KSIĄŻKA DLA DOROSŁYCH

DSC_0332 (1)

Z przykrością odnotowałam, że od jakiegoś czasu honorowe miejsca na półkach w księgarniach zajmują wypełnianki dla dorosłych. Co z prawdziwą literaturą?

Po sukcesach wydawniczych takich pozycji, jak: Zniszcz ten dziennik czy To nie książka, zapanowała moda na publikacje kreatywnych poradników. (A może stało się to już o wiele wcześniej, ale konsekwentnie posługiwałam się mechanizmem wyparcia?). Jako że nie zwykłam oceniać ani ludzi, ani rzeczy po pozorach (po okładkach już tak), skorzystałam z uprzejmości wydawnictw, które podesłały mi promocyjne egzemplarze i postanowiłam oddać się błogiej lekturze.

Na pierwszy ogień wzięłam Książkę do przeżycia, autorstwa Toma Chatfielda, o wiele wyjaśniającym podtytule: Kreatywna książka dla dorosłych. We wstępie wyczytałam: „Ta książka powstała z myślą o ludziach, którzy przyszli na świat w epoce cyfrowej (…) Czytelnik znajdzie w niej to, co kiedyś wydawało się zupełnie oczywistym składnikiem życia, a czego dziś często nam brakuje: Niezakłócony czas spędzony z samym sobą – ze swoimi myślami, wspomnieniami, marzeniami i nadziejami. Czas na refleksję i ucieczkę w świat fantazji (…) Ta książka powstała po to, aby pomóc ci odzyskać kontrolę nad własnym czasem”.

Przyznam, że słowo od autora niespecjalnie mnie przekonało, szczególnie w towarzystwie stwierdzeń: „Ta książka pomoże ci lepiej zrozumieć, co tak naprawdę myślisz, czego chcesz, co cenisz i o co ci w życiu chodzi”, „Nie będziesz tu wyrażał siebie za pomocą tweetów, statusów czy wyników. Nikt nie będzie cię oceniać na podstawie liczby zgromadzonych lajków”.

Potem było już tylko gorzej.

DSC_0366 DSC_0368 DSC_0375 DSC_0379

Banały (znajdź czas na piesze wędrówki; celowo zmień swoją poranną rutynę; spoglądaj w głąb siebie; kreatywne rozwiązania często powstają w wyniku burzy mózgów) przeplatają się tu z oklepanymi cytatami (serio, można było znaleźć coś bardziej oryginalnego od sentencji: Powiedz mi co jesz, a powiem ci kim jesteś, czy Nikt nie może wejść dwa razy do tej samej rzeki) oraz ćwiczeniami (który budynek w swojej okolicy uważasz za najładniejszy; czy potrafisz wymienić pięć najpowszechniejszych gatunków ptaków i drzew; narysuj swoje ulubione miejsce itd.).

Calm Michaela Smitha to dość podobna pozycja. Jak pisze wydawca: „To wyjątkowy przewodnik, który pozwoli zyskać nieco czasu i przestrzeni we współczesnym, rozpędzonym do granic możliwości świecie. Przełomowa książka, która idealnie równoważy potrzebę odzyskania spokoju z realiami nowoczesnej codzienności”.

W skrócie: powtórka z tematu powyżej. Ale żeby nie być aż tak surową – tu, w przeciwieństwie do poprzedniczki mamy do czynienia z normalnym językiem. Normalnym, czyli takim, w którym autor nie każe nam traktować swojego dzieła, jak drugiej Biblii. Pojawiają się również ciekawe, naukowe odniesienia dotyczące m.in. wpływu koncentracji na nasze zdrowie oraz całkiem interesujące zadania do wykonania (zasusz kwiat; wypożycz psa; zaprojektuj własny tatuaż).

Podoba mi się ton przewodni towarzyszący narracji – bez zbędnego patosu i zadęcia, za to z przymrużeniem oka, jak np. porada od serca „Powzdychaj sobie”, co nie zmienia faktu, że nadal nie widzę większego sensu w tego typu publikacjach.

DSC_0359

DSC_0353 DSC_0358
DSC_0363

Miałam szczere chęci, żeby napisać kilka dobrych słów o obu lekturach, ale naprawdę nie mogę. Wbrew temu, co obiecują autorzy, zamiast na chwilę przystanąć, miałam ochotę jak najprędzej zamknąć książki i zająć się czymś innym. Zastanawiam się czy my – dorośli ludzie – naprawdę potrzebujemy do życia tego typu motywatorów? Bo albo jestem już starym zgorzkniałym człowiekiem i nie bawią mnie zadania w stylu: napisz, jakie jest twoje ulubione zwierzę i wymień jakie posiada ono pozytywne cechy, albo sama nie wiem. Obie książki ratują jedynie ładne, estetyczne obrazki i kolorowe wydania.

Ale na boga – równie gustowne grafiki znajdę na Pinterest czy innym Tumblerze.

I to bez wycinania drzew.