EWA WINNICKA, ANGOLE

DSC_0364 (960x640)

Jeszcze świeżutki reportaż Ewy Winnickiej. Jeśli nie macie aktualnie nic do czytania, podążajcie do księgarni po tę pozycję. Bowiem warto.

Oficjalnie szacuje się, że do Wielkiej Brytanii w przeciągu ostatnich 10 lat wyemigrowało ponad 700 tysięcy Polaków. Nieoficjalnie mówi się nawet o 2 milionach naszych rodaków – ponoć więcej jest już tam tylko Hindusów i samych Brytyjczyków. Niestety pomimo znaczącego wkładu w tamtejszą gospodarkę, Brytyjczycy nadal wiedzą o Polakach niewiele. Z ankiety przeprowadzonej przez Caitlin Moran, felietonistki The Times wynika, że z polskimi emigrantami kojarzą im się jedynie takie hasła, jak: ciężka praca, ogórki kiszone, kiepska obrona podczas II Wojny Światowej, używane samochody oraz skręcane papierosy.

I to właśnie o tych najeźdźcach ze wschodniej Europy oraz o ich relacjach z rdzennymi mieszkańcami Wysp jest najnowsza książka Ewy Winnickiej, Angole. To nie pierwszy raz, kiedy autorka porusza kwestię emigracji – ta związana m.in. z „Polityką” oraz „Dużym Formatem” dziennikarka podejmuje się tego tematu co jakiś czas, co rusz ukazując nam nowy punkt widzenia. Po głośnych Londyńczykach przyszła kolej na świeżą krew – ludzi, którzy emigrowali do UK po wstąpieniu przez Polskę do Unii Europejskiej.

DSC_0383 — kopia (897x1400)

W reportażu Winnickiej znajdziemy 34 rozmowy z Polakami, którzy zdecydowali się wyjechać z naszego kraju. Maciek opowiada o sierpniowych zamieszkach w 2011 (London Riots), które śledził z okna swojego mieszkania: Na St John’s Road splądrowano wszystkie sklepy, oprócz jednego: księgarni Waterstones. Jacek o tym, jak otworzył własny zakład pogrzebowy – nie przypuszczał jednak, że ponad połowę jego klientów stanowić będą samobójcy z Polski. Jest i o „biznesmenie” Wojciechu, który zatrudnia polskie sprzątaczki i z niezwykłą dumą wspomina o wypracowanym przez siebie systemie, który polega na sprzątaniu powierzchni tylko na wysokości oczu, co pozwala zaoszczędzić czas i ogarnąć jeszcze większą liczbę domostw. Szczwany lis, nie ma co. Poznacie także Marcina, który w Polsce pracował w branży reklamowej, a w UK trafił do sortowni śmieci. Przeczytacie o Basi, która wypowiedziała wojnę sieci hotelowej Hilton – o tym, jak przez chwilę była bohaterką, a dziś nie ma nawet na bilet powrotny do Polski. Jest i o eurosierotach, przemocy, nadużywaniu alkoholu. O niespełnionych marzeniach i samotności.

To opowieści, spod których wyziera ogromna pustka, żal, smutek, bezradność, ale także – co chyba najsmutniejsze – poczucie przegranej, pogodzenie się z własnym losem i brak woli walki. Część bohaterów wyjechała w celach zarobkowych – emigracja była ich jedyną szansą na rozpoczęcie godnego życia. Gdyby tylko wiedzieli, że tę godność niedługo po opuszczeniu dworca Victoria będą mogli wyrzucić do kosza wraz z zasmarkaną chusteczką, dwa razy zastanowiliby się nad swoją decyzją.

Spodobała mi się w szczególności rozmowa z Rafałem, który podzielił się swoimi doświadczeniami związanymi z pobytem w szkole z internatem. Czytając jego wspomnienia, co chwilę odnosiłam wrażenie, że gdzieś już to widziałam. I wtedy przypomniałam sobie o przejmującym filmie Zło (oryginalny tytuł Ondskan, jeśli nie widzieliście, mocno polecam), podejmującym m.in. tematykę nierówności klasowej wśród młodych ludzi. Rafał opowiada jak naprawdę wyglądało jego życie w boarding school – przytacza np. zwyczaj, kiedy bogatsi koledzy zabierają tych biedniejszych na wakacje na Jamajce w ramach charity work, którym można się potem pochwalić w towarzystwie.

DSC_0352 (960x729)

Pojawiają się jednak i pozytywne historie. Wrażenie zrobił na mnie Romek, który z powodzeniem odnalazł się w City na dyrektorskim stanowisku w jednej z wiodących korporacji biznesowych. Udowodnił, że nie trzeba pochodzić z high class, by coś tutaj osiągnąć. Spodobał mi się fragment o języku angielskim, który na wysokich stanowiskach musi być naprawdę perfekcyjny, żaden tam obdarty z niuansów Euro English. Roman opowiada, w jaki sposób zdobywa się nowych klientów, jak przygotowuje do rozmowy o kilkumilionowy kontrakt oraz o specjalnych kursach dla emerytowanych prezesów, którzy cierpią na depresję z powodu bezproduktywności. W kontekście City padają także opowieści o zarobkach – dajmy na to takie 20 tysięcy funtów miesięcznie + milionowy bonus.  Do licha, zaczyna mi się tam podobać!

Niestety na tle całej książki tych rozmów z ludźmi, którzy odnieśli sukces jest zdecydowanie za mało. Zastanawiałam się, jaki był klucz doboru rozmówców – byłam przekonana, że autorka na celownik wzięła przede wszystkim osoby z nizin społecznych, ludzi, którym się nie udało. W jednym z wywiadów wyczytałam jednak, że klucza nie było żadnego, a dziennikarka trafiała na przypadkowe osoby. Może właśnie w tym braku leży błąd – wydaje mi się, że zdecydowanie ciekawszym byłoby dla czytelnika, gdyby zostały zachowane równe proporcje pomiędzy bohaterami. A tak w dużej mierze wyszedł jedynie negatywny obraz emigracji; ludzi, którzy mieszkają po osiem osób w jednym pokoju i nie byli nigdy w centrum Londynu, choć właśnie w tym mieście przyszło im żyć.

DSC_0380 (960x640)

W Angolach dużo miejsca poświęca się nie tylko osobistym historiom Polaków, ale i wizerunkowi Anglików. Winnicka podpytuje emigrantów w jaki sposób postrzegają swoich nowych sąsiadów, czy pomiędzy naszą nacją a ich istnieje przepaść kulturowa itp. Rozmówcy chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami – wspominają o trudnościach ze złapaniem bliższych relacji, o oziębłości i dystansie nie do przeskoczenia. Otwarcie mówią także o swoich krajanach:

Jechałam z synkiem autobusem. Obok mnie usiadła chińska mama z dwójką bezzębnych dzieci. Wymieniłyśmy uwagi na temat ząbkowania. Wszedł bangladeski ojciec z maleństwem i przyłączył się do dyskusji. Potem somalijska rodzina z jedynaczką. Weszła jeszcze polska rodzina z jednym maluszkiem. „Wszędzie kurwa kolorowi, kurwa” – stwierdził w swoim ojczystym języku pater familias, głowa rodziny, role model. Czy tego ma słuchać mój syn, gdy spotka rodaków?”.

Cóż… Smutna to z pewnością lektura, ale niezwykle potrzebna. Pomaga zadumać się nad tymczasowością życia i podejmowanymi przez nas decyzjami: czy warto najlepsze lata swojego życia spędzać wśród obcych ludzi i na dorabianiu się w niegodnej pracy. Z drugiej strony – porastanie półżyciem to dla niektórych jedyna opcja na przetrwanie. Nie ma mądrych w tej sytuacji.

Niech podsumowaniem mojego wywodu będzie cytat z dramatu Emigranci Sławomira Mrożka:

Będziesz miał piękne życie, pełne nadziei, tęsknoty i złudzeń. Nie każdemu jest to dane.