DO ONE THING EVERY DAY THAT SCARES YOU

DSC_0344

Zastanawialiście się kiedyś, jak ważną rolę w naszym życiu odgrywa strach? 

Ludzie wbrew pozorom boją się wszystkiego: że im się włosy wyprostują na wietrze, albo że za zasłoną pod prysznicem znajdą ducha. Że im iPhone szóstka wpadnie do studzienki kanalizacyjnej, albo że zatrzasną się w solarium. Jako jedyne istoty na planecie zamartwiamy się rzeczami, które prawdopodobnie nigdy nie będą miały miejsca.

Są sytuacje, w których strach niczym najsroższy przełożony każe zacisnąć zęby, wydobyć z siebie pokłady wcześniej nieznanej siły i działać. Człowiek postawiony przed sytuacją ekstremalną, dzięki dryfującej w żyłach adrenalinie potrafi uczynić rzeczy wielkie. Taki lęk przed śmiercią na przykład potrafi efektywnie zmotywować do podjęcia szeregu działań, mających na celu przetrwanie. 

W większości życiowych przypadków nie musimy jednak mierzyć się z problemami, które mogłyby wywoływać w nas uzasadniony lęk. Żyjemy w kraju wolnym od głodu i wojen; ze względu na położenie geograficzne nie grożą nam większe klęski żywiołowe; a mimo to każdego dnia dajemy się wodzić za nos mniej lub bardziej uzasadnionym lękom, które skutecznie powstrzymują nas przed realizowaniem życia w taki sposób, w jaki widzimy je w swoich marzeniach. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że kieruje nami nie rzeczywiste cierpienie, a jedynie przekonanie, że coś je spowoduje.

Jak inaczej wytłumaczycie strach przed lataniem?

Skojarzenia, jakie towarzyszą cierpieniu i przyjemności mają ogromny wpływ na nasze konkretne zachowania. Wiecie, że u wielu ludzi strach przed odrzuceniem, stratą i porażką jest silniejszy, niż żądza zysku? To wyjaśnia, dlaczego tak rzadko podejmujemy ryzyko i nie wyściubiamy nosa poza własną strefę komfortu. Anthony Robbins w swojej książce Obudź w sobie olbrzyma, pisze: 

Nasze zachowanie, zarówno świadome, jak i podświadome, zostało ukształtowane cierpieniami i przyjemnościami dostarczanymi nam z wielu źródeł: rówieśnicy w dzieciństwie, rodzice, nauczyciele, trenerzy, bohaterowie filmowi i telewizyjni i tak dalej. Być może wiesz, choć nie jest to oczywiste, kiedy to programowanie i warunkowanie się zaczęło. Mogły to być czyjeś słowa, jakieś szkolne wydarzenie, zdobycie nagrody w zawodach sportowych, jakaś kłopotliwa sytuacja, same piątki na świadectwie szkolnym – a może same dwójki. Wszystkie te czynniki przyczyniły się do tego, jaki jesteś dzisiaj. Nie ma chyba słów, którymi mógłbym wyrazić, jak ważne są dla kształtowania Twojego przeznaczenia rzeczy, z którymi kojarzysz cierpienie oraz przyjemność.

Myślałam ostatnio sporo o tym, jak wiele rzeczy mogłabym zrobić i o ile ciekawsze byłoby moje życie, gdybym wyrzuciła z głowy utarte schematy i walczyła z lękami, które mi towarzyszą. Uznałam, że czerwiec (po co odkładać to na później?) to idealny miesiąc, by spróbować działać pomimo niesprzyjających okoliczności. A jak wiadomo – słowo rzucone na forum publicznym motywuje o wiele bardziej, niż to zapisane do szuflady.

Moja subiektywna lista obaw, którym mam zamiar stawić czoła (uprasza się o zachowanie powagi):

  • Za każdym razem, kiedy będę miała ochotę powiedzieć NIE, powiem TAK.

Znacie sytuacje, w których dostajecie np. propozycję występu na konferencji. W pierwszej chwili jesteście podjarani: wow, ktoś docenił Waszą pracę, szanuje Was i zaprasza do ciekawej współpracy. Za chwilę pojawiają się jednak wątpliwości: przecież nie jestem dobrym mówcą, nie dam rady; to dla mnie zbyt stresująca sytuacja itd. i ostatecznie odmawiacie, bo przekonanie, że coś może pójść nie tak jest silniejsze, niż pokusa, by zrobić coś nowego. No więc, nawet jeśli wystąpienie pójdzie Wam kiepsko, co się takiego stanie? Jeśli ktoś Was wyśmieje, albo – o zgrozo – da łapkę w dół, czy świat się skończy? A zresztą od kiedy ważne jest to, co myślą o nas inni? 

Od wczoraj testuję tę metodę i w tym całym szaleństwie zdążyłam już zrobić dwie rzeczy, których normalnie bym nie uczyniła. Spostrzeżeniami podzielę się w przyszłym miesiącu.

  • Spróbuję jednej nowej rzeczy, której nigdy nie robiłam, bo przed jej wykonaniem powstrzymywał mnie strach, że nie dam rady.

Całkowicie irracjonalny – bo skąd mam wiedzieć, czy w czym się nie sprawdzę, skoro nigdy nie miałam nawet możliwości, by spróbować? Wszystko co robimy, robimy albo z potrzeby uniknięcia cierpienia, albo z potrzeby zyskania przyjemności. Na jakimś poziomie świadomości jesteś przekonany, że podjęcie danych działań w danej chwili przyniosłoby ci więcej szeroko rozumianego cierpienia niż odłożenie ich na później (A. Robbins).

Jeszcze nie wiem, co to będzie (tatuaż, sport ekstremalny, a może wycieczka w pojedynkę), ale na pewno zdam Wam relację, czy było warto.

  • Zamiast odpisywać e-maila, zadzwonię. 

Strach przed dzwonieniem do ludzi i odbieraniem telefonów jest prawdopodobnie najbardziej frajerską rzeczą o jakiej kiedykolwiek słyszeliście (zgadzam się z Wami), co nie zmienia faktu, że dotyczy i mnie. Nie wiem skąd wzięła się u mnie ta niechęć do dzwonienia. Może ktoś mnie w ten sposób zawstydził, sprawił, że poczułam się gorsza. Nie pamiętam, ale ze skutkami sytuacji z przeszłości muszę żyć do dziś. Sprytnie wykorzystuję możliwość kontaktowania się drogą e-mailową, tym samym nie walcząc ze swoim lękiem, a wymigując się od stawiania mu czoła. A już w szczególności w trudnych sytuacjach, w których trzeba wykazać się asertywnością – nie ma wtedy większego sprzymierzeńca nad klawiaturę.

  • Przestanę łączyć wysiłek fizyczny z bólem, a czekoladę z przyjemnością (z tym ostatnim żartowałam)

Oj, daleko mi do instagramowych lasek, które zdaje się żyją tylko po to, by każdego dnia chwalić się światu swoim ciałem. Daję Wam słowo, że nawet jeśli będę miała najbardziej umięśniony brzuch na świecie, nie ujrzycie go w swoim feedzie podczas spożywania śniadania. W przeciwnym razie, możecie uderzyć mnie w twarz.

Chciałabym ćwiczyć regularnie. Po wzmożonym wysiłku czuję, że mam więcej energii; moje ciało jest bardziej jędrne, sylwetka automatycznie się prostuje, a ja czuję, że jestem silna i mogę więcej. Te pozytywne skojarzenia nie zadomowiły się w moim mózgu jednak na tyle, by każdego dnia mieć motywację, do rozwijania na dywanie niebieskiej maty. Myśl: bo będę zdrowsza i będę miała ładna sylwetkę, notorycznie przegrywa z wymówkami: bo trzeba obejrzeć serial, bo mam dużo pracy, bo mi się nie chce (najczęściej), bo po co (bo mam doła). Życzę sobie, by na dobre przezwyciężyć tę niechęć.

  • Powiem komplement obcej osobie.

Ależ mnie kroci czasem, by zagadać do nieznanej mi osoby, że o, ale ma pani fajne buty; świetna stylizacja; ładne włosy; super uśmiech; piąteczka! Ale ostatecznie nigdy tego nie robię. Bo się chyba wstydzę, albo boję, że ktoś uzna mnie za wariatkę (wiadomo, że nie uzna). Ten problem nie istnieje, kiedy jestem w klubie i po kilku drinkach wszystkie laski w damskiej toalecie są moimi best friends. No ale sami rozumiecie…

Na koniec powiem Wam tylko, że bać to się można pająków, albo toalet w Polskich Kolejach Państwowych, ale nie życia. Więc zanim kolejny raz zrezygnujecie z realizowania własnych planów (bo, co powie mama), zacznijcie żyć.

I żyjcie.