DZIECIŃSTWO W LATACH 90.

10306751_791717140891904_3891379270984411998_n (1)

Mam 9 lat. Horyzonty mojego myślenia są ściśle wyznaczone przez to, co uda mi się dojrzeć z wysokości dwóch metrów. Bo kiedy tak stoję obiema stopami na trzepaku, widzę więcej. Zazwyczaj jednak wiszę głową w dół.

Mam 9 lat i jestem królową gry w gumę. Rozstawiam koleżanki po kątach i robię to, czego nie udało się nauczycielom wychowana fizycznego przez ostatnie dwa stulecia – z powodzeniem zachęcam rówieśników do sportowej rywalizacji. Gramy z dziewczynami w trójkąta, dziesiątki, raz dwa trzy, z każdym tygodniem ćwiczeń coraz wyżej podnosząc poprzeczkę: łydki, uda, pas, a i paszki przecież nie były znowu rzadkością. Lubimy spędzać czas na dworze. Nie pamiętam, o czym rozmawiamy, ale skala rozłupanego słonecznika spoczywającego w promieniu trzech metrów od ławki, podpowiada mi, że raczej o rzeczach wielkich.

W wolnych chwilach zaplatamy sobie warkoczyki albo bransoletki z muliny. Wpisujemy swoje najskrytsze sekrety do Złotych Myśli oraz segregujemy pachnące gumki, cienkopisy i ołówki w dwupoziomowym piórniku. Jeszcze nie wiemy, że za rok do łask wejdzie piśmienniczy gieroj, król nad królami, 16-kolorowy automatyczny długopis, który zepchnie z piedestału wszystkie wieczne pióra. A tuż za nim swoje cztery litery wtoczy korektor i już na zawsze wyposaży nas w myśl, że możemy być nieomylni.

Mamy 8, 9, 10 lat i trzymamy się razem, bo nie przychodzi nam do głowy inna wersja wydarzeń. Nienawidzimy tych samych rzeczy (fluoryzacja, szczepienia, rzut piłką lekarską), kochamy się w tych samych idolach i dość dobrze dogadujemy w grach zespołowych. Nie dzielą nas jeszcze poglądy religijne, nie różni polityka, choć potrafimy już z zazdrością zerkać na dobytek innych, nawet jeśli są nim tylko kolorowe karteczki i plastikowe segregatory.

Lekkim krokiem wkraczamy w nowe technologie. Porzucamy drewniane riki tiki oraz kolorowe sprężynki na rzecz tamagotchi albo odjechanego jojo (dla niektórych z nas ten zakup równoznaczny jest z ogłoszeniem upadłości konsumenckiej). Stajemy się właścicielami pierwszych komputerów – sprzęt Atari oraz Commodore 64 zdobi nasze wytapetowane plakatami pokoje, ale ostatecznie to gra telewizyjna Pegasus skrada dziecięce serca. Dziewczyny grają w Mario, chłopaki w Contrę, cała rodzina popyra w kaczki.

Do dziś z rozrzewnieniem zdarza mi się wspominać serial Tajemnica Sagali; miewam dni, w których namiot z koców wydaje się idealnym sposobem na spędzenie reszty  życia.

Na pytanie, czy tęsknię za tamtymi czasami, odpowiadam: Pomidor.


Zobacz również:

MODA LAT 90. | MUZYKA LAT 90. | JEDZENIE W LATACH 90.

 fot. Izabela Urbaniak