SZTUKA PISANIA

IMG_1739 (960x720)

Zastanawialiście się kiedyś, jak powstają teksty, które czytacie na tym blogu?

Czy uważacie, że zasiadając do pisania jego autorka odpala papierosa i pomiędzy jedną myślą a drugą zapładnia swój umysł szatańską rozkoszą zaciągania się dymem papierosowym? Czy też oczyma wyobraźni widzicie ją siedzącą nad kubkiem parującej herbaty gdzieś w zaciszu wrocławskich kawiarni? A może z kolanami pod brodą i na tapczanie?

A więc może Was zaskoczę, a może nie, ale moje teksty powstają zazwyczaj na 15 minut przed publikacją, raczej w domu – w przestrzeniach publicznych nie umiem ładnie myśleć. Splątane myśli spisuję ręcznie do notatnika, a dopiero później przenoszę do blogowego edytora. Rzadko kiedy realizuję zaplanowane wcześniej tematy, przeważnie piszę to, co mi ślina na język przyniesie. I oczywiście takie nieprzemyślane, za to pełne emocji teksty podobają Wam się najbardziej, a te, nad którymi potrafię siedzieć dłuższy czas, przechodzą bez echa – nawet nikt nie raczy dać złamanego lajka.

Każdy bloger z pewnością zna to uczucie, kiedy klikając przycisk Publikuj myśli sobie: ale będzie, stworzyłem genialny tekst, pokochają go miliony. Po czym odświeża notkę z nadzieją na chwalebne komentarze, a tam po blogowych kątach panoszy się cisza. A kiedy dodaje tekst, co do którego nawet nie ma pewności, że jest przyzwoity, ot czuje, że musi coś opublikować, na odczepnego wrzuca kilka słów od siebie – notka okazuje się hitem.

Na potrzeby notki potrafię stworzyć w sobie osobowość ze skłonnościami do dramatu, tak, by z wyprawy do dyskontu spożywczego po mleko oraz po chleb na zakwasie stworzyć fascynującą opowieść pełną wątków i zwrotów akcji, wybudzić śpiącą ciekawość i stworzyć sztukę w czterech aktach opartą na własnym życiorysie.

Często nie mam do powiedzenia jednak nic. Nie mam zdania na żaden temat, jestem tak pusta, że można wybudować w moim wnętrzu jedną katedrę gotycką, dwa domy towarowe, teatr, boisko i zajezdnię tramwajową (T. Różewicz).

I wtedy milczę.