JEDZENIE W LATACH 90.

vxWqqEGHOoc

Lata 90. Złota era czerwonej oranżady, mleka w foliowych woreczkach i lizaków lodowych. Czasy, w których najwyższą rozkoszą było jedzenie Vibovitu palcami, a zestaw Happy Meal urastał do rangi prezentu bożonarodzeniowego. Dziś, po muzyce, seksie i ubraniach, wspominam jedzenie w latach 90.
Lata 90. to dominacja wszelkiej odmiany chipsów. Któż z nas nie zajadał się produktami marki Ruffles czy Chio Chips, występującymi w wielu kuszących smakach (m.in. papryka, ser z cebulą, a także o takich wyrafinowanych połączeniach, jak: hot dog, pizza czy big burger)? Nieco później pojawiły się prawdziwie światowe chipsy, urastające do rangi kultowych, obecnych na rynku zresztą do dziś: Pringles, Peppies czy Curly. Fani tradycyjnych chrupek zajadali się produktami Star Foods, w których sezonowo ukryte były tematyczne tazosy. Byłam ogromną fanką smaku orzechowego. Dla tradycjonalistów pozostawały nieśmiertelne prażynki oraz wytwory DIY (z angielskiego: zrób to sam): smażony na oleju Przysmak Świętokrzyski (w moich stronach mówiło się na to okienka) oraz prażona kukurydza, światowo nazywana popcornem. Antyfani ziemniaka mieli natomiast alternatywę w postaci dmuchanego ryżu.

Kiedy myślę o dzieciństwie jest w nim sporo miejsca na gumy do żucia. Mam na myśli zarówno te kultowe (Donald, Turbo, Boomer, Mamba, Mentos), te całkiem słabe (gumy kulki) oraz te, które chciało żuć się godzinami (Bubbaloo z przepysznie słodkim sokiem w środku, czy soczyste propozycje Huba Buba). Do dziś wspominam urocze gumy Mino (choć w ich przypadku należałoby operować nazwą gumki, takie były małe) oraz kwaśne i przerażające gumy Schock, które już za dzieciaka pozwalały nam robić na podwórku konkurencje godne Jackass. Do historii przeszły także gumy imitujące papierosy – z każdym buchem człowiek czuł się taki ważny. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że dorosłość, to początek umierania.

Czas na lody. Czy mówią Wam coś takie nazwy, jak: Bambino, Śnieżka, Panda, Romero, Zapp, Dynamit? Na widok tych produktów oblizywało się całe osiedle. Fani tańszej wersji – lizaków lodowych również mieli spory wybór w postaci Calippo, Kredki i Kaktusa. Dziwacy zadowalali się ciepłymi lodami (fujka), a ci najwygodniejsi korzystali z oferty Family Frost, pierwszej lodziarni na kółkach, na dźwięk której wszystkie psy dostawały szału. Ok, przypomniałam sobie jeszcze o Danonkach, które można było włożyć do zamrażalnika i wyciągnąć stamtąd namiastkę dzisiejszych jogurtów mrożonych. Żal byłoby również nie wspomnieć o lizakach! Melody Pops z patyczkiem-gwizdkiem, nieśmiertelne Chupa Chups oraz lizaki-smoczki nadawały ton pierwszym klasom podstawówki.

Kinder jajka odmieniły dzieciństwo wielu z nas i w 80% młodych Polaków pozwoliły odkryć nową pasję zbieractwa. Niespodzianki, które znajdowały się w środku czekoladek był to must have połowy lat 90. i absolutnie obowiązkowy element wyposażenia wnętrz. Figurki idealnie komponowały się z meblościanką oraz kolekcjami kaset VHS.

Z czekoladowych słodyczy mieliśmy jeszcze batony: Picnic, Bajka, Record, Black Jack, Prince Polo, wafelek Teatralny, Rally, Kuku Ruku. Były jeszcze Kocie Języczki i bomboniery Solidarność, choć każdy z nas dałby sobie rękę uciąć za czekoladowe monety ukryte pod złotym sreberkiem prosto z RFN. Przypominam także o istnieniu zegarków na gumce wykonanych z cukierków pudrowych, zagęszczanych mleczkach w tubce, drażach mlecznych, oranżadce w proszku,  oraz napojach w foliowych opakowaniach. Czarny słonecznik był obowiązkowym ekwipunkiem przy każdym wyjściu na ławkę przed blok, podobnie jak i zupka chińska, która musiała znaleźć się na wyposażeniu każdej wakacyjnej walizki.

Dziś gardzimy gratisami, kiedyś nie przechodziliśmy obojętnie obok żółtego wiatraczka dodawanego do Cola Cao. Dziś przewraca nam się w dupach od nadmiaru towarów w sklepach i pełnej lodówki. kiedyś rewolucją było wynalezienie krojonego chleba i umieszczenie serka topionego w zgrabnych trójkącikach. I choć foodgasm wywoływały w nas prostsze dania, aniżeli sushi i skomplikowane potrawy vege, wcale nie chciałabym się cofnąć do czasów, kiedy triumf święciła mielonka tyrolska i pasztet prochowicki (choć ten ostatni bardzo lubię).

  • Black Jack, to jest siła, która mieszka w nas!
    Black Jack, ty i ja, tralalala

    • Anonymous

      …zwariowana magia, słowa dwa :-D

    • Anonymous

      Ach ta reklama – Just 5 ;)

    • Anonymous

      Na moim stole do tej pory gości mielonka tyrolska :D

  • „Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że dorosłość, to początek umierania.” urzekło mnie :)

  • Anonymous

    a może tak dodać skąd pani ma te zdjęcia…. ? słabo słabo

  • zapomniałaś o czekoladowych lizakach Hit!
    a tazosy z pokemonami były chyba w laysach, przynajmniej ja to tak pamiętam… no i u mnie na podwórku mania zbierania zaczęła się nie od kinder niespodzianek, ale od samochodowó z gum turbo, ale na to był szał :D

    • O tak, lizaki HIT!

    • Anonymous

      jedynym ich minusem był słaby papierowy patyczek, który bardzo szybko rozmiękał i scalał się z lizakiem

    • A one nie były bardziej o smaku Toffi/krówki te hity?? Bo jakoś ja pamiętam ten smak. chyba, że było ich więcej?

    • Anonymous

      O tak! Hity! Moja przyjaciółka, konsumując takowego (też myślę, że on był raczej tofiowy), złamała sobie zęba na przedzie ;-P

    • bo czasem te lizaki były takie mega twarde, a czasem takie miękkie, różnie się trafiało :P

  • Ja jeszcze pamiętam czekoladowe gwiazdeczki Milky Way :P Poza tym, dzięki za powrót do dzieciństwa! wszystko się zgadza, wszystko przerabiałam :P

    • uwielbiałam je!

    • Anonymous

      do nabycia w każdym spożywczaku na Wyspach. Podobno królowa lubi więc nie wycofali. ;)
      Dziwne że mój brat ich nie pamięta, a jest tylko rok młodszy… hmm

    • Anonymous

      Ja pamiętam! To był dla mnie hicior. A pamiętacie reklamę batonika Milky Way, który pływał po mleku? Był też jego konkurencyjny odpowiednik, ale nie pamiętam nazwy… coś jak sky milk

    • Anonymous

      Mało kto wie, że milky gwiazdki są produkowane w Sochaczewie;D

  • ślina mi poleciała na myśl o mambie jak dorosłemu psu rasy bokser. Jezusie Chrystusie ! czekolada Toblerone była dla mnie jak święty Graal, idealne połączenie miodu i kakao. Moje kubki smakowe wyhodowane w latach dziewięćdziesiątych mają największą frajdę kiedy gości się u nich klops w sosie pomidorowym mojej babci. żadne kfc, żadne mc. Ble.
    Całuski (specjalnie zdrobniłam )
    L.

  • Ja uwielbiałam te bransoletki zegarki na rękę z cukierków. Zawsze teraz jak je widzę jeszcze w jakimś sklepie to kupuję :D

  • Anonymous

    A jeszcze były Czekotubki! :D

    • nie znam!

    • Anonymous

      Czekotubki to już 2000

    • aa „niby nutella” w tubce :)

  • Ktos jeszcze pamieta o Chrupankach Krakowskich?;)

    • Był to lokalny przysmak? Bo nie przypominam sobie takowych u nas w dolnośląskiem :D

    • Anonymous

      Ja pamiętam. Chyba jednak regionalne.

    • Możliwe .Figurują na stronie Wawelu ale nigdzie ich nie ma\ nie było chyba…Michalki przy tym to syfoza :>

  • Ależ się rozmarzyłam na wspomnienie tych wszystkich przysmaków! Dzięki za cofnięcie się do wspaniałych czasów dzieciństwa. A dmuchany ryż do dziś jest moim faworytem! ;)

  • Wprawdzie urodziłam się w połowie lat 90. i co ja tam wiem o życiu, ale kojarzę większość z tego, co tu wymieniłaś! Wprawdzie nazw nie pamiętam, ale po wygooglowaniu co chwilę wyrywało mi się: „pamiętam to!”, „ale to było ekstra”, „o kurcze!” i tym podobne dziwne okrzyki : ).

    Okienka do tej pory od czasu do czasu goszczą w kuchni mojej cioci!

  • och, nigdy nie zapomnę pudrowych zegarków! Do tej pory gdy czasem stoję w sklepie w kolejce do kasy i wyłapię wzrokiem gdzieś między tymi wszystkimi batonikami takie cudo z sentymentu kupuję, choć teraz uważam że to słodkie paskudzctwo :)

  • Matko Boska Tłuszczowa, chio chipsy i hubba bubba w taśmie, aż mi się oczy świecą na samą myśl! Pamiętam jak przez mgłę kuku ruku („kuku ruku jest trujące i kosztuje dwa tysiące. Nadziewane kokainą i od tego dzieci giną.”) i takie pyszne lody na patyku z krową na opakowaniu…
    A Kocie Języczki miałam okazję niedawno jeść, kupiłam je w czeskim sklepie :D.

  • Anonymous

    Do listy dobroci dopisalabym:
    – niesmiertelne chrupki maczugi
    – kolorowe rurki z tajemniczym proszkiem w srodku
    – rozowe lizaki z guma i wizerunkiem
    Batmana na opakowaniu (chyba)
    – pudrowe lizaki
    – pomaranczowe lody wodne na patyku
    – PAŁECZKI!!!
    – lody jablko, gruszka i truskawka
    – oranzada ‚na miejscu’
    – lizaki-gwizdki
    – lizaki ze strzelajacym proszkiem
    – guma-metrówa (w taśmie)
    – szyszki
    – zelki dinozaury (pakowane pojedynczo)

    J.

    • Łoo, lody gruszkowe to był rarytas. Szyszki i guma-metrówka też, ale to chyba lata ’00 już z tego co kojarzę. :3

  • Kiedyś czytałam Twój artykuł o ubraniach z lat 90-tych. Czułam się jakby ktoś przywracał mi pamięć z kolejnych lat. Dziś mam tak samo :) Zdążyłam zapomnieć, że istniały batony Picnic, a przecież je uwielbiałam. Z lat dzieciństwa pamiętam napój Kaskada w szklanej, zielonej lub brązowej butelce. Wiele bym dała żeby poczuć ten smak jeszcze raz! Przypominają mi się też oranżady i napoje Helena, obowiązkowe na każdej imprezie. Też uwielbiałam orzechowe Star Foodsy i zajadałam się okienkami (to było niesamowite patrzeć jak szybko zwiększają swoje rozmiary w gorącym tłuszczu). Guma Shock, Hubba Bubba, Kaczor Donald i najróżniejsze gumy z pierścionkami – czego to się nie żuło :) Pamiętam, że oprócz Kinder Niespodzianek można było kupić kolorowe plastikowe jajka, w których wnętrzu również znajdowały się miniaturowe zabawki. Z dzieciństwem mocno kojarzy mi się również smak lodów Nordisa – Bajka i Milord. Pamiętam też, że zajadałam się lizakami w kształcie kogucików i duńskim ciastem z nadzieniem kiwi.

    • piknik

      Pikniki są dalej w Gruzji! przez 7 dnia jadłam je na śniadanie :)

  • Anonymous

    Oto co ja sobie przypominam: Chrupki Flipsy! O fikuśnych smakach takich jak czekoladowe (były podłużne i brązowe, więc dzieciaki na podwórku i w szkole uwielbiały robić sobie kawały udawając że to ekskrementy), truskawkowe czy grzybowe. Kolejna rzecz: lizaki serduszka, u mnie w sklepiku kosztowały 10 gr, więc wystarczyło pozbierać groszaki na podwórku i już było na lizaka :) Co do Boomerów to warto wspomnieć o naklejkach z pokemonami. No i ostatnie: oranżada w proszku była już wspomniana, ale zazwyczaj myślimy o tej w saszetkach, ja z dzieciństwa pamiętam taką oranżadkę w długich, kolorowych, przezroczystych rurkach! W zasadzie to były bardziej ziarenka niż proszek :) Był tez szał na Frugo (jak dobrze, że wróciło!), wszelkie gumy barwiące język, cukierki Dumle, rozpuszczalną herbatę (którą też jadło się palcami lub łyżką)… więcej grzechów nie pamiętam :) /Madzia

  • swietne zdjecia, ale polowy rarytasow na nich nie pamietam, ale wszystkie z Twojego opisu juz tak! jeszcze te lizaki, ktore sie zanurzało w torebeczce z trzaskającym proszkiem! I mój hit, który jadłam pasjami, czyli szyszki i adruty, które teoretycznie nadal są w sklepach, ale odeszły do lamusa i teraz tylko lamusy je jedzą, bo są tańsze od Cheetosów a wtedy to był hit. No, aż się łezka w oku zakręciła! :)

  • Family Frost… teraz ta melodyjka mi nie da spać ;) .
    Pamiętam jak bawiłam się w małą bizneswoman: robiłam lody z Danonków i sprzedawałam rodzinie. Nie ma co, smykałka do interesów od dziecka. Kolekcja zabawek z Kinder Niespodzianek też była pokaźna :) .

  • cukierasy :D

  • Anonymous

    W mojej opinii słodycze bardziej pasują do lat 80 ubiegłego wieku a wiele nawet 70. Czekolada toblerone to był hit z peweksu i jeśli już to tylko i wyłącznie w latach 80 ją mogę umieścić.
    Chipsy to także lata 80 z tym że wtedy królowały raczej w wersji na słodko. Nikt nie chciał jeść tych ostrych które obecnie są popularne. Dodatkowo raczej wybierano prażoną kukurydzę ryż preparowany czy chrupki kukurydziane dokładnie takie które obecnie podaje się maluchom bez jakichkolwiek przypraw.
    Batoniki mars to takze lata 80 i tu dzieliły podium z batonikami bounty.
    Należy podkreślić że tamtymi przekąskami nie można było się zatruć i nie można było od nich się roztyć.
    Obecnie porcja ziemniaczanych przekąsek to w porywach 35g bo większa ilość powoduje problemy gastryczne oraz nadwagę. Do tego z ziemniakami ma luźny związek.
    Autorka się nie postarała ale to nie zarzut tylko stwierdzenie faktów. Skoro lubi podróże to niech opisze może amerykańskie przekąski np azjatyckie orzeszki tam popularne

    • Urodziłam się w ’87 więc siłą rzeczy nie wiem, co jadło się w latach 70 i 80, a cykl wpisów o latach 90, który prowadzę, jest moim subiektywnym pamiętnikiem. Luz!!! :)

    • Anonymous

      Post opiera się na subiektywnych odczuciach i wspomieniach z dzieciństwa autorki, która słusznie zauważyła, że nie mogła doświadczyć smaku życia zanim je w ogóle rozpoczeła.

      Osobiście już raczę zauważyć, że dla młodzieży urodzonej np w 2010 roku czekolada toblerone (już kontynuując rzucony przykład) dla nich bedzie hitem ICH 10 lecia, a nie naszych.
      Jednakże idąc tym tropem pragnę sprostować: Czekolada toblerone to był hit ze Szwajcarii i jeśli już to tylko i wyłącznie w 1909r ją mogę umieścić!

      Tak więc proszę nie wyładowywać swych frustracji spowodowanymi zaparciami od nadmiaru chipsów, czy też przeciwnie, zbytnią przelotowością od ich pikanterii, zająć się poszukiwaniem literatury specjalistycznej z zakresu „smaku azjatyckich orzeszków w ameryce” w innej części internetu i nie zatruwać innym smaku ich młodości.

  • Anonymous

    siła wspomnień, dzięki Tobie znów poczułam te wszystkie zapomniane smaki :)

  • Brakuje mi okrągłych waniliowych andrutów :(

  • Każę przeczytać ten tekst moim córkom, które urodziły się po 1999 roku i są wybrednymi dzieciakami, którym wciąż za mało.

    Powiem oburzona:
    – Kiedyś, za dawnych czasów… a zresztą, przeczytajcie co o tym pisze Ciotka Venila.
    ;)

  • Anonymous

    Szczerze?
    To, co opisała Autorka jest jedynie niewielkim fragmentem lepszego okresu lat 90′, opisała moment, w którym smakołyki wymienione wyżej były już bardzo popularne pod koniec lat 90′ i nie stanowiły dla nikogo wielkiej sensacji będąc towarami ogólnodostępnymi.

    • Olga

      blablabla, myślę, że słowa-klucze, które pozwolą Ci zrozumieć tekst i nie narzekać, to „subiektywny pamiętnik”

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Andruty, konkurencja lodów Algiy i Schoellera, gumy w tubce, lody kredki kosztujące 5000zł z milionerskich czasów z przed denominacji… :) Zrobiło się nostalgicznie. I jeszcze pierwsza Coca-Cola w plastikowej, wówczas zwrotnej(!) butli. A najlepiej było to wszystko widać w małych mieścinach, gdzie psy szczekają czterema literami. No i nikt nie słyszał tam nawet o Mc ani tym bardziej o KFC – chyba, że miewał częstsze kontakty z aglomeracjami miejskimi, gdzie powoli zaczynały wyrastać owe „restauracje” ;)
    Pozdrawiam rocznik ’87!

  • Anonymous

    I oczywiście andruty kupowane w szkolnym sklepiku:)

  • Ja urodziłam się w 1971r, pamiętam toffi, które obklejało zęby, gumę Donald i soczki z rurką, które ojciec koleżanki przywoził z Niemiec. Czekoaldowe monety w złotku, Coca Colę w szklanych butelkach, ciepłe lody, misie z pianka w środku. A moja mama była mistrzem w prażeniu słonecznika, czarny, błyszczący od tłuszczu, obsypany solą, obowiązkowy przed blokiem, najlepszy ze skorupkami. Do dzisiaj mam uszczerbioną jedynkę na znak uwielbienia. A jak jeździłyśmy do Sosnowca na zakupy, to zawsze kupowała mnie i siostrze miarkę słonia, którą kobieta wsypywała nam do kieszeni z drewnianej baryłki – miarki, no i obowiązkowo woda z saturatora z soczkiem.

  • Za zagęszczonym mlekiem szaleję do dziś. Pudrowe cukierki obrały smutny kierunek, teraz tworzą cukierkową bieliznę, stanowiącą główny prezent na wieczorach panieńskich :( Aaa jeszcze były szyszki, uwielbiałam je! ;D

  • Jaram się. :D Czekam na telewizję lat ’90. ;d

  • Anonymous

    Czemu nikt nie pamięta gum Chabri… czy Shabri (Szabri), nawet nie wiem jak się to pisze. Co pytam to nikt nie wie o co mi chodzi…

  • Chipsy Ruffles <3 zawsze kupowalismy na przerwie w szkolnym sklepiku. pakowali ich od serca - jak sie otwieralo to az wysypywaly sie z paczki :D

  • jejku ! te slodycze kupowałam zawsze w szkolnym sklepiku… :) aż ślinka poleciała!

  • Anonymous

    ach..smak dziecństwa.
    podwórkowe szaleństwo..

  • Ro

    Zabrakło mi tu czekoladowych gwiazdek :D

  • Och, cóż za smakowity post! Smaki dzieciństwa! Mi z tym jednak najbardziej kojarzy się nieśmiertelny dla mnie smak – kaskada! Zielona lub pomarańczowa butelka, owocowopodobny smak, cena – 80 gr (bez butelki, butelka – 30 gr). Kaskada i chipsy – mój top wszechczasów!:D

  • jakie fajne są te różniaste kolorowe słodycze :)

  • Anonymous

    Jeszcze Lentilky!

  • Kuku ruku! Miałam nawet album na naklejki, które były w każdym opakowaniu batonika ;)
    Czekoladowe lizaki HIT też były pyszne! ;)

    Wtedy. Ciekawa jestem jak odebralibyśmy ten sam smak dzisiaj… ;)

  • I jeszcze lody w proszku!
    Szczerze, to ogromnej większośći tych przysmaków już nie zaliczyłam, bo pojawiły się w czasach, kiedy słodycze powoli przestawały mnie cieszyć. Najlepiej wspominam Maomam, gumę Turbo i oranżadę w woreczku (ta jeszcze w latach 80.)
    A z czasów licealnych (późne lata 90.) chrupki Flips – te z królikiem. Smaki truskawkowe, czekoladowe itp. Był u nas na nie istny szał. Kosztowały złotówkę i lataliśmy po nie do „Sklepu u Witka”. Ciekawe, czy w innych regionach też były takim hitem:)

    • Amee

      Jezu, lody w proszku z tamtych czasow!!! Oczywiscie jedzone w proszku, nigdy nie doczekaly sie prawidlowej wersji, byly pyszne!!!!

  • Kiedyś po prostu było lepiej.
    Cholernie Ci zazdroszczę,że masz teraz lat dwadzieścia parę i przeżyłaś lata 90 dorastając w nich.Ja rocznik 96 niestety ale nie zasmakowała zbytnio tych cudownych lat 90,a to jest moim wielkim nierealnym marzeniem

  • bardzo lubilam loda Pinky, taki malinowo-waniliowy trójkąt na patyku. no i nadal tęsknię za Dynamitem – nie udało znaleźć drugiego loda o takim smaku, chociaż Twister (konkretnie kremowa część) smakuje podobnie.

    a potrawy vege nie są skomplikowane ;P

  • Pod koniec lat 90 uczyłam się dopiero alfabetu, ale kojarzę niektóre z tych smakołyków, a jakże :)

  • Family Frost – to był hicior! :D

    Pamiętam jeszcze gumę do żucia taką wyciskaną z tubki jak pasta do zębów. I taki strzelający proszek (nie pamiętam czy zamieniał się w gumę) w granatowej torebce z Marsjaninem. :D Kaktus – moje ulubione lody. <3 A okienka tudzież kratki robiłam całkiem nie tak dawno temu. Z Vegetą, bo takie chyba były w paczce. :D

  • Też uwielbiałam te orzechowe chrupki <3 jeszcze pamiętam pałeczki lodowe i takie dziwne rurki z kolorowym cukrem, no i całą masę żelek. Ostatnio jechałam samochodem za żółtą ciężarówką Family Frost, nie miałam pojęcia, że to jeszcze istnieje, aż się łezka w oku kręci :)

  • Mój chłopak miał kolekcję zabawek z Kinder niespodzianek! Cały wór na śmieci!
    Zegarki z cukierków *.*
    Aż poczułam ich smak!

  • Anonymous

    A te lizaki? One pod słońce tak fajnie świeciły :D I nie mają nic wspólnego z Czarnobylem!http://www.spodlady.com/zasoby/grafiki/middle/lizak_duzy.jpg

  • Gumy kulki.. po 3 minutach ciamkania już traciły smak, a gumy schock rzeczywiście porażały :D aż mi się kwaśno zrobiło brrr… ;)

  • Anonymous

    Przywołałaś smaki dzieciństwa, aż się rozmaśliłam i roztkliwiłam, bo liceum to przecież starość nie radość, wiadomo…
    Venilo, wprowadziłaś w klimat :)

  • Mój smak dzieciństwa, za którym tęsknie i wzdycham do dzisiaj to Prince Polo jabłkowe, w takim seledynowym papierku. Pojawiło się na chwilę i bardzo szybko zniknęło. Wiele bym oddała za choć jaeszcze jeden taki wafelek <3.

    • PAMIĘTAM!!! :)

    • Ooo damn ja też to pamiętam! Boże jakie ono było pyszne!! idealne komponenty, dobry wafekek, lekko kwaskowe nadzienie i czekolada <3 ach, niech to kiedyś wróci ;)

  • Anonymous

    Do tych „dobroci” dodałabym jeszcze draże kokosowe, które namiętnie spożywałyśmy z Przyjaciółką, na przerwach, lekcjach i na wagarach, batony kokosowe Bounty, oraz gumy „Alf”, z których naklejki „zdobiły” okładki naszych licealnych zeszytów ;-P
    Dorota

  • Szkoda, że to już nie wróci, ale zawsze fajnie jest powspominać. Dzięki, że przypomniałaś mi o tylu fajnych smakołykach.

    A! Pamięta ktoś piernikowe Prince Polo? To było krótko po 2000 roku. Pojawiło się chyba w okolicy świąt i niedługo potem zniknęło. Pamiętam, że reklamowała je papuga.

  • Anonymous

    ja miło wspominam danonki wyciągnięte z zamrażarki.

  • Anonymous

    Uwielbiam Twoje wpisy z cyklu lata 90′.
    Miło poczytać i przypomnieć sobie, jak to było. W pędzie życia zapominam o tym wszystkim. A to jest taki ładunek pozytywnej energii ;)
    W ramach wspominania, dziś artykuł o zapomnianych muzykach – część z nich wpisuje się w klimat lat 90′. Mnie przypomniały się szalone szkolne dyskoteki, wzdychanie do kolegów ze starszych klas i łzy rozpaczy, gdy któryś tańczył z inną (pomijając fakt 50 cm, dzielącej ich odległości).

    http://muzyka.onet.pl/pop/scooter-aqua-vengaboys-obciachowe-gwiazdy-ktore-kiedys-wszyscy-kochali-co-sie-z-nimi/qhk2h

  • Ja dorzucę jeszcze busy – takie „lody” za 50 groszy w plastikowym opakowaniu.

    btw – wróciłam właśnie z Krymu i spora część tych smakołyków wciąż jest tam popularna (m.in. mleko w worku, baton Picnic, draże)

    A! I jeszcze coś! Śmietana w takich brązowych szklanych butelkach z wieczkiem ze sreberka!

    • Renata Antosik

      baton Picnic – to właśnie coś za czym tęsknie z dzieciństwa. Tata nam zawsze kupował, taka tradycja. Nigdy nie wybrał nic inneg na słodko :)

  • jeju :(( aż zrobiła mi się ochota na te wszystkie rzeczy z dzieciństwa. Mimo ze jestem rocznik 95 , to i tak większość pamiętam o których piszesz :)
    Ja byłam fanką taką lodów wodnych takich pałeczek haha :)

  • Anonymous

    PTYŚ…:)

  • Anonymous

    Znalazłam ciekawy kanał, gdzie mówi ktoś bez ogródek o tym co się je i czy jest to zdrowe lub szkodliwe. Co o tym sądzicie, dla mnie całkiem fajne. Wiele można się dowiedzieć. Myślę że może się to przydać

    https://www.youtube.com/user/tomehoppl

  • Ja jeszcze pamiętam Milky Way Stars i kwaśne żelki długie a la taggiatelle ;)

  • figaluna

    lody Panda <3 pamiętam ten smak do dziś:) pamiętam też czekoladki safari, przed otwarciem zawsze z rodzeństwem zgadywaliśmy macając przez opakowanie jakie trafiło się nam zwierzątko ;p świetny wpis, właśnie trafiłam na Twój blog – już widzę, że długo zagoszczę. Rocznik '87 rulez;)

  • Maciek

    A pamiętacie coś takiego co się określało słowem „blok”? coś w stylu dzisiejszej chałwy, tylko bardzo twarde.

    • Amee

      pewnie, ale to jeszcze z lat 80 bylo :)

  • LaKotita

    Cieszę się, że wspomniałaś o wafelkach Kuku Ruku, o których nie pamięta nikt z ludzi, z którymi wspominam smaki dzieciństwa… Już sama zaczęłam się zastanawiać, czy one naprawdę istniały :D Ktoś poniżej wspomniał również o moich ulubionych lodach Pinky, które zniknęły jak sen złoty i nigdy po latach 90-tych ich nie widziałam. Z przebojów mojego dzieciństwa dodam jeszcze szynkę w trójkątnej puszce, którą kupowało się na święta (dziś jeszcze można ją znaleźć w sklepach, ale jest tylko jedną z wielu, a nie ową kultową, luksusową szynką) i lemoniady do picia na miejscu. Nadal zdarza mi się kupić taki napój o nieokreślonym smaku w brązowej lub zielonej szklanej butelce i wypić go pod sklepem, jak tylko gdzieś – zwykle na wakacjach w małych miejscowościach – na niego trafię.

  • palekindness

    Lody Danonki… do czteropaka były dołączane takie piękne, kolorowe przezroczyste patyczki, miały na końcu jakieś zwierzątka lub owoce chyba, na tym trzymał się zamrożony jogurt. Ja jeszcze pamiętam żelki maliny i jeżyny, z zewnątrz były takie cukierki-małe kuleczki, a w środku był żelek <3 I batony Lila Stars :) Widziałam je ostatnio w Berlinie. Były też takie pyszne cukierki w rozetkę, Alpenliebe! Chyba nie można już tego dostać w sklepach. Uwielbiałam je.

  • Ha, te słodyczowe melancholie ostatnie mnie szpiegują bo niedawno opublikowałam podobny post ;) Uważam że ta ‚ekskluzywność’ towarów, z braku innego słowa, sprawiała, że teraz Kinder Niespodzianka wciąż wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Teraz rzeczywiście nam się w tej dolnej końcówce popyrtało od nadmiaru.

  • Paulii

    A maczugi majonezowe?? Najlepsze pod słońcem! Napoje fortuny, napój pomarańczowy w woreczkach, Ptyś, który do dziś mi się śni po nocy… wafelki ww w żółtych opakowankach. Ciepłe lody, które pani w sklepie- o zgrozo- podawała goła, nieubraną w woreczek łapą. Jak widać, do dzisiaj żyję i mam się dobrze!:) Flipsy serowo-cebulowe albo paprykowe- rewelka! Czekotubka, no i hit w mojej wiosce- żel witaminowy, bodajże Vibowit. Szyszki kupowane w szkolnym sklepiku, rurki z oranżadką, meeega kwaśne center- shocki. Podkradanie babci emulsji Manti, o przyjemnym miętowym smaku… wedlowskie cukierki- ich smak był zupełnie inny niż dzisiaj, a szczególnie takie jedne, w jasnozielonym papierku były…. No i Tank- napój do rozrabiania w wodzie. Pamiętam większość reklam ww. produktów:D ciekawe, czy dzisiaj smakowałyby tak samo….

  • vesper

    Cały wpis potakiwałam z łezką w oku :) Vibovit wyjadałam językiem prosto z paczuszki :) Rocznik ’90 pozdrawia!

  • Magdalena

    Kuchnia vege nie musi być wymyślna. :D a takie pytanie ktos pamięta batoba z pinokiem?

  • Basia Czarnecka

    Jeszcze moje ulubione Draże śmietankowe i pomarańczowe i kokosowe Korsarze .. :)