osobiście wolałabym za – być może podobne pieniądze – polecieć na Hawaje. Z drugiej jednak strony – ciekawie jest się zmierzyć z zupełnie inną kulturą, zobaczyć niespotykane krajobrazy, wykąpać w kosmicznie ciepłym oceanie. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób lubicie podróżować, jakie macie oczekiwania itp.