CZYTAJ Z VENILĄ: WRZESIEŃ 2018

Zapraszam Was do comiesięcznego zestawienia książek, które w ostatnim czasie przeczytałam. Dziś podrzucam Wam trzy zupełnie różne pozycje: od powieści napisanej przez blogera, po reportaż o rodzicach niepełnosprawnych dzieci.

  • J. Favre, To tylko seks. Na książkowych publikacjach blogerów wiesza się psy, ot tak dla zasady. Jesteś blogerem, nie możesz napisać dobrej książki. A prozy, to już w ogóle. No to ja włożę dzisiaj kij w mrowisko, bo napiszę, że przeczytałam powieść Janka i uważam, że jest dobra. Ten, kto uważa, że piszę tak, bo z Jankiem znamy się prywatnie musi być na moim blogu pierwszy raz w życiu – stali czytelnicy wiedzą, że książki to moja świętość i ani pieniądze od wydawnictw ani żadne relacje nie są w stanie wpłynąć na rzetelność moich recenzji. Tak, nawet znajomi nie mają u mnie forów. To jest dobra książka. Ciekawa. Fajnie napisana. Z ambicjami na adaptację serialowo-filmową. Tutaj zamieściłam obszerniejszą recenzję, więc pozwólcie, że nie będę się powtarzać. Jeśli nie chce Wam się czytać, powiem krótko: można kupować w ciemno.
  • J. Hołub, Żeby umarło przede mną. Czyli w skrócie: autor chciał pokazać, co myślą i czują rodzice nieuleczalnie chorych dzieci. Hołub planował przeprowadzić ze swoimi bohaterami tak szczere rozmowy, jak to tylko możliwe. I jak sam przyznaje w przedmowie, wymagało to od niego wielu spotkań, w trakcie których przepytywane kobiety (bo tak się złożyło, że Hołub ostatecznie rozmawiał tylko z matkami) mogły się naprawdę otworzyć. Czy mu się udało? Cholernie tak.

W 2011 roku w Polsce było niemal 185 tysięcy niepełnosprawnych dzieci w wieku 0-15 lat (…) Żadne statystyki, liczby ani słowa nie oddadzą tego, co oznacza dla kobiety urodzenie nieuleczalnie chorego dziecka. Jak wywraca do góry nogami cały jej świat i determinuje rzeczywistość. Każdego dnia. Do końca życia.

To jest ten typ książki, przy której otwierasz buzię ze zdziwienia i nie możesz jej zamknąć do samego końca lektury. Reportaż z cyklu tych, po których nie chce się już oglądać wieczorem ulubionego programu rozrywkowego, ani dodawać kolejnego zdjęcia na Instagram. Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda życie rodziców niepełnosprawnych dzieci? Dzieci, które w wieku kilkunastu lat potrzebują uwagi równej do tej, które poświęca się noworodkom? Jak prezentuje się codzienność matki, która dzień w dzień dźwiga cięższą od siebie córkę i zmienia jej podpaski. Czy choć przez chwilę przeszło Wam przez myśl, jak to jest żyć ze świadomością, że w tym życiu happyandu już nie będzie? Bo mi nie. Bo użalam się czasem nad sobą, nad swoim życiem, nie mając nawet pojęcia, jaka rzeczywistość może być niełaskawa…

Gorąco zachęcam Was do przeczytania reportażu Jacka Hołuba.

Wkurza mnie, kiedy pokazują w telewizyjnych reklamówkach różnych fundacji mamusie niepełnosprawnych dzieci: wypindrzone pachnące, ze zrobioną fryzurą i paznokciami. I te dzieci – niby biedne, ale ćwiczą, takie szczęśliwe. To nie jest prawdziwe życie.

  • E. Renee, Obsesja piękna. Do zakupu tej książki zachęciła mnie czytelniczka, która pod dyskusją na moim Instagramie wrzuciła jej tytuł. To nie jest łatwa lektura – nie ze względu na tematykę, ale sam styl. Czyta się to dość opornie, jakoś tak bez większego zaangażowania. A trochę szkoda, bo autorka porusza ważny i potrzebny temat – pokazuje, jak zgubny wpływ na psychikę kobiet mają czasy, w których bardziej przejmujemy się tym, jak wyglądamy, niż tym, co mamy do powiedzenia; w erze Internetu i Youtube’a, kiedy w  dziewczynkach budzi się przekonanie, że lepiej uczyć się, jak zrobić sobie makijaż, niż jak rozwiązywać zadania z matematyki. Autorka przytacza przerażające statystyki: „34% pięciolatek przynajmniej czasami świadomie ogranicza ilość spożywanego jedzenia,  40% dziewczynek w wieku 5-9 lat twierdzi, że chciałoby wyglądać szczuplej” – takie dane dają do myślenia, a z drugiej strony pompowanie wyidealizowanego wyglądu i perfekcyjnych sylwetek jest dzisiaj tak powszechnym zjawiskiem, że przechodzimy obok niego niemal obojętnie. Jeśli zdarzyło Wam się choć raz w życiu nie pójść gdzieś, bo czuliście się brzydko, jeśli mieliście poczucie, że gdybyście byli ładniejsi, wasza samoocena poszybowałaby w górę, a życie automatycznie się zmieniło – to może być dobra lektura dla Was.

To, co widzimy w lustrze nie stanowi rzeczywistego obrazu, a wypadkową wielu lat wpływu kultury, komentarzy rodziny i znajomych.