URODA W LATACH 90.

Claudia Schiffer

Lata 90. nieustannie mnie inspirują. Pisałam Wam już o jedzeniu, modzie, seksie, muzyce i dzieciństwie sprzed niemal dwóch dekad. Sentymentalna podróż do czasów własnej niedorosłości sprawia mi nieuzasadnioną przyjemność. Dziś przyjrzymy się zatem tematowi urody w tych niełatwych, pachnących kiczem i lichotą czasach.

Gotowi na krótką podróż do czasów bez Tangle Teezera, paletek do konturowania twarzy i doczepianych włosów?

No to jedziemy!

TWARZ

Zaczynamy od góry.

Brwi. To temat rzeka, a właściwie cienka strużka, bowiem w dobrym tonie było w ówczesnych czasach wyrywać włoski na potęgę – im nasze brwi były cieńsze, tym lepiej. Niepisana zasada głosiła: precz z naturalnym wyglądem, witaj wyskubana kuro.

Oczy. W tej kwestii niepodzielnie swoje rządy sprawowała królowa nad królowymi wszystkich kosmetyków, a więc wiecznie panująca nam maskara. Jeśli myślicie, że występowała tylko w jednym, klasycznym kolorze, to jesteście w ogromnym błędzie, albowiem najbardziej pożądane odcienie sezonu oscylowały wokół niebieskich, zielonych i srebrnych barw, w cień spychając oklepaną czerń. Z granatami i fuksjami konkurować mogła jedynie bezbarwna odżywka, która co prawda nie nadawała naszym rzęsom żadnego koloru, ale odpowiednio podkręcała je do góry. Z cieni do powiek niesłabnącą popularnością cieszyły się wszelkie odcienie perłowo-brokatowe oraz intensywnie kolorowe. Niebieska powieka + biała kredka na linii wodnej równała się powiedzeniu Elegancja-Francja.

Podkłady i pudry do twarzy kojarzą mi się tylko z jednym: tragiczną jakością i odcieniem pomarańczowym. Nie jestem jednak w tej kwestii specjalistką, bo nie stosowałam tego typu produktów do dobrych lat licealnych. Co innego taki puder kulkowy z Avonu, błyskawicznie brązujący twarz na opaloną czekoladę. Nikt nie słyszał wtedy co prawda o konturowaniu (sam produkt nanosiło się na chybił trafił, wedle uznania autora), ale nawet nieumiejętna aplikacja dawała zadowalający efekt. Zasadniczo: obecność pudru w kulkach w Twojej kosmetyczce przenosiła cię na wyższy poziom wtajemniczenia. Oraz bogactwa.

No i usta. Tutaj świat zdecydowanie należał do bezbarwnych, smakowych błyszczyków z kulką, które chętnie wylewały się we wnętrzach naszych toreb i plecaków oraz uwijały sobie mokre randez-vous z naszymi włosami. Przez pewien moment modne były także pomadki w kolorze białym oraz połączenie ciemnej konturówki do ust z jaśniejszym wypełnieniem.

W tym momencie cieszę się, że moja rodzina nie dysponowała w tamtym okresie aparatem fotograficznym i nie muszę dzisiaj oglądać tego na zdjęciach.

ZAPACHY

Panie, czym my wtedy nie pachniałyśmy! Kwiatkami, cukierkami i … tandetą. Trudno inaczej opisać aromat tanich dezodorantów zakupywanych ochoczo w kioskach Ruchu, które z prawdziwymi perfumami miały tyle wspólnego, co student z pieniędzmi. Ale kto nie spryskiwał się obficie produktami marki Impulse, Rap Dance, Extase czy kultowym dezodorantem Spice Girls, niech pierwszy rzuci kamieniem! Prawdziwe perfumy, takie jak: Exclamation, Vanilla Fields, Być Może, Chanson’deau czy Vanilla Musk zarezerwowane były na większe wyjścia, a więc np. na kolonijne dyskoteki. Preparatem zapachowym należało spryskiwać się gdzie popadnie, od szyi po brzuch, nie wyłączając ubrań. Dezodoranty miały jednak znaczącą przewagę nad promowanymi na luksusowe produkty perfumami – były jednocześnie pierwszymi mikrofonami wszystkich marzących o karierze wokalnej nastolatek.

WŁOSY

O tu proszę Państwa, to już było niezłe pole do popisu. O swoich dziecięcych traumach pisałam jakiś czas temu tutaj – a więc zaraz po tym, jak moje włosy nieco podrosły nie szczędziłam im zabiegów fryzjerskich (w wersji home made, rzecz jasna). Kto z Państwa pamięta modę na wiązanie włosów w kitkę przy jednoczesnym wypuszczaniu z przodu ozdobnych pejsów? (Czasem, mijając niektórych ludzi na ulicy odnoszę wrażenie, że ten trend trwa nieprzerwanie do dziś). A takie warkoczyki, dwa koczki oraz przedziałek w kształcie zygzaka? Że nie wspomnę już o produkcie Sofisto twist, który sprawiał, że nawet najbardziej rzadkie włosy z pojedynku modelowania wychodziły obronną ręką? Lubowałyśmy się w pazurkach, chamskich pasemkach, a także piankach koloryzujących włosy (w wersji dla biedaków całkiem nieźle spisywała się bibuła).

Osobną kartę w historii włosomaniactwa wywalczyły sobie szampony. Kultowy żółty Bambi, onieśmielający swoimi rozmiarami Familijny, a także zapowiadające lepszą erę życia zapachowe produkty Schaumy pozwalały zaznać trochę luksusu podczas (wspólnej kąpieli z rodzeństwem) ekskluzywnego relaksu przy blasku gasnącego junkersa. Na dodatkowe wspomnienie zasługują jeszcze produkty Herbal Essences, których reklamy były w dziecięcych głowach jednymi z bardziej sensualnych doznań (oczywiście zaraz po całym repertuarze uderzeń gorąca w trakcie przeglądania stron z bielizną w katalogach wysyłkowych Otto).

__

Gdybym miała wskazać kluczowy moment w okresie dziecięco-nastoletnim, który w historii Polski plasuje się zaraz za odzyskaniem niepodległości, byłoby to z pewnością wejście na rynek kosmetyków Avon. Trudno o drugi tak przełomowy rozdział w życiu, jak powiew luksusu, wyzierający z każdej jednej strony katalogu z kosmetykami, który pełnił rolę nieodłącznego towarzysza rozmów, spotkań, a umiejętnie podany pani nauczycielce pomagał w zdobyciu lepszej oceny. Niektóre z nas dostępowały zaszczytu wcielenia się w konsultantki marki (to ja), nigdy nie zarabiając przy tym ani grosza (to też ja), ale przy okazji stając się posiadaczkami darmowych gadżetów (zestaw miniaturowych szminek oraz profesjonalna torba na kosmetyki, to naprawdę było coś).


Lata 90. Czasy, w których za wynalezienie trójkolorowej pasty do zębów bylibyśmy w stanie wręczyć Nagrodę Nobla i w których przejście z pielęgnacji Niveą oraz Bambino do używania produktów Clerasil było ważniejsze niż pierwsza miesiączka. Okres, w którym nikt nie słyszał o parabenach, SLS-ach i nie studiował etykiet produktów w poszukiwaniu niekorzystnych dla zdrowia składników, bo bardziej liczył się w kąpieli chemiczny zapach coca-coli, niż faktyczne wartości pielęgnujące.

A mimo to żyjemy.

I mało tego – niektórzy z nas wyszli nawet na ludzi.

  • Paulina B

    Tak! Przedziałek zygzak to było coś i oczywiście niebieska maskara do rzęs.. Pamiętam jeszcze takie oczojebne lakiery do paznokci, żółte, różowe, pomarańczowe! :-)

  • Joanna

    Pachnące strony z katalogu Avonu i zamawianie próbek wszystkiego <3

    • Próbki pomadek były boskie! Cała kosmetyczka malutkich, przezroczystych szmineczek ;)

  • Agu

    A dezodorant Impuls to do dzisiaj wspominam miło, chyba całkiem nieźle pachniał (żeby nie powiedzieć smells like teen spirit).

  • Ach, te białe kredki do oczu i niebieskie tusze. Miałam taki. Niestety moje rzęsy są naturalnie czarne i jakaż była moja rozpacz, gdy nie było wcale widać tego niebieskiego… Ciemna konturówka i jasne wypełnienie wraca ostatnio (wraz z modą na lata 90., które już są vintage…) – nawet Doda na okładce „Vivy!” tak była wymalowana ;).
    Ach, akurat oglądałam pierwszy sezon „Przyjaciół”.

    • Hihi, ja drugi, wiec tez mialam przed lektura dzisiejszego wpisu idealnie przygotowany nastroj ;D

  • W.

    Mnie z tym okresem kojarzy się jeszcze jedna kategoria kosmetyków – tzw. dodatki do gazet, dzięki którym było się glamour. A na dyskoteki szkolne obowiązkowy był brokat – najtańszy to ten na żelu, który z włosów schodził koszmarnie…

    • Borsuk

      Dodatki to było coś. Jak w Bravo Girl rzucali dodatek np „perfumy” to do kiosku trzeba było iść z samego rana, nie ma że boli :D

      • W.

        Kojarzę, że z błyszczykami i cieniami było podobnie ;)

  • Dominika P.

    Avon… miałam maskarę w kolorze topazu- była cudownie złota dopiero po 10-ciu warstwach ;) A perfumy Celebre, Perceive i Little Black Dress do tej pory z 50m rozpoznam. Zygzakowy przedziałek miałam, oczojebne lakiery do paznokci miałam, błyszczyk kulkowy jabłkowy <3. Na szczęście byłam za młoda na podkłady nakładane niczym maska- do linii żuchwy, konturówkę brązową z różowo-białą pomadką zestawiała koleżanka i jakoś mi się to nie podobało już wtedy. No i brwi- prawie w ogóle ich nie regulowałam i teraz wyglądam jak człowiek bo mam koleżanki którym już nie odrosły :)

    • Oo, też poznam większość zapachów Avonu. Swoją drogą, nie były takie złe!

      • Dominika P.

        Ba! Były nawet fajne! Do tej pory te zapachy mi się w pewien sposób podobają. Ale np. Celebre to raczej bym użyła w spokojny wieczór jako „odświeżacza powietrza”, żeby poleżeć, relaksować się i wspominać co mi ten zapach do głowy po latach przynosi, ile wspomnień.

  • uwielbiam Twoje wpisy ! <3

  • Aleksandra Ida Mokwa

    Zabrakło mi plastikowych, kolorowych kuleczek na włosy… To były czasy!

    • Kulki pamiętam z bardzo wczesnych lat 90. Ogromnie zazdrościłam ich mojej kuzynce. To mi przypomniało jeszcze jeden włosowy hit, którego mi zabrakło we wpisie: gofrownicy. A jak się gofrownicy nie miało, to się robiło sto małych warkoczyków na noc. Kultowa fryzura:)

  • Kasia Kowalska

    Mistrzostwo! Uwielbiam takie podróże po alei wspomnień. Kompletnie zapomniałam o posiadaniu dezodorantu Spice Girls a po kliknięciu w zdjęcie na sekundę poczułam jego zapach ;) dzięki Magda <3

  • Paulina

    Inna rzecz, że jestem przekonana, że za 15 lat dosłownie tak samo „kiczowato” będzie opisywana obecna moda ;)

  • Agata Różyńska

    „ekskluzywnego relaksu przy blasku gasnącego junkersa” ….kupiłaś mnie na momencie Kobieto :*

  • haha, oj tak błyszczyków z kulką nie zapomnę – one były cool i obowiązkowe :D, w sumie całkiem niedawno, robiąc generalny remont pokoiku łącznie ze zmianą mebli, takowy gdzieś w zakamarkach znalazłam! Deo SpicerGirl taki w zielono żółtym opakowaniu był moim ulubionym, Rap śmierdzielem :D. Włosy – tutaj można jeszcze dodać modę na afro, albo też krótko ścięte na jeża,z postawionymi do góry kosmykami mega mocnym żelem :D.

  • Kocham Cię za ten wpis! Ach, pamiętam te wylewające się błyszczyki, do dziś czuję zapach mojego ulubionego, chyba jagodowego, który zapaskudził moją kostkę (kto je teraz nosi? wtedy nosili je wszyscy!). I straszne białe pomadki. I Avon, oczywiście Avon – te katalogi krążące na nudnych lekcjach. I dezodorant Spice Girls – miałam, a jak :)

    • Wczoraj widziałam w pociągu dziewczynę z kostką. Żeby tam z samą kostką! Miała też na tym plecaku naszywki przytwierdzone agrafkami. Do tego za duży sweter, glany i naszyjnik-tatuaż (wróciły do mody jakiś czas temu, ale to wciąż wspomnienie lat 90.). Miała najwyżej 19 lat i wyglądała jak podróżniczka w czasie, prawdę o epoce zdradzał tylko jej wygolony na współczesną modłę bok głowy. No piękna była :)

      • Ja tam jarałam się plecakiem Enrico Benetti. Pff…

        • Kto się nie jarał… To był absolutny hit w szkołach – mieć plecak Enrico Benetti to jak opuścić dzieciństwo i wkroczyć w świat amerykańskich nastolatków. Pamiętam, jak tęsknym wzrokiem się w niego wpatrywałam, próbując ciągle przekonać rodziców do zakupów. A oni, jak to dorośli, dyskwalifikowali go przez brak usztywnienia na plecach. Ale ten styl… ;)

  • Pani Mądralińska

    Nie wiem, jak nazwać to uczucie, które się we mnie rozlewa za każdym razem, gdy czytam coś tak pięknego i wzruszającego. Uwielbiam takie wspominki, uwielbiam moje dzieciństwo.
    Ja miałam kulkowy błyszczyk o smaku kiwi – WOW! Epicko paskudził. Zaskoczyłaś mnie jednak Sofisto Twist. Na śmierć o tym zapomniałam, a nie raz zawijałam swoje mysie ogonki w ten wynalazek! Najlepsze, że był w kolorze morskim.

    Dzięki, Ven!

    • Sama o Sofisto Twist przypomniałam sobie w ostatniej chwili pisania tego tekstu. W sensie, nie mogłam przypomnieć sobie nazwy tego urządzenia ;)

  • Sholay

    Nihil novi sub sole. Za dwadzieścia lat nasze dzieci będą o pisały to samo o dni dzisiejszym.
    &

  • Borsuk

    A mnie się przypomniał hit dyskotek – brokatowy żel do ciała :D Niestety, ale bez święcącego dekoltu nie było rwania. Najbardziej cool była wersja z brokatowymi mini-gwiazdeczkami :D

  • Kasia

    cudooowne :) Jestem tu pierwszy raz i już polubiam :) Ja jeszcze dodałabym dodatki kosmetyczne do co drugiego numeru BRAVO GIRL :) za 2.50 można było kupić gazetę z mini perfumkami, tuszem do rzęs, cieniami albo błyszczykiem (oczywiście kulkowym). zdarzało się też dostać np portfelik, pasek do spodni albo breloczek :) to były czasy :)

  • Lena L

    Absolutnie sie nie zgadzam w kwestii brwi . Wyskubane na cieniutko mialy glownie typowe dziewczyny co nosily biale kozaczki, ewentualnie jakies ze wsi, tudziez miejska patologia. Brwi mialy byc po prostu zadbane, wiec minimalnie sie je skubalo, nikt nie nosil krzaczorow, ani jak teraz niektore dziewczyny przesadzaja i rysuja sobie bardzo szerokie brwi ktore miejscami wygladaja jak od linijki. To wyglada rownie zle jak kiedys zbyt mocno wyskubane brwi – przegiecie w druga strone.

  • Zuza | Zaczytana Susan

    Podróż w czasie… Dla mnie to akurat okres podstawówki wiec jeszcze nie zdążyłam z zastosowaniem większości z wymienionych, ale sofisto twist był hitem, pamiętam ;) Tak samo pazurki, dezodoranty, pomadki… oj tak, działo się! :)

  • ooo, przywołałaś wspomnienia… tak, dokładnie tak było jak piszesz! :)

  • Mała byłam ale pamiętam to! :)

  • Wspólna kąpiel z rodzeństwem!
    A lakiery do paznokci z brokatem?
    Pamiętam jeszcze kompleciki – spodenki i koszulka w takim samym oczojebnym kolorze a’la Spice Girls albo bluzki-bliźniaczki…

    • Kaśka

      Spodenki i koszulka to bylo to!

  • Spodnie bojówki, tak niskie, że nie trzeba było się schylać, by ujrzeć słynny atrybut hydraulika, zasuwane na zamek o długości 3 cm. Dzwony, które potrafiły wciągnąć całą kałużę aż po kolana. Krótkie bluzy z kapturem, gołe brzuchy i przyprawiające babcie o zawał, „nerki na wierzchu”. Nylonowe chokery-tatuaże (ale na bogato, bo z bransoletką i pierścionkiem) i paznokcie odblaskowe, koniecznie zielone lub pomarańczowe. Buty z koturnami z „pianki”, które wyginały stopę na wszystkie strony, szpitalne drewniaki, jako hit wsród młodzieży (im głośniej stukające, tym lepiej). Dzięki za przypomnienie, że kiedyś nosiłam dwa małe „kucyczki” na czubku głowy, jak Emma ze Spice Girls… Fragment o zapachach – rozczulający ;)

  • Magda W-ska

    takie duże pierscionki plastikowe ala szklane /kryształowe w oczojebitnych kolorach . wszystkie gazety z płytami . siedzenie przy kaseciaku i nagrywanie swoich playlist to tez było mega wydarzenie ( i modlitwa w między zcasie żeby prowadzacy nic nie gadał ) . klejenie kaset lakierem , nawijanie ołówiem itd itp. lista lista 30 TON i hop bęc . Inwazja Mocy RMF FM – moja pierwsza mega impreza , Just5 na żywo, żółta bandamka eremefki na głowie i nadgarstku.

  • Magda W-ska

    korektor – pożądany towar , żeby na mikach , adodisach i innych malowac oryginalne nike .