DOMOWY DETEKTYW MONK

Jestem tym typem człowieka, który widząc u kogoś w łazience źle zawieszony papier toaletowy (w sensie, że nie rozwija się na zewnątrz tylko odwrotnie), czym prędzej przekłada go na dobrą stronę.

To ja jestem maniakiem kuchennym, który kubkom i szklankom daje permanentny rozwód, umieszczając je na zupełnie innych półkach. A także największą zołzą w promieniu ośmiu kilometrów, gdy ktoś przypadkiem wyładuje mi zmywarkę i rzuci sztućce luzem do szuflady. Czynny opór stawiam przed nierówno powieszonymi wieszakami. Mają wisieć w jedną stronę i najlepiej, żeby dodatkowo były w tym samym kolorze. Nie usnę bez małej poduszki na głowie i do szału doprowadzają mnie nierówno ułożone buty w przedpokoju (poprawiam nawet gościom, jak nie widzą). Ponadto: po zakończeniu pracy wszystkie notesy, zeszyciki i długopisy układam równo obok komputera, ale już na przykład w ogóle nie rusza mnie brudne okno, niedomknięta pasta do zębów i lustro w łazience, w którym przeglądając się, nie wiesz czy to jest twój urok, czy to jest Maybelline.

Są tacy, którzy przyprawy układają alfabetycznie; odmawiają spożycia posiłku, kiedy sos dotyka surówki, a pranie wieszają kolorami. Bywają też osobniki, którym sen z powiek spędzają guziki od pościeli znalezione przy twarzy (a nie w nogach); kiedy w łazience wszystkie kosmetyki nie stoją etykietą do przodu, a zlew nie jest suchy (niech no tylko jakaś kropla spróbuje wystąpić mu na czoło!). Banknoty ułożone w portfelu w jedną stronę? Tylko tak. Książki stojące w rzędzie od największej do najmniejszej? Bardzo proszę.

Gdzie  kończy się niegroźne dziwactwo, a gdzie zaczyna nerwica natręctw? Tego nie wiem, ale chętnie poczytam o tym, jakie Wy macie życiowe spaczenia.