KIEDY TOWARZYSZY CI TYMCZASOWOŚĆ

Po co wywracać swoje życie do góry nogami na czas studiów, skoro to tylko pięć lat? Dlaczego poświęcać się całym sercem dla projektu w pracy, który kończy się w konkretnym terminie?

Nowa sukienka na wesele przyjaciółki? Przecież to tylko jedna noc, kilka głupich godzin. Zdaje się, że każdy z nas myśli czasem w ten sposób, nad względy jakościowe i estetyczne wynosząc przede wszystkim praktyczność i funkcjonalność, a także oszczędność.

Przyznam, że i mnie dopadła mania traktowania sytuacji jako tymczasowe, zwłaszcza w kontekście mieszkania. Szczerze nienawidzę kompletu wypoczynkowego w naszym salonie. Jeśli wyobrazicie sobie kiepskiego gustu pseudoskórzany narożnik w kolorze piasku w duecie z równie szkaradnym młodszym bratem fotelem, to już wiecie, co czuję za każdym razem, gdy przechodzę z kuchni do przedpokoju. Ponieważ tylko najmuję mieszkanie, to nie poczuwam się do obowiązku, żeby robić w nim remonty i dosłownie wić tutaj własne gniazdko. A że planowanych kilka miesięcy życia w wynajętym lokum zamienia się już w czwarty rok, to inna sprawa.

Nigdy nie wiesz, kiedy tymczasowa sytuacja zmieni się w permanentną, czemu więc od razu nie zawalczyć o dobrą jakość?


Fragment tekstu „Oczekiwania kontra rzeczywistość” pochodzący z mojej książki.

  • Agnieszka jaśkiewicz

    Ta, znam to – nic nie trwa tyle co prowizorka ;)
    U mnie to samo – „teraz to nie, ale kIEDYŚ w swoim mieszkaniu to będzie to, to i tamto”

  • Pisała kiedyś o tym Asia ze Styledigger – o syndromie „jak tylko” :) Nie lubię tymczasówy, przeczekiwania i bylejakości, ale i mnie czasem dopada;)
    Pozdrawiam!

  • Przykład z wynajętym mieszkaniem ryzykowny. Już mi się zdarzyło, że właściciel jednak się rozmyślił i zamiast kolejnego roku, spędziłam w mieszkaniu tylko 3 miesiące. Niestety w takich wypadkach tymczasowość to coś, co nogi pętać będzie zawsze. Mniej lub bardziej, ale jednak :).

  • Na studiach kupiłam sobie okropna deskę do prasowania. Za 20 zł. Bo to tylko na czas studiów, jak będę prawdziwą panią domu, to kupię sobie lepszą. Mam ją do dziś…

    • mam taką samą deskę a już 40 na karku..niewiele prasuję ale gdy już , to za kazdym razem sobie powtarzam ,ze muszę kupic sobie porządną buahaha a życie życiem:)

      • Ale z drugiej strony, nie żal zostawiać, kiedy zechce się wyjechać w dłuższą podróż…

  • ech życie..

  • nie cierpię tego uczucia, dla mnie to jest nie do przejścia. W domu, nawet wynajmowanym, chcę się czuć jak w domu. W ciągu ostatnich 10 lat wynajmowałam 5 mieszkań, i najważniejszym kryterium dla mnie była wyposażona kuchnia i pusty pokój, aby móc wstawić swoje meble i stworzyć swój klimat. Co prawda przy przeprowadzkach spakowanie tego wszystkiego było dość czasochłonne i skomplikowane, ale jednak wolałam trochę przy tym pocierpieć, żeby później czuć się dobrze w tej przestrzeni.

  • Myślę, że takie sytuacje pojawiają się głównie przez warunki ekonomiczne. Jednak przede wszystkim ludzie powinni sobie uświadomić, że ich małe „byle jakie” wybory, składają się na jedną, wielką jakość życia.

    • Bardzo dobrze napisane. Małe sprawy tworzą nasze życie. Może warto i te małe sprawy traktować poważnie :)

  • Sylwia Antoniewicz

    Ja mysle, ze musze bardzo kochac ta moja tymczasowosc i traktuje ja jak magiczna trampoline od ktorej jak sie zbiore w sobie, to uda mi sie odbic i trafic w sam srodek docelowego, super mieszkania. Jeszcze nie wiem kiedy to nastapi, ale na pewno niedlugo. Poczekam sobie jeszcze, bo z natury mam tendencje do powolnego zabierania sie do zmian. Nie moge patrzec na moje obecne mieszkanie, wszystko bym zmienila. Marze o kawie na kanapie w stylu skandynawskim, wielkim rustykalnym, drewnianym stole i industrialnej lampie (:O)…ale spokojnie, przeciez moj mieszkaniowy PRL to tak tylko na chwile, mam nad nim kontrole i przewage, bo przeciez mieszkam w nim tymczasowo. Przyzwyczailam sie do mojego znienawidzonego, ukochanego, tymczasowego stanu rzeczy. Zostawie go tak jeszcze – niech sobie dogorywa, przeciez i tak przeminie…Tak wlasnie mam. (przepraszam, pomimo starañ znaki polskie nie dzialaja) Pozrawiam i zycze samych milych chwil w Nowym Roku:)

  • Święta racja! ;)

  • Mam chwilami wrażenie, że czekam ciągle na coś. Łapię się na tym, że zapominam cieszyć się tym, co jest teraz. Ale coś czuję, że moja tymczasowość wkrótce się skończy i w dodatku będzie obejmowała inny kolor sofy, mój.

  • A ja od jakiegoś czasu właśnie tymczasowości się nie daję. Bo tymczasowość sprawia, że godzimy się na bylejakość.
    ps: Wiadomo, że te kabelki, które wiszą u mnie z sufitu kuchennego już od… hoho ;) chcemy ukryć i tak, dziś to zrobimy! :D