MUZYKA LAT 90.

tape1

Jakiś czas temu popełniłam wpis o modzie lat 90. Dziś pora na muzykę z tamtego okresu. Czujecie już ten dreszczyk obciachu na plecach? Ja też.

Oto, czego słuchałam zanim skończyłam 10 lat.

Wczesne czasy dzieciństwa kojarzą mi się przede wszystkim z piosenkami puszczanymi podczas emisji Domowego Przedszkola czy innego Kulfona i Moniki oraz twórczością Majki Jeżowskiej, Pana Tik Taka, hitami Fasolek (Ogórek, Bursztynek, Moja fantazja) i hiciorami małej Natalii Kukulskiej (Co powie tata).

Polsatowski mainstream oraz upodobania rodziców (kto ma pilot, ten ma władzę) zmusiły mnie do oglądania Disco Polo (w sobotę wieczorem) oraz Disco Relax. Śmiejecie się? Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie oglądał tych programów! Żeby plebejstwa nie stało się zadość, wytrawne polskie hity przeplatałam songami Abby, Madonny i Roxette, Edyty Bartosiewicz oraz Kasi Kowalskiej zasłyszanymi u nastolatków z sąsiedztwa.

Pewnego dnia skończyła się powszechna sromota, bo oto w wielu domostwach założono kablówkę i zaczęliśmy jarać się Vivą oraz MTV. Patrząc na aktualną ramówkę tych dwu telewizji (Date My Mom, Teen Mom – czekam na  Screw  My Mom) trudno uwierzyć, że kiedyś puszczali tam muzykę. Kolejna moja muzyczna miłość to Kelly Family. Oczy zachodziły mi szklistymi łzami, kiedy w telewizji pokazywali Angelo (choć cała ludzkość kochała się w Paddy’m).

Później odkryłam Gabriela Fleszara. To było oczywiście mocniejsze pierdolnięcie, bo Gabryś pochodził z Polski, ba, mieszkał 30 km od mojego miejsca zamieszkania (wtedy ten dystans dla mnie i moich koleżanek wydawał się nie do przebycia), więc był bardziej realnym & osiągalnym marzeniem. Pamiętam, jak stałam z przyjaciółką pod sceną i przez cały koncert czaiłyśmy się, by wrzucić mu na scenę maskotkę (stanik nie, bo wtedy jeszcze nie nosiłam). W końcu zebrałam się na odwagę, a później jarałam tym faktem przez całym najbliższy rok szkolny.

W tak zwanym międzyczasie, kiedy w Polsce nie pojawiały się nowe gwiazdy, poznawałam muzykę naszych sąsiadów (tak miałam niemiecką Vivę) – Scooter, Tic Tac Toe oraz inne hity (Rednex, Fun Factory,  Spice Girls, Backstreet Boys, N Sync, Captain Jack, Vengaboys, DJ Bobo, Dr Alban, Haddaway, Scatman John, Ace of Base, No Mercy, Take That, East 17, Aqua. Na kolonijnych dyskotekach bawiliśmy się przy Coco Jambo, Samba de Janeiro  oraz Bailando oraz nieco bardziej gangsterskiej nucie Coolio i Bomfunk MC’s (cała sala śpiewała raka maka fą).

Myślicie, że dalej będzie bardziej ambitnie? Nie łudźcie się. Następnie razem z moją najlepszą koleżanką chciałyśmy być na przemian Chylińską albo Aguilerą. Przyznacie, że to dosyć spory rozstrzał? Po drodze pojawiła się również fascynacja zespołem LO 27. OMG. Kuba Molęda. Ogień, kurwa dziewczyny, OGIEŃ. Było jeszcze Just 5, Aron Carter i bracia Hanson, ale niespecjalnie wariowałam na ich punkcie. Później było już tylko gorzej, przeszłam na ciemną stronę mocy (Liroy). Więcej grzechów nie pamiętam. To aż dziw, że wyszłam na ludzi po tak emocjonującej edukacji muzycznej w pierwszej dekadzie mojego życia.

Ach, co to były za czasy! Piosenki nagrywało się z radio na kasetę, z kasety na kasetę, z tv na vhs. Cały tydzień czekało się na 30 TON lista lista lista przebojów, pirackie płyty sprzedawano na giełdach & bazarach na tych samych straganach, na których kilka lat wcześniej kupowaliśmy kartridże do Pegasusa. Od Św. Mikołaja nie żądaliśmy quada, ale gazetę Popcorn (ile tam było plakatów!) i kasetę z hitami ulubionego wykonawcy.

Będziemy mieli co opowiadać swoim dzieciom.