MODA LAT 90.

Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH

Dziś zapraszam Was na wycieczkę w sam środek lat 90., okresu mojego dzieciństwa. Czasów, kiedy ubrania dziedziczyło się po starszym rodzeństwie, a nowe nabywało na targach i bazarach.

To ten moment, w którym jedynym modowym faux pas były wiszące w kroku rajty, a dyktatorem mody był nie kto inny, jak sam Paddy z The Kelly Family. Raz, dwa, trzy. Jedziemy:

OBUWIE
Która z nas, mając 9 lat nie sikała na myśl o drewniakach? Najpopularniejszym i najtańszym modelem były te białe, typowo lekarskie, później stopniowo na bazarach można było nabyć wersje lakierowane we wszystkich kolorach tęczy (#splendor). Drewniaki był to must have moich czasów, nosiło się je absolutnie do wszystkiego. Schedę po drewniakach objęły klapki na piankowych podeszwach – największą przychylnością cieszyły się modele z platformą. Z obuwia sportowego pamiętam zawsze zbyt białe Schlezingery, adidasy z podświetlanymi podeszwami oraz adidasy na koturnach, najlepiej w obłędnie rażących kolorach (inspiracja: Spice Girls). Warto wspomnieć również o plastikowych sandałach i wszelkiego rodzaju lakierkach. Niektórzy z nas już wtedy przewidzieli trend na noszenie skarpet do sandałów. Ten rodzaj wyczucia ma się po prostu we krwi.

AKCESORIA ZIMOWE
Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to beret z polaru w kolorze granatowym z białym rysunkiem na przedzie. Miały go wszystkie laski w wieku komunijnym. A kaszkiet marki Kangol pamiętacie? Noszony tył na przód był ulubionym dodatkiem wszystkich niegrzecznych chłopców. Kilka sezonów później weszła moda na czapki a’la troll, które imitowały ludzkie włosy oraz czapki z niebotycznie długimi ogonami, zakończonymi na końcu pomponem. Dziś powiedzielibyśmy, że są zajebiście hipsterskie, wtedy były zajebiście pożądane. Dorośli otulali się za to chamskimi podróbkami szalików marki Puma. Gdyby było Wam mało, dorzucę jeszcze kominiarkę z daszkiem. Obłędny must have każdego sezonu saneczkowego.

DODATKI
Plecaki

O ile pierwsze trzy klasy podstawówki zdominowane były usztywnianymi tornistrami z bajkowymi motywami, o tyle przejście do IV klasy równe było niemal z inicjacją (czyt. zmianą plecaka na doroślejszy model). Opcje były dwie: plecak ze skóry/dermy lub plecak Enrico Benetti. Ten drugi był niekwestionowanym hitem. Miało go tyle dziewczyn w klasie, że musiałyśmy doczepiać breloczki, by nam się nie pomyliły. Klasa szósta to z kolei dominacja toreb na jedno ramię. Każda z nas chciała taką mieć, ale tylko nielicznym udało się przekonać rodziców do zakupu. Hitem były także małe plecaczki oraz jeansowa torba z Filipinki.

Akcesoria
Bransoletki robione własnoręcznie z muliny, naszyjniki-żyłki, plastikowe zegarki z kalkulatorem wygrywające melodie, rzemyki, elastyczne opaski na włosy, okulary lenonki – któż z nas nie chciał tego mieć? No i jeszcze dodatek stulecia – czapka CHICAGO BULLS!

UBRANIA
Spodnie

Zdaje się, że o spodniach można byłoby napisać epopeję. Odkąd tylko sięgam pamięcią, na moim (jeszcze- wtedy-małym) zadzie pojawiły się legginsy w przeróżne motywy: kratkę, kwiaty, lalki Barbie. A później w moje życie wprowadziła się kontrowersyjna lycra. Po getrach przyszła pora na spodnie w potocznym języku nazywane marchewami. Były to (najczęściej sztruksowe) spodnie efektownie zwężane ku dołowi. IV klasa to przełom i szał na dzwony. Najpierw na targowiska weszły te materiałowe, prążkowane z charakterystycznymi metalowymi ozdobami wokół pasa. Miały je wszystkie (bez wyjątku) dziewczyny w klasie. Z biegiem czasu zaczęto produkować dzwony z materiału udającego zamsz, a później nareszcie z jeansu. Dla dzwonów nie było alternatywy. Nosiło się je do zdarcia, a później kupowało ten sam lub podobny model.

Wśród krótkich spodenek dominowały te typowo sportowe: granatowe z materiału z dwoma lub czterema paskami. Klasa szósta obfitowała w napływ spodni typu rybaczki. Noszone z klapkami z pianki, były czymś, czym chciało się chwalić na dzielni.

Nie sposób nie wspomnieć o dresach DYNAMIC. W dobrym tonie było  mieć je w swojej szafie. Prototypem była najprostsza wersja ze ściągaczami u dołu, później na rynku pojawiły się fasony z szeroką nogawką oraz kieszeniami po bokach. Chłopcy przeżywali boom na spodnie typu Bomber oraz na ortalionowe spodnie z charakterystycznymi białymi guzikami po bokach. Do plejady gwiazd dodałabym dresy z kreszu (chamska stylówka rodem z NRD), spodnie typu narciary, męskie dżinsowe spodnie z naprawdę szeroką nogawką i obniżanymi tylnymi kieszeniami (inspiracja: Liroy). No i nie zapomnijmy także o uniwersalnych ogrodniczkach.

Inne:
Przewodnim trendem Anno Domini ’96 były rażące kolory. Dziś fashionistki nazwałyby to neonami, w moim odczuciu nie ma co się patyczkować i trzeba nazywać rzeczy po imieniu, był to ordynarny RAŻ (tak, wiem, że nie ma takiego słowa, ale właśnie powstało na opisanie tego niebywałego w modzie zjawiska). W dobrym tonie było łączenie żółci z pomarańczem, różu z seledynem itd. Należy zaznaczyć również, że w szafie liczyły się jedynie te bluzki, które ledwo przykrywały (wtedy dopiero kiełkujące) gruczoły piersiowe. Oddałybyśmy wtedy wszystkie tarcze wzorowego ucznia, byle tylko dorwać idealnie obłędną bluzkę z długością do okolic pępka.

To były naprawdę inne czasy.
_________________________

Rozebrałam okres 1994-2000, w którym to przyszło mi uczęszczać do szkoły podstawowej. Nie bez znaczenia podkreślam te daty. Gdybym urodziła się dwa lata wcześniej (a tym samym moja mama zahaczyłaby jeszcze o nieletniość) prawdopodobnie otarłabym się o fascynację Nirvaną, koszulami w kratę i martensami. Może dzisiaj byłabym kimś innym. Gdybym urodziła się dwa lata później od bogatszej oferty sklepowej mogłoby przewrócić mi się w głowie. I może dzisiaj byłabym kimś innym. Na szczęście urodziłam się w swoim czasie, zaznałam smaku odzieżowej sromoty, słuchałam Spice Girls i dzisiaj nie muszę być nikim innym.

Zdjęcia, jak zauważyliście są dramatycznie przypadkowe. Ale spróbujcie, nie mając pod pachą albumów z dzieciństwa, znaleźć w Internecie fotki z tamtych czasów.

źródło zdjęć: fashiongonerogue.com