POTTER ZAMIAST MICKIEWICZA

Pamiętam, że kiedy trafiłam na szumnie wołający z nagłówków artykuł Harry Potter lekturą szkolną, zamarłam.

Oho, teraz to się młodym dopiero w dupach poprzewraca; system edukacji w tym kraju zszedł na psy – pomyślałam jak na prawdziwą polską cebulę przystało, zanim doczytałam, że to tyko wynik plebiscytu organizowanego przez MEN. Kilkanaście tysięcy uczniów szkoły podstawowej serię o młodym czarodzieju jednogłośnie wskazało jako lekturę, którą chcieliby przerabiać na zajęciach.

Zabolał mnie ten Harry przez moment, bo jak to w placówce oświaty mówić o tak niepoważnych rzeczach?! Potem zwróciłam honor dzieciakom, bo przypomniałam sobie, że sama w okresie 1-3, najchętniej czytałam jednak cykl książek o Muminkach, wcale nie Krzyżaków. W pamięć zapadły mi jeszcze: Anaruk, chłopiec z Grenlandii, Oto jest Kasia, O psie, który jeździł koleją, Dzieci z Bullerbyn, Puc, Bursztyn i Goście, Karolcia, O krasnoludkach i sierotce Marysi. I chyba jednak sporo dałabym wtedy, by móc w szkole rozmawiać o serii książek Lucy Maud Montgomery, które wynosiłam kilogramami z osiedlowej biblioteki.

Literatura nie jest po to, żeby było fajnie, tylko żeby było mądrze. Jeśli dziecko ma się rozwijać, musi stawać przed problemem: ja tego nie rozumiem. A modne, popularne książki nie postawią pytań bez łatwych odpowiedzi, nie wyrobią nawyku myślenia. (dr. hab. Andrzej Waśka w wywiadzie dla Gazeta.pl).

Należałoby w tym miejscu zastanowić się zatem, jaką rolę powinna odgrywać literatura w najmłodszych latach naszego życia? Czy lepiej, by budziła odruchy patriotyczne, czy raczej żeby w ogóle zachęcała do czynności czytania, odkrywania słowa pisanego, pobudzała wyobraźnię? Czy faktycznie powinna być niezrozumiała, czy może fajniej byłoby, gdyby na dzień dobry nie odstraszała ciężkostrawną, archaiczną treścią?

Mnie, przez cały okres edukacji, lektury kojarzyły się po prostu z czymś nudnym. Już nawet później, w czasach licealnych, zamiast czytać obowiązkowe pozycje, zaczytywałam się w książkach Manueli Gretkowskiej (nie jestem pewna, czy dziś nadal byłabym nimi równie zachwycona) i Olgi Tokarczuk. Ot, taki mój mały, prywatny bunt. Niektórzy w tym czasie uciekają z domu, inni zaczynają brać narkotyki, a dla mnie cichą manifestacją było czytanie książek spoza kanonu lektur (nikt mi nie będzie mówił, co mam czytać, o!). Większość polskiej klasyki polubiłam dopiero na studiach, znając szerszy kontekst społeczno-obyczajowy danego dzieła. Śmiem więc twierdzić, że to wcale nie lektury wyrobiły we mnie nawyk i uwielbienie do czytania. Może więc warto byłoby w szkołach spuścić trochę z tonu?

Po krótkim namyśle uznałam zatem, że skoro dwadzieścia lat temu nie widzieliśmy nic dziwnego w ziomku z plasteliny, który gada z ołówkami i stalówką, dlaczego dziś bulwersuje nas młody czarodziej? Przecież dookoła nas same dziwy.

(A w TV swoją drogą, nie brakuje wcale Plastusiów).

 

  • Joanna Krzak

    Morał piękny! A ten Harry to ponoć wciągająca lektura i dzieci lubią. My zaczęliśmy czytać i……..no jakoś mnie nie powaliło, moich dzieci też nie ….ale żeby moja wypowiedź tu była coś warta, przeczytamy w ferie…..i wtedy powiem więcej :) A w której klasie będzie to lektura ?

    • W żadnej :) W plebiscycie przeprowadzony przez MEN uczniowe zagłosowali, że chętnie by ją przerabiali na lekcjach. Nikt się jeszcze jednak nie odważył, by wdrożyć tę pozycję do kanonu lektur obowiązkowych.

      • Joanna Krzak

        ahahaha ! oj! no teraz zrozumiałam co przeczytałam ! Jak byk napisane.

  • M M

    „Lektury się omawia, przerabiać można spódnicę” :) pani od polskiego w podstawówce

  • VQ

    taaa… książki, które wymieniłaś były cudne i wywarły na mnie duży wpływ – większy, niż wszyscy Krzyżacy i Tadeusze razem wzięci… uwielbiam Astrid Lindgren do tego stopnia, że zaczęłam zbierać kolekcjonerskie wydania jej książek. moja córeczka będzie miała na imię, jak na córkę zbójnika przystało :) buziaki!

  • Paulina Bożek

    U mnie na studiach był kurs literatury dziecięcej i czytaliśmy Pottera i narniowego „Siostrzeńca czarodzieja”, razem z innym „niepoważnymi” bajkami. Więc to, że coś jest „dla dzieci” wcale nie znaczy, że nie może być tematem „poważnych” dyskusji. Bo treść to nie wszystko, zwłaszcza jeśli ma się dobrego nauczyciela, który potrafi poprowadzić dyskusję. Kluczowe słowa: „dobry” i „potrafi”.

  • Dorota

    A dlaczego wybierać: albo – albo? Niech dzieciaki czytają w szkole zarówno „cięższe” pozycje, jak i swoje ulubione, w ten sposób rozwiną się najlepiej. :)

  • Zu

    Zgadzam się całkowicie! Zaryzykowałabym nawet nieśmiało sugestię, żeby ogólnie kanon lektur przemyśleć, nie tylko u najmłodszych. Jestem właśnie na etapie romantyzmu w liceum i jestem po przeczytaniu „Wertera”, streszczenia „Fausta”, trzech części „Dziadów” i „Giaura” oraz „Czarnego Kota”, a przed czytaniem „Pana Tadeusza” i „Konrada Wallenroda”. Czy naprawdę nie wystarczyłoby nieco mniej?

  • Pieszka

    Błagam, tylko nie „przerabiać”, do dzisiaj mam w głowie słowa polonistki z liceum która grzmiała, że w szkole lektur się nie przerabia tylko omawia, interpretuje itp. :)
    Z lekturami szkolnymi temat jest dość skomplikowany. Dzieciaki generalnie nie mają ochoty czytać czegoś co się im narzuca, a przecież jest masa lektur które są bardzo wciągające, tylko trzeba chcieć się za nie zabrać. I fakt, przydałoby się odświeżenie obecnego „kanonu” szkolnego :)

  • gracey

    Walory Harrego Pottera wskazała mi moja… teściowa. I rzeczywiście – muszę się z nią zgodzić w 100%. Bzdura, że wybieramy między tym co modne, a co archaiczne. Skupiasz się w tej notce nie na tych aspektach, na których przy ocenie książki powinnaś. Harry Potter to przede wszystkim lektura o przyjaźni, honorze, odróżnianiu dobra od zła, odwadze, pewności siebie, wyborach (często bardzo trudnych). Harry Potter pokazuje, że trzeba walczyć w imię ideii, w którą się wierzy. Że nie można się poddawać. Jest to wyjątkowo ciepła książka, pokazująca dzieciom najważniejsze w życiu wartości. Czyż nie tego oczekujemy od lektury?

    • gracey

      I jeszcze: „Należałoby w tym miejscu zastanowić się zatem, jaką rolę powinna odgrywać literatura w najmłodszych latach naszego życia? Czy lepiej, by budziła odruchy patriotyczne, czy raczej żeby w ogóle zachęcała do czynności czytania, odkrywania słowa pisanego, pobudzała wyobraźnię?” Przecież Harry porusza kwestie patriotyzmu, tylko nie jest to patriotyzm wobec kraju ale wobec świata bohaterów. Oni walczą za niego, często ginąc. Patriotyzm w żywej postaci.

  • Joanna

    Zaczęła mi się ostatnio marzyć reforma szkolnych lektur, ale nie taka, jaką zaplanowano, tylko zupełna rewolucja. Tak samo jak Ty, buntowałam się w liceum i czytałam wszystko spoza kanonu, tak samo doceniłam klasykę po skończeniu szkoły.
    Na studiach długo uważałam, że lektury szkolne są bardzo różnorodne, może nawet któraś się spodobać, ale trzeba przez nie przebrnąć. Ale od niedawna sama zostałam nauczycielką (całe szczęście, że nie języka polskiego!) i dopiero rozmawiając z uczniami zdałam sobie sprawę jak bardzo zmienia się zasób słownictwa używanego przez dzieci. W gimnazjum nikt nie wiedział co to jest dyskietka, a w podstawówce wytrzeszczali oczy na słowo kałamarz. Taka na przykład książka o sierotce Marysi, Konopnickiej jest dla nich tak archaiczna, że albo nie rozumieją słów, które czytają albo robią to ze słownikiem. Aż zapytałam filologów polskich w rodzinie i wszyscy, którzy musieli omawiać tę pozycję mówili, że to droga przez mękę dla dzieci i nauczycieli.
    Drugim szokiem było dla mnie przeczytanie tych pięknych lektur z dzieciństwa w dorosłym życiu. Moja siostra właśnie kończy podstawówkę, więc przekartkowałam Anaruka i zaczęłam czytać „W pustyni i w puszczy”, trochę zamarłam bo kiedy ta druga książka się zrobiła tak pełna rasizmu. A najgorsze jest to, że uczniowie właściwie kończą szkołę przekonani, że Afryka dokładnie tak wygląda, do dziś.
    Od paru lat jest moda na wydawanie książek dla dzieci, pojawia się ich bardzo dużo. Odpowiednio omawiany wpasowałby się nawet wspomniany przez Ciebie Harry, brakuje tylko mądrej reformy i przemyślanej puli lektur. Dopóki będziemy utrzymywać, że skoro my to czytaliśmy, nasi rodzice to czytali to i nasze dzieci mogą daną lekturę przeczytać, to nic się nie zmieni.

  • uwielbiałam Karolcię :))

  • Teresa Podolak

    Uwielbiam czytać. Od zawsze. W dzieciństwie rodzice bardzo rzadko mi czytali.
    Ale od kiedy nauczyłam się czytać, to wpadłam.
    „Karolcia”- obie części, „Oto jest Kasia”, „Dzieci z Bullerbyn”- wszystkie części, „Muminki”-wszystko, „Plastuś”, „Narnia”, różne baśnie, legendy, klechdy domowe i sezamowe, mity greckie, rzymskie…
    Zaczęłam od 2 klasy i tak mam do dziś.
    We wszystkim należy zachować złoty umiar.
    Nie widzę problemu w czytaniu „Antka”, czy „Naszej szkapy”, skoro uczą empatii, pokazują trudny los biednych dzieci…
    Zgadzam się z przedmówcami, że czytanie „Na jagody”, czy też „O kra

  • Kiedy ja usłyszałam o tym, że Harry miałby być przerabiany w szkołach pomyślałam tylko jedno: ” Ale fajnie tym dzieciakom teraz”. Domyślam się, że nie byłaby to lektura licealna. Zresztą w liceum jeszcze zdarzają się na prawdę wspaniałe lektury ale po co katować trzynastoletnie dzieci na przykład Krzyżakami? Sama, chociaż uwielbiam czytać, pamiętam, że czytałam tych Krzyżaków bez najmniejszego zrozumienia, a książki, które mnie ciekawiły i sprawiały radość czytałam po nocach albo czekały na wakacje. Można ten program trochę przeorganizować, tak, żeby nie znajdowały się w nim same książki, które wypada aby dziecko przeczytało ale też takie, które dzieci chcą czytać.

  • Zgadzam się z Tobą! Umiar jest dobry! :) Jest masa świetnych, mądrych książek, niekoniecznie tak kontrowersyjnych jak Harry :) Chociaż akurat sama jestem ogromną fanką HP :)

  • Be Wu

    Skąd ja znam ten bunt! Mój był na tyle silny, że kiedy dowiedziałam się, że „Mistrz i Małgorzata” są w kanonie (nieobowiązkowym, ale jednak) to moja miłość na krótką chwilę zmalała. Własnie zaczęłam czytać „Zbrodnię i karę” i jestem zachwycona tym co wyczynia Dostojewski. Nie chcę być naiwna, reszta pozycji obowiązkowych pewnie tak do mnie nie przemówi, ale cichy głos w środku mówi ,,a może jednak”…

  • Harry Potter to dobra książka. Ale absolutnie nie da się jej porównać z Mickiewiczem…
    Podzieliłabym problem na dwie części – książki dla nastolatek o nastolatkach, takie jak Potter, jak Jeżycjada, jak książki Ewy Nowak, oraz książki z historii literatury. Te pierwsze są mądre, powiedzmy że pomagają dzieciakom odnajdywać się w świecie i rozwiązywać problemy młodości (mi nie pomagały, ale widocznie jestem dziwna). Natomiast książki z historii literatury rozszerzają myślenie. Pokazują inne światy, inny język, inny sposób myślenia. Nieraz mi w liceum zazdroszczono, że umiem mówić językiem godnym Sienkiewicza albo z łatwością rozumiem język Kochanowskiego. Bo ja nie ograniczałam się do jednego czasu i jednego świata. Myślę, że dziecko nie może ciągle tylko zajmować się „tu i teraz”, potrzebuje szerszego oglądu na historię literatury i historię świata. Niech zobaczy, jak zmieniała się myśl ludzka, jak rozwijały się nowe idee – nawet jeżeli to ma być dla dzieciaka trudne. Matematyka też jest trudna i nudna, a jakoś nie zatrzymujemy się na mnożeniu.
    Jedne dzieciaki nigdy nie sięgną po żadną książkę, inne będą czytać zawsze nadprogramowo, obojętnie, jaki będzie kanon…
    Moim zdaniem powinno być książek z obu grup w miarę po równo. Plus przydałyby się inne gatunki, np. fantastyki i s-f to jakoś w szkole nie uświadczyłam. A skoro uczymy o gatunkach literackich, to przydałoby się i jakoś to obrazować lekturami.

  • Alicja

    Kiedy byłam w czwartej klasie (rok 2000 :D), moja pani od polskiego postanowiła wziać na warsztat Harry’ego. I to nie byle jak! Przyniosła tiarę przydziału, by drogą losowania podzielić nas na domy. Ona codziennie przez miesiąc przebierała się za Profesor McGonagall, a my za uczniów Hogwartu (mieliśmy miotły, peleryny, różdżki, nawet sowy i szczurki z papieru, i wszystkie inne skarby, które pozwalają odróżnić czarodzieja od mugola). Książki z listy też oczywiście czytaliśmy, ale to lekcji z magicznej gramatyki nigdy nie zapomnę :)))

  • Fajny tekst, mam podobne zdanie, nie taki Harry Potter straszny jak co niektórzy go widzą 😉
    http://genypoojcu.blogspot.com/?m=0