NOCLEGI W WIELKOPOLSCE: PRZYBOROWO 11


Wyobraźcie sobie domek pośrodku niczego. Z najbliższymi zabudowaniami mieszkalnymi oddalonymi o kilka kilometrów. Z bezpośrednim dostępem do lasu. Z dzikimi zwierzętami, podchodzącymi nocą pod okna.

Brzmi jak intro filmu grozy? Albo jak przepis na najlepszy relaks. Sam wybierz.

Do Przyborowa pędzimy drogami szybkiego ruchu. Nudne, miejsko-wiejskie krajobrazy nie zapowiadają, że oto, trzy godziny po opuszczeniu Wrocławia, znajdziemy się w lesie (po drodze też i w malinach, tak nas wyprowadzi nawigacja). Polna droga wiedzie nas przez moczary i mokradła, koła Hondy dzielnie przemierzają hałdy błota. Wtem jakieś 150 metrów przed naszym miejscem docelowym, kapitulujemy – kałuże są tak wielkie, że nie ryzykujemy, by w nich ugrzęznąć. Bierzemy pod pachę córkę i psa oraz walizki i pokonujemy resztę trasy na piechotę. Czyż wyjazd zaczynający się od takich przygód może być nudny? Oczywiście, że nie!


PRZYBOROWO 11 to cel naszej podróży. Dwa, pamiętające początki XX wieku budynki dają się w sobie rozkochać od pierwszego wejrzenia. Wow, co za klimat, myślę sobie, a mój entuzjazm podziela reszty ekipy, która z nami podróżuje. Drzwi wejściowe wiodą do przestronnego hallu, w którym znajdują się m.in. kosze z grami oraz kocami – jednym słowem, pełen ekwipunek do uprawiania harców na świeżym powietrzu (uwielbiam, że ktoś o tym wszystkim pomyślał!), stamtąd możemy dostać się do dwóch łazienek (ta główna jest niemal wielkości mojego salonu), a także do kuchni, salonu oraz dwóch sypialni.




Kuchnia wyposażona jest po same uszy (znajdziecie tu zarówno piec kaflowy, kuchenkę z piekarnikiem, ale również: ekspres do kawy, mikser, wszelkiego rodzaju naczynia, a także podstawowe artykuły spożywcze, jak kawa czy herbata). Na dzień dobry dostajemy informację, że możemy częstować się wszystkim, co znajdziemy w lodówce. Miły gest.

Sypialnia, którą zamieszkujemy jest niewielka, ale jakże urokliwa! Na wieść o tym, że podróżujemy z małym dzieckiem, dostajemy do dyspozycji kołyskę oraz łóżeczko. Drugą sypialnię zamieszkują nasi przyjaciele. Wspólnie natomiast korzystamy z klimatycznego salonu – muszę przyznać, że wieczór przy kominku, nawet jeśli okraszony tylko kubkiem herbaty, a nie lampką wina, to jednak coś.

Wystrój domku nie jest z pewnością najbardziej instagramowy na świecie, ale wierzcie mi – zarówno moje, jak i zdjęcia na stronie internetowej, nie oddają w pełni klimatu tego miejsca. Tu trzeba po prostu przyjechać.

No i największy plus całego miejsca: ogromny ogród łączący się bezpośrednio z lasem. Wieczory na werandzie i śniadania na tarasie, to dwie rzeczy, dla których byłabym skłonna porzucić miasto. (Ale tylko na chwilę).

Do tej pory nie utożsamiałam Wielkopolski z jakimiś specjalnie atrakcyjnymi miejscami (przepraszam wszystkich poznaniaków!), ale od kiedy przyszło mi chwilę pobyć w czerniakowskich lasach, zmieniłam zdanie. Jeśli będziecie kiedyś szukać noclegów w tym rejonie, gorąco Wam polecam Przyborowo 11 – można tu wpaść i ze znajomymi, i wyprawić sielskie wesele. Oczywiście pod warunkiem, że nie boicie się wilków (bo ponoć w lesie widziano ich ślady). Macie mają gwarancję jakości, o!

Przyborowo 11, Fałkowo [FB]