KANDA | TOKIO

 

 

Does heaven look like this?
Jeśli po godzinie spędzonej tutaj dziękujesz sobie za brak znajomości języka japońskiego (w przeciwym razie twój portfel mógłby na tym ucierpieć), masz ochotę zatrzymywać się co 5 minut, celem podziwiania pięknych stoisk i wydaje ci się, że oto chyba miałeś wypadek lotniczy i znalazłeś się w raju (choć obolałe od chodzenia nogi brutalnie sprowadzają cię na ziemię), to tak, prawdopodobnie jesteś w dzielnicy Kanda w Tokio.
Miałam dodać dzisiaj recenzję książki, ale stwierdziłam, że zabiorę Was na krótką wycieczkę po moim ulubionym miejscu w stolicy Japonii. Od tamtego czasu naukę języka japońskiego wpisałam na swoją długą listę „TO DO before 30th birthday”.
  • Oto prawdziwy Raj.

  • Anonymous

    Venila, podziel się tą listą!!! ;)

    aga

  • Przeraża mnie ich język.. same znaczki :) Podziwiam:)

  • Od dziecka marzę by się wybrać do Japonii, tak Ci zazdroszczę!

  • ostatnio na blogach same posty podróznicze, sama właśnie taki przygotowuję ;D
    mam nadzieje ze kiedys do Japonii tez sie wybiorę bo narazie moje podroze ograniczaja sie do jednego kontynentu ;)

  • niesamowite miejsce :)

  • raj :)

  • wow! niesamowite :)

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • zapraszam do przeczytania nowego posta u mnie, zamieściłam w nim wzmiankę o Tobie, mam nadzieję, że to nie problem.

  • O BOŻE CUDO <3

  • Ale świetnie to wygląda ! :

  • Świetne zdjęcia cudnego miejsca!

  • Cudownie! Po prostu muszę tam kiedyś być :)

  • pomysł z kawą bardzo interesujący, aczkolwiek odległość z Gdyni do Wrocławia już nie taka przyjemna :D

  • wow, cudownie!

  • uwielbiam Tokyo ;)

  • Anonymous
  • Super zdjęcia:) Blog bardzo ciekawy:)
    Zapraszam do siebie: minislifestyle.blogspot.com
    xoxo

  • Anonymous

    Venn! Pytanie do Ciebie. Jako, że jesteś zaprawioną w podróżowych bojach kobietą, powiedz Ty mi – jakie buty wybrać? Przede mną daleka droga, zwiedzanie ciepłych miejsc, oczywiście piechtolotem – by nic nie ominąć i żeby taniej było. Ostatnio przeklinałam, wybierając się w podróż ze zwykłymi sandałkami z Aldo bodajże (shit! skąd ten pomysł …. ) Już drugiego dnia wieczorem w hostelu modliłam się, żeby przez noc bąble na stopach jakoś się uspokoiły, a co było dalej to chyba nie muszę pisać. Więc jakie butki polecasz? Jakąś sprawdzoną marę? model? pozdrawiam