RZECZYWISTOŚĆ NIEUSTALONA

pexels-photo-110124

Niezadowolenie z siebie to podstawa każdego prawdziwego talentu – pisał Antoni Czechow. Niezadowolenie z siebie i z życia to depresja – podają poradniki kobiece. Komu ufać?

Całe życie towarzyszy mi poczucie niewystarczającego zadowolenia z siebie. Bez względu na to, ile komplementów bym nie usłyszała, nagród nie zdobyła, cały czas mam poczucie, że mogłam zrobić coś jeszcze lepiej. Lepiej rozpocząć dzień, lepiej wyglądać, więcej pracować, mądrzej wydać pieniądze, zrobić coś szybciej, wolniej, dokładniej. Ładniej narysować na oku kreski, być mądrzejszą, zabawniejszą, bardziej elokwentną. Mieć coś do powiedzenia na każdy temat, nie jąkać się w wywiadach telewizyjnych. Rozsądniej wybrać,  modniej się ubrać, wcześniej kłaść się spać, pewniej prowadzić samochód, częściej odmawiać, mniej się martwić.

Pożyteczniej wykorzystywać wolny czas, ładniej wychodzić na zdjęciach, dokładniej przewidzieć własną przyszłość.

Lepiej zakończyć ten tekst…

  • W.

    Ufałabym Czechowowi jednak bardziej. Spoczywanie na laurach, do którego prowadzi zadowolenie jest tylko przyczajonym tygrysem, jak nie zje, to wpędzi w bagno.

  • Ula

    A moim zdaniem to paskudna cecha, która hamuje, a nie napędza. Jakoś rzadko widzę, żeby ludzie, którzy potrafiliby cieszyć się z własnych drobnych sukcesów, umiejący docenić swój wysiłek i włożoną pracę, dostrzegający rozwój, będący łagonymi dla siebie byli jednocześnie leniuchami. Najczęściej to właśnie Ci, którzy osiągają więcej, ale tych jest też najmniej. Bo panuje przekonanie, że biczowanie się, to taka godna podziwu droga na szczyt, motywacja… gówno prawda. Przez to ciągłe niezadowolenie siebie od 10 lat nie potrafię znaleźć sobie miejsca w życiu, bo przecież nic nie umiem dostatecznie dobrze, we wszystkim jestem taka słaba, że za co miałabym się niby zabrać?
    Przy tym wiecznym niezadowoleniu żaden talent nie ma znaczenia.

    • S.

      Ale dlaczego zakładasz, że musisz być w czymś dobra? Poprostu sobie bądź i ciesz się, że możesz sobie być ;)

      • Ula

        Sam fakt bycia mnie nie cieszy niestety… A skoro już muszę coś robić, jakoś zarabiać na życie i spędzać na tym większość życia, to chciałabym mieć z tego przyjemność – to wymaga bycia dobrym w czymś.

        • S.

          Owszem. Ale proces stawania się dobrym w czymś zawsze trwa. Raz dłużej raz krócej. Do tego czasu nie ma sensu zadręczanie się bliską przeszłością. Trzeba umieć wyluzować ;)

  • Znam to wieczne niezadowolenie. Straszna rzecz. Zgadzam się z Ulą, że to paskudna cecha. Blokuje rozwój i działanie w dobrym kierunku. Wpojono nam kiedyś, że to dobrze, że to oznaka pokory. Teraz wiem, że nie ma większej bzdury. Jeżeli nie chcemy stać w miejscu, to musimy widzieć własne sukcesy, cieszyć się nimi, bo one dodają nam siły.

  • Katarzyna Schulz

    Ja bym jednak odróżnila niezadowolenie ze swojej pracy (szczególnie pracy twórczej) od codziennego niezadowolenia z siebie i każdego detalu swojego jestestwa(; Czemu przesadzanie z tym drugim jest złe, to wiadomo. Ale w tworzeniu dostrzeganie i analizowanie błędów pomaga kolejne prace ulepszać, szukać nowych dróg i dochodzić dalej.

    • Ula

      Myślę, że bycie zadowolonym ze swojej twórczości nie wyklucza niedostrzegania miejsca do poprawy i chęci dalszego rozwoju, przy okazji w dużo lepszej atmosferze, bez kopania siebie samego.

  • Z chęcią bym sprzedała na allegro (za grosze) tę swoją zakichaną pokorę, która jest tylko ciuchem zakrywającym wieczne „jesteś niewystarczająca”.
    Czytając Twoją listę od razu zaczęłam w głowie tworzyć własną. Problem polega na tym, że tekst się kończy, a w mojej głowie trybiki nadal się kręcą. Wyrwanie się z tego, to sukces na miarę Oscara dla DiCaprio. W końcu się niby udaje, ale droga jest baaardzo długa.

  • Ahhhh, trochę kop w twarz! Dziękuję! ;*

  • Doris

    Znam to uczucie, nieważne jak dobrze coś zrobię nigdy nie czuję zadowolenia i nasycenia. To takie „oczywiste” jeśli zrobię coś dobrze. Jakby nie było nic powyżej, jakby było tylko odchylenie w dół. Albo gdzieś wysoko, wysoko jest mistyczne lepiej. Jak mnie złoty promień z nieba oświeci i chóry anielskie zaczną piać, to wtedy będzie znaczyło, że zrobiłam coś najlepiej i mogę być zadowolona z siebie.

    Jak z tym walczyć?

  • to jest perfekcjonizm i to bardzo unieszczęśliwia. u mnie nieraz kończyło się napadami lęki i gwałtownymi wybuchami płaczu. a przecież często lepiej w ogóle coś zrobić niż zrobić to superperfekcyjnie.

  • Liliana Blt

    Mam to samo.