CZYTAJ Z VENILĄ || CZERWIEC


Po krótkiej przerwie nieśmiało wracam do czytania książek (bez tego nie da się jednak żyć). Dzisiaj dzielę się z Wami dwoma pozycjami, które skradły moje serce.

M. Kozakiewicz, Złe matki są najlepsze. Poradnik szczęśliwej mamy

Zacznijmy od okładki – wg niektórych kontrowersyjna – dla mnie jest piękna. Odpowiadają za nią: Paweł Opydo (projekt) oraz Adrian Błachut (zdjęcie) – to nie mogło się nie udać. Dalej jest już tylko lepiej. Jeśli chcesz poznać porady odnośnie bycia idealną matką, przeczytać o tym, co robić, kiedy Twoja intuicja zawodzi i w końcu dowiedzieć się, jak odpowiednio wychowywać swoje dziecko – ta książka nie jest dla Ciebie. To nie jest kolejny podręcznik z cyklu „musisz”, „powinnaś”, „mogłabyś”. Tu po prostu „możesz”. I choć podtytuł sugeruje, że jest to poradnik, mocno bym z tym polemizowała – owszem, autorka daje tu porady, ale rzuca je w tak lekki sposób, że odnosisz wrażenie, że oto właśnie podszeptuje Ci je do ucha najlepsza przyjaciółka, a nie guru macierzyństwa. I właśnie o ten ton tekstów tutaj się rozchodzi – dobrze znany z bloga Segritta.pl – nienarzucający się i subtelny, ale z mocną puentą. Choć książka nie jest podzielona na rozdziały, poszczególne felietony budują spójną całość – są naprawdę fajnie i dość chronologicznie ułożone (ciąża-poród-pielęgnacja-karmienie), więc czyta się to naprawdę gładko.

Myślę, że największą frajdę z czytania będą miały przyszłe mamy – sporo jest tu bowiem rzeczy, które dla rodziców mogą być już zbyt oczywiste, a dla nowicjuszek jeszcze nie. A także wszyscy Ci, których nie rażą żarty o zostawianiu dziecka w oknie życia (osobiście aprobuję ten poziom poczucia humoru, a od kiedy sama mam dziecko, to już w ogóle za nim przepadam).

Książka, oprócz tego, że jest naprawdę pięknie wydana (te szerokie marginesy oraz połączenie różu z czernią!), wzbogacona została o rysunki Agaty Dębickiej – i to jest dopiero sztos! Towarzyszące wybranym tekstom grafiki same w sobie są małym dziełem sztuki – dotyczą poruszanej w danym felietonie tematyki, ale interpretują ją na swój sposób. A mówiąc po polsku: rysunki i tekst pod nimi nie powielają tekstu z książki, tylko są odrębnymi bytami. I to się ceni! (Mój ulubiony rysunek to ten na s. 21). Z kolej jeden z moich ulubionych tekstów to „Czego możesz bać się przed porodem?”, w którym Mati wymienia różne lęki (myślisz, że twoje dziecko urodzi się chore; że nie będziesz go kochać; nie polubisz karmienia piersią itp.), potwierdzając słusznie, że są to zupełnie naturalne odczucia i puentując takim oto podsumowaniem:

„(…) No i zakładanie, że coś pójdzie nie tak, jest często jak obstawianie, że się wygra w kumulacji w totka. Teoretycznie możliwe, ale bicz, plis. Nie jesteś aż tak wyjątkowa”.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do stosowania w tekście emotikon (uśmieszków), jakoś nie toleruję ich w książkach. Ale poza tym drobnym występkiem, ktoś odwalił tu kawał dobrej roboty. Polecam!

P. Reszka, Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy

Fantastyczny reportaż o tym, w jaki sposób działa rodzima służba zdrowia. Paweł Reszka przez ponad rok rozmawiał z lekarzami (młodymi i starszymi wiekiem; tymi pracującymi w dużych miejskich szpitalach i tymi z wiejskich gabinetów), chcąc dowiedzieć się jakie są kulisy ich pracy, jak działa system ochrony zdrowia i dlaczego z ambitnych studentów medycyny tak często zmieniają się w bezduszne maszyny. Książka jest efektem tych wielogodzinnych rozmów – zapiskiem trudnych i zaskakujących historii.

Wpisuję w wyszukiwarkę hasło „lekarz-synonim”, a tam obok doktora, konsyliarza i specjalisty brak tego najważniejszego – boga. Lekarz ratuje ludzkie życia, nie musi odpowiadać ci zatem „dzień dobry”. Pomaga Ci wyzdrowieć, nie oczekuj, że jednocześnie będzie miły. To często od niego zależy twoja przyszłość. Odważysz się podważyć jego słowa?

Paweł Reszka zatrudnia się w szpitalu jako sanitariusz, by zupełnie od środka sprawdzić, w jaki sposób ta cała, często niezrozumiała machina funkcjonuje. Swoimi refleksjami dzieli się w „Dzienniku sanitariusza” – krótkich fragmentach, które poprzedzają każdy nowy rozdział. Bywa interesująco.

O tym, że lekarzom zdarza się pić alkohol, wiadomo od dawna – raz na jakiś czas dochodzą nas w mediach słuchy o pijanych medykach na dyżurze. Nie sądziłam jednak, że w tej profesji modne są również narkotyki. A wiedzieliście np., że placówki, do których lekarze udają się na dyżur po godzinach etatowej pracy nazywane są „Biedronkami”? Albo że nikt nawet nie owija w bawełnę, jak prywatne wizyty otwierają szpitalne drzwi (a robią to na oścież)? Żeby nie zdradzać zbyt wielu informacji, nie powiem Wam czym jest Uber lekarski, ani w jaki sposób można przepracować 400 godzin w miesiącu (a można! Czasem tylko ktoś zemdleje, albo umrze z przepracowania).

Dawno nie czytałam tak fantastycznego reportażu. Książka niejednego studenta może przy okazji wyleczyć z chęci studiowania medycyny. Przeczytajcie koniecznie!


Ulubione cytaty:

„Chyba pani żartuje! Ja mam przyjść pracować na wieś? W żadnym razie!

No co to jest? Ja jestem z Warszawy, a od trzydziestu lat pracuję i mieszkam na wsi. No ale rozumiem, że oni nie są stworzeni do pracy na wsi. Oni są od przechadzania się w rozwianych fartuchach po stołecznych oddziałach. Bo każdy chce być panem doktorem chodzącym w drewniakach po korytarzu, z rękami w kieszeniach, ze stetoskopem na szyi. Jak się tak idzie przez tłum w szpitalu, to dopiero ma się poczucie wielkości”.

„Czasami POZ płaci po 100, 120 zł za godzinę. Ale młodzi mówią: POZ? Jaki, kurwa, POZ? Ja chcę być bogiem! Operować!”

  • Joanna Krzak

    A czy w książce „Mali Bogowie” są przedstawione tylko takie smaczki , no takie sensacje, czy jest też o tym jak trudna to jest praca? Nie mówię, że takie rzeczy nie dzieją się w służbie zdrowia, ale jeśli tylko one są przedstawione to trochę zaburza to obraz. :( I nic nie pomoże. Chętnie przeczytam tą pozycję, bo ciekawa jestem czy to jest kolejna sensacja na temat lekarzy czy jednak jest coś warta i przedstawia cały obraz.

    • Nie, nie. Absolutnie nie są to same sensacje. I jak najbardziej jest mowa o tym, że to trudna i niewdzięczna praca.

      • Joanna Krzak

        Bo ja jednak znam ten zawód, że tak powiem od podwórka też i czasem mi przykro jak słucham takie właśnie sensacje na temat lekarzy. Oczywiście wiem dobrze, że nie jest idealnie i sensacje są na porządku dziennym. Ale wystarczy, że raz pójdziesz na operację, albo posiedzisz w przychodni jeden dzień i przyjmiesz 50 pacjentów…..matko jakże ja bym chlała ! hahahaha Ale z tego co zauważyłam to ludzie uwielbiają wyciągać brudy, a reszta jest nie ważna i to nie tylko w temacie ochrony zdrowia. :( No nic :D Udam się do księgarni, wakacje się zbliżają a ja widzę, że w tym terminie zawsze czytam jakieś bardzo poważne tematy :) .

        • Nie zawiedziesz się :)

  • Byłam wczoraj na spotkaniu autorskim z Segrittą, poznałam też ilustratorkę jej książki – obie to świetne babki! Lektura jeszcze przede mną :)

  • Super! Ja kończę książkę właśnie więc chyba czas rozejrzeć się za czymś nowym! :)

  • Polecam również „Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy” Pawła Reszki. To reportaż o świecie finansjery, którego konstrukcja jest taka jak w „Małych bogach”.

    • Wiem! Koniecznie muszę ją przeczytać :)

  • „Mali bogowie” wpisani na listę :)

  • Czy Złe matki przekonają nie-matkę do pozostania jeszcze bardziej nie-matką? :) Mam nadzieję, że tak.
    Co do Małych Bogów – chętnie sięgnę, bo brakuje mi ostatnio dobrego reportażu. Muszę czymś zapełnić dziurę po dwóch częściach Hendrika Groena :)

  • Mali bogowie to pozycja, która już jest na mojej liście książek do przeczytania :)

  • Elżbieta ST

    Pozycja „Mali Bogowie” zamówiona. Nie umiem się doczekać :-)