H. GROEN || MAŁE EKSPERYMENTY ZE SZCZĘŚCIEM

img_7991

Przyznaję – kupiłam tę książkę tylko ze względu na okładkę. Nie mam w zwyczaju czytania recenzji innych ludzi – nie są dla mnie ani trochę miarodajne – więc przeważnie zdaję się na własną intuicję. Tak było i tym razem.

Hendrik Groen – 83-letni pensjonariusz jednego z domów spokojnej starości w Holandii postanawia, że u kresu swojego życia opuści dotychczasową dobrotliwość i przez jeden rok będzie zapisywał w dzienniku swój prawdziwy, niecenzurowany głos.

Dzięki notowanym regularnie spostrzeżeniom, dowiadujemy się m.in., że starość, to taki moment w życiu, gdy za szaleństwo uznajesz jedzenie mielonych we wtorek, choć zazwyczaj spożywasz je w czwartki. I potem do końca tygodnia nie możesz wyjść ze zdumienia, na jaki heroiczny krok się odważyłeś. Albo wtedy, gdy obmyślasz biznes na produkcję majtek w kolorze żółtym, bo lepiej komponują się ze śladami popuszczanego przez ciebie moczu (choć białe są co prawda łatwiejsze w namierzaniu plam).

Sekretny Dziennik to próba zmierzenia się z tematami, zamiatanymi w większości społeczeństw pod dywan: starością i wszelkimi aspektami, z którymi ta się wiąże; odbierającymi godność chorobami; potrzebami osób starszych. Jeśli któraś z kwestii uznawana jest powszechnie za tabu, możecie mieć pewność, że została poruszona w książce.

O trudnych sprawach autor wypowiada się z charakterystyczną dla siebie ironią i sarkazmem. Ale oprócz czarnego humoru jest tu również sporo gorzkich refleksji, jak np. stwierdzenie, że starzy ludzie wszystkiego sobie odmawiają: „wydać pieniądze na nową kurtkę to grzech, bo już się nie zdąży jej do końca znosić”. Zupełnie jak gdybym słyszała swoją własną babcię.

Sięgając po tę lekturę, możecie liczyć na wysmakowane anegdoty, opisy ulubionych rytuałów (po filiżance popołudniowej herbaty zawsze musi być czas na ciastko); historie realizowania codziennych czynności, które urastają do rangi wielkich wydarzeń oraz podsumowanie sensu przeciętnego dnia do stwierdzenia: „Jedno z najbardziej intrygujących pytań brzmi: Jakie podadzą dzisiaj ciasto?”.

img_8015

Książka napisana jest ciekawym językiem, co rusz zaskakuje interesującym porównaniem lub puentą, ale nie wiedzieć czemu mniej więcej w połowie zaczęła mnie trochę nudzić. Jeśli potrzebujecie jednak świeżego spojrzenia na rzeczywistość i swoje życie, powinna Wam się spodobać.


Moje ulubione fragmenty:

„Wczoraj zrobiłem sobie spacerek do sklepu ogrodniczego i kupiłem opakowanie cebulek. Za jakiś tydzień, kiedy wykiełkują, będę miał swoją własną wiosnę”.

„Kiedy człowiek jest młody, to koniecznie chce szybko dorosnąć. Jak jest dorosły, tak mniej więcej do sześćdziesiątki, chce być młody. A kiedy jest starym piernikiem, to niczego się już nie chce. To kwintesencja pustki, jaką jest wypełnione życie tutaj. Nie ma żadnych celów. Żadnych egzaminów do zdania, żadnej kariery do zrobienia, żadnych dzieci do wychowania. Jesteśmy za starzy nawet na to, żeby opiekować się prawnuczkami (…) Może nie powinienem tak narzekać. Zamiast tego bardziej się przyłożyć, by każdy następny dzień był wart przeżycia. Albo przynajmniej jeden na dwa dni. W końcu nawet w Tour de France mają dzień odpoczynku”.

„Ludzie starsi, podobnie jak dzieci, ciągle coś gubią, tyle że oni nie mają już mamy, która zawsze wie, gdzie co leży”.

„Mam ochotę na piękne przedwiośnie”.

  • Czuję się zachęcona! :)

  • Książka wydaje się warta przeczytania. Zwrócę na nią uwagę. Pozdrawiam!

  • Piszesz o książkach tak, że aż chce się ją mieć natychmiast na stoliku obok łóżka :) A jeszcze nie zdążyłam Skandynawskiego raju otworzyć!