NIE PRZEPROSZĘ ZA WARSAW SHORE

Psychiatra Alexander Lowen uważa, że odczuwanie przyjemności odpowiada za nasze emocje, myśli i przekonania. Bez względu na to, czy są to radostki wyższych, czy niższych lotów.

Z rzeczy przyziemnych, to lubię oglądać seriale. Przytulam do siebie wszystkie: i te najmodniejsze, i te które lecą na TVN-ie. Bardzo lubię też przejrzeć od czasu do czasu pisma uchodzące za niemądre, bo kobiece. Te wszystkie Elle i Glamoury, w których tekst o depilacji strefy bikini pisze się z takim natężeniem emocjonalnym, jakby kończył się właśnie świat. Nie unikam przechadzek po sklepach, często tylko po to, żeby sobie popatrzeć, podotykać, przewertować. Słodycze zawsze, ale to zawsze poprawiają mi humor. Podobnie, jak niemoralnie gorąca kąpiel. A skoro o prysznicu mowa – to tu, pod tą srebrną deszczownicą, wygłaszam wielkie mowy oraz udzielam wywiadów wyimaginowanym dziennikarzom.

„Aa, czytam właśnie taką babską, lekką lekturę, wiesz, dla odmóżdżenia”, „Ja Magdę Gessler tylko dla jaj oglądam, wiadomo” – spotykam się często z takimi komentarzami. Bo przed innymi chcemy udawać, że zawsze jesteśmy piękni, zapracowani, nie jemy chleba z pasztetem, czytamy tylko Dialogi Platona i ogólnie robimy rzeczy ważne, wielkie i potrzebne.

A wcale nie. Nie robimy.

I zamiast stawiać czynny opór przed błahymi zachowaniami o prawdopodobnie niskiej szkodliwości społecznej, powinniśmy przestać się ich wstydzić.

Oraz z nich tłumaczyć.

A także za nie przepraszać.