JAK PRZETRWAĆ Z NOWORODKIEM?

Na pytanie zadane w tytule nie znam jeszcze odpowiedzi (mam wrażenie, że każdy dzień jest walką o przetrwanie), ale zebrałam dla Was na gorąco refleksje, które przyszły mi do głowy w tym burzliwym okresie. 

Oto i one:

  • samotne wyjście na dwór urasta do rangi wydarzenia; jak to ujęła moja koleżanka: „Głupie wyjście do sklepu to nowa para luksusowych butów”. Mówię Wam, jeszcze nigdy tak bardzo nie chciałam samotnie spacerować z naszym psem.
  • siedzisz, jak na tykającej bombie. Nigdy nie wiesz, czy dopiero co odłożone do łóżeczka dziecko pośpi dwie godziny, czy może pięć minut, w związku z czym nie wiadomo jest, czy delektować się śniadaniem czy też może połykać je w pośpiechu.
  • cofam wszystkie złe słowa, które kiedykolwiek powiedziałam na matki. O jezu, jak ja teraz rozumiem te wszystkie zachowania, które z punktu widzenia osoby bezdzietnej wydawały się irracjonalne. W dodatku okazało się, że w tych niełatwych (to eufemizm) początkach mogę liczyć na wsparcie innych, doświadczonych kobiet, co pozytywnie mnie zaskoczyło.
  • co najmniej trzy razy dziennie mam ochotę włożyć głowę do piekarnika. (Trzy, to oczywiście wersja oficjalna, po usłyszeniu tej prawdziwej moglibyście chcieć przestać mnie znać).
  • sen ponad wszystko. Nie ma, powtarzam, nie ma takiej rzeczy, która uszczęśliwiałby mnie w tym momencie bardziej, niż osiem godzin snu. Nie należę do śpiochów, ale po kilku tygodniach krótkich drzemek (jak Boga kocham, stosunek przerywany to przy tym pestka) bywają dni, że jestem nieprzytomna.
  • kąpiele pod prysznicem są super, bo nie słychać wtedy wrzasku dziecka, z którym dzielnie walczy ojciec.
  • czy ktoś wynalazł już jakieś rozwijające aplikacje dla kobiet karmiących piersią? Szkoda, żeby tyle tysięcy cennych minut miało się zmarnować na tępym przeglądaniu Instagrama.
  • po kilku godzinach wysłuchiwania przeraźliwego płaczu, który wbija się do bębenków na chama, sterylizacja przestaje wydawać się głupim pomysłem.
  • jest szansa, że zanim moja córka wyrośnie na nastoletnią pannę, zamiast MILF-em, będę garbatą i znerwicowaną babą po czterdziestce, na widok której koledzy Niny będą co najwyżej cmokać z politowaniem.

A tak na serio – życie z noworodkiem nie jest łatwe, ba – jest cholernie trudne, ale nie po to poświęciłam te i inne części ciała (to se ne vrati), żeby teraz się poddawać, prawda? :)