CZYTAJ Z VENILĄ || MAJ PO RAZ DRUGI

IMG_4898 (1)

Dzień dobry! W dzisiejszym czytelniczym wpisie nie tylko polecam dobre książki, ale i dzielę się z Wami lekturami, przez które nie mogłam przebrnąć. Zapraszam!

Hanna Samson, Patyk

Czy to możliwe, że zabiłam człowieka? Czyżby to było takie proste i mogło się zdarzyć, gdy jak co dzień wracasz z pracy, otwierasz bramę, parkujesz samochód, zwykła rutyna, a tu nagle wszystko się zmienia?

Na początku spodobała mi się okładka. Chwilę później zirytowały zbyt krótkie, urwane i postrzępione zdania, mające nadać narracji pewnej dynamiki. Jako że to mój pierwszy raz z Hanną Samson, postanowiłam nie poddawać się po pierwszych stronach i brnąć w to dalej. Na szczęście zaskoczyło.

Patyk to historia Barbary, która w wyniku dość nagłego zdarzenia, wywraca swoje życie do góry nogami i wraca do rodzinnego domu, by zmierzyć się z własną przeszłością. Idę o zakład, że po przeczytaniu poprzedniego zdania, pomyśleliście, jezu, co za banał, moja w tym wina, gdyż posłużyłam się konstrukcją zdania uczennicy z piątej klasy podstawówki, dzierżącej na swej wątłej piersi odznakę Wzorowego Ucznia. Wierzcie mi jednak, że do prozaiczności tej książce daleko (choć zarzuty o stereotypowość już mogłabym postawić, no mogłabym).

Oprócz wiodącej linii fabularnej, w której podążamy za coraz mniej przewidywalnymi krokami głównej bohaterki, Patyk to taka książka o tym, że życie większości z nas przychodzi z trudnością. Zniewoleni przez sytuacje z przeszłości, uwarunkowania rodzinne i społeczne, w dorosłym życiu mierzymy się z uśpionymi demonami. Kluczowym przełomem staje się moment, kiedy orientujemy się, że dorosłość to czas, w którym niektórzy ludzie tracą swoją moc.

Książka jest dobrze napisana, zaskakuje i aż prosi się, żeby połknąć ją na raz. Jedyne, co mnie w niej wkurzało, to dość stereotypowe myślenie o kobietach (to te, które bywają bezbronne i dzieje im się krzywda) oraz o mężczyznach (ci, którzy zadają ciosy) – sztampowy, wyświechtany podział, który Barbara, bohaterka powieści zdaje się nieco burzyć, ale pomimo tego lekki zawód pozostaje.

Na uwagę zasługuje również klamra kompozycyjna, zamykająca książkę – spójny ze wstępem fragment dotyczący morderstwa, a także otwarte zakończenie, umożliwiające szereg interpretacji, z których wersja, że najgorszą zbrodnią, jaką dokonujemy to ta dokonana na własnym umyśle i samoocenie, jest dla mnie najbardziej przekonująca.

W końcu, jakie to uczucie dostawać przez całe życie czwórkę?

Ulubione cytaty:

  • Kiedy zacznie się zabijać, trudno przestać. Teraz zabijałam czas.
  • Jest coś takiego w pobitej kobiecie, że od razu wiadomo. Nie da się tych śladów pomylić z obrażeniami po wypadku samochodowym. Ani po upadku ze schodów. Ani po wpadnięciu na drzwi. Widok pobitego mężczyzny też jest wstrząsający, ale mniej. Może dlatego, że pobitych mężczyzn częściej widzimy w filmach, a pobite kobiety spotykamy w życiu.

IMG_4896 (1)

Karolina Korwin Piotrowska, Krótka książka o miłości

Na Krótką książkę o miłości spoczywającą na stoliku w mojej własnej sypialni, patrzyłam trochę spod byka. W tym momencie Czytelnik pozna moje prostactwo, albowiem przyznam otwarcie, że nie lubię grubych książek (a ta liczy ponad 680 stron) – kojarzą mi się z najnudniejszymi lekturami świata, poza tym przeczytanie ich zabiera mnóstwo życia. Uznałam jednak, że dobra, dobra, nie będę taka i choć spróbuję. I już na wycieraczce, zanim zdążyłam nacisnąć dzwonek i wprosić się na filiżankę herbaty (dziękuję, nie słodzę), poczułam, że znajdziemy wspólny język.

W Krótkiej książce o miłości kluczowy jest wstęp, a którym autorka wyjaśnia ideę publikacji: (…) to nie jest kolejna nudna opowieść o filmach i kinie, pisana językiem zrozumiałym tylko dla wybrańców. Nie odrzuci Cię po pierwszym zdaniu, którego nie zrozumiesz, bo przecież nie musisz być filmoznawcą ani krytykiem, i nie zniechęcisz się, by podążać dalej. (…) To nie jest lista arcydzieł, bo słowo to w dzisiejszych czasach jest jak ścierka, którą już każdy się wytarł, i znaczy niewiele. Albo nic. (…) To nie jest też lista filmów, które musisz obejrzeć, zanim umrzesz. Bo po pierwsze, nic nie musisz, a po drugie, dlaczego ma nas cokolwiek w poznawaniu kina ograniczać, nawet śmierć?

Podbudowana ludzkim wstępem i tym, że nic nie muszę. przestałam z przerażeniem patrzeć na objętość tomiszcza. Bo kto niby powiedział, że koniecznie mam obowiązek zapoznać się z całością od razu? Przecież mogę sobie serwować codziennie do snu po kilka recenzji! Szybko okazało się, że to niemożliwe, bo gdy zaczęłam czytać, przyswoiłam od razu 1/4 publikacji, tak jest dobrze napisana! Na samym początku nie bez powodu napisałam o wpraszaniu się do autorki na wspólną pogawędkę, bo nie dość, że ta we wprowadzeniu sama zaprasza do swoich czterech kątów, by czytelnik niemal namacalnie poczuł, jak przeciąga palcami po półkach wypełnionych kasetami VHS i płytami DVD, to w dodatku czytając kolejne opisy filmów, w głowie po prostu słyszysz głos Karoliny, jak gdyby siedziała naprzeciwko ciebie i ci to wszystko opowiadała. Oddać w piśmie styl mówiony to szalenie mocna umiejętność – w tym wypadku skończyła się sukcesem.

Jeśli wydaje Wam się, że Krótka książka o miłości to po prostu subiektywny zbiór ulubionych filmów dziennikarki, to jednak trochę się mylicie. To przede wszystkim uniwersalny leksykon emocji i antologia wspaniałych anegdot, które wspólnie idealnie dopełniają poszczególne opisy filmów. Tych ostatnich w książce znajdziecie dokładnie 90. Poukładane alfabetycznie (na szczęście nie w sposób chronologiczny) zawierają w sobie nie tylko informacje dotyczące fabuły, ale i mnóstwo ciekawostek (wiedzieliście, że Ewan McGregor w trakcie kręcenia Debiutantów tak zżył się z Arthurem, że w międzyczasie sam adoptował psa?), a także umiejscowione są pewnej historyczno-obyczajowej przestrzeni. To, co jeszcze mi się w tej książce podoba, to ton wypowiedzi autorki. Karolina nie dzieli się swoją wiedzą na zasadzie czego to ja nie wiem, tylko: chętnie się z tobą tym podzielę i to jest bardzo fajne.

Podsumowując – dla mnie jest to książka z gatunku tych, po które warto sięgnąć, kiedy chcecie obejrzeć ciekawy film, ale nie macie pojęcia jaki, a opinie na Filmweb wcale Wam tego zadania nie ułatwiają. W książce Karoliny Korwin Piotrowskiej znajdziecie przekrój kina europejskiego i amerykańskiego, począwszy od kultowych klasyków, po mniej znane produkcje, na tych całkiem świeżutkich filmowych propozycjach skończywszy. Jednym słowem: jest z czego wybierać.

PS Szalenie podobała mi się refleksja odnośnie kondycji Allena (s.36). Ktoś to wreszcie powiedział na głos!

Na koniec lista książek, z którymi próbowałam zaprzyjaźnić się od początku tego roku, ale mi nie wyszło:

IMG_4897 (1)