CZYTAJ Z VENILĄ: CZERWIEC & LIPIEC 2018

Czytelnicze żniwa trwają u mnie w najlepsze. W ciągu dwóch ostatnich miesięcy, wykosiłam kilka lektur, choć ze smutkiem przyznaję, że im wyższe temperatury za oknem, tym większy przeciąg w mojej głowie. Za pasem już jednak schyłek lata i przyjemniejsze wieczory, jest więc szansa na odwrócenie tej tendencji. Tymczasem zapraszam na krótką przejażdżkę po literackich wzgórzach i padołach.

  • H. Garcia, F. Miralles, Trening Ikigai. Japońska sztuka codziennej radości. Przyjemna książka, która spróbuje przekonać Cię, że wychodząc ze swojej strefy komfortu i wkładając trochę więcej wysiłku niż zwykle, możesz osiągnąć wiele. Ułatwia też odnalezienie własnej drogi i określenie życiowego celu, wszystkim tym, którzy wciąż się miotają. Czytałam ją na początku czerwca, na początku sierpnia tego samego roku, prawie nic z niej nie pamiętam – to chyba mówi samo za siebie.
  • L. Sandler, Jedno i już. Czyli poparta wieloma publikacjami i badaniami książka o jedynakach. Autorka rzeczowo przedstawia fakty przemawiające za jedynactwem, ale jednocześnie nie stroni od wskazywania mniej pozytywnych stron takiego a nie innego stanu rzeczy. Rozprawia się z wieloma mitami dot. posiadania potomstwa w postaci jednego dziecka i jednocześnie jest głosem rozsądku dla wszystkich jedynaków oraz rodziców, którzy uważają, że jedna pociecha w domu, jest wystarczająca. Bardzo ciekawa pozycja, choć niekoniecznie łatwa w odbiorze.
  • J. Glogaza, W to mi graj. Zbiór 97. gier towarzyskich o różnym stopniu zaawansowania. Powiem tak: gdyby nie prezent od Joanny, nie kupiłabym sobie pewnie sama tej książki, bo: aaa, to nie dla mnie; nie gram na co dzień w takie gry itd. – i byłaby to ogromna strata dla mojego domostwa! Kilka razy zdarzyło mi się wyciągnąć tę książkę podczas nużących czynności (np. w trakcie usypiania Niny) i rzucić Pawłowi parę słownych wyzwań. Poza tym, podziwiam Aśkę, że tak odważnie zrobiła skok w bok, odchodząc od tematyki, z którą jest kojarzona, na rzecz czegoś zupełnie nowego.
  • P. Pustkowiak, Maszkaron. Po udanym debiucie autorki (pisałam o nim tutaj), nowa publikacja wydawała się czymś intrygującym i obiecującym. I wyobrażałam sobie chyba zbyt wiele, bo zetknięcie z Maszkaronem nie było ani trochę przyjemne. Językowo autorka jest na bardzo fajnym poziomie – co rusz można natknąć się na ciekawe porównania, metafory i zaskakujące puenty. Niestety nic ponadto. Sama treść okropnie mnie znużyła.
  • C. Gonazlez, Moje dziecko nie chce jeść. Fantastyczna pozycja dla wszystkich rodziców. Jeśli we wczesnym dzieciństwie swojego dziecka mielibyście przeczytać tylko jedną książkę dotyczącą wychowywania dzieci, niech to będzie właśnie ta lektura. Autor odczarowuje mit niejadka, podając proste przykłady i jeszcze prostsze rozwiązania: uważasz, że Twoje dziecko nie je, bo nie zjadło całej miski zupy, ugryzło banana tylko dwa razy, a do tego najchętniej pożywiałoby się codziennie makaronem i niczym więcej? No i super. Jeśli dzięki temu nadal dobrze się rozwija, rośnie, nie choruje i nie traci na wadze, nie masz prawa do zmartwień. Książka otworzyła mi oczy na kilka spraw i w dużym stopniu zrzuciła z pleców ciężar w postaci wyrzutów sumienia, że robię coś nie tak, skoro moje dziecko nie chce jeść wszystkich warzyw. Bardzo polecam.
  • M. Szafrański, Zaufanie czyli waluta przyszłości. Książka petarda. Czyta się ją jak najlepszą powieść. Uczy, motywuje, daje konkretne przykłady, na to, jak efektywnie działać. No nie ma się tu co rozpisywać, trzeba ją przeczytać.
  • T. Perrotta, Pani Fletcher. Promowana jako najprzyjemniejsza powieść o pornografii jest zwyczajnym amerykańskim czytadłem bez głębi i polotu. Niestety, nie podobała mi się, choć poświęciłam wolny czas, by doczytać ją do końca.
  • A. Bogusławska, Odetchnij od miasta. Czyli rzecz o 62 wyjątkowych domach gościnnych w Polsce. To pozycja, która zapewne mignęła Wam kilka razy na Instagramie – i to zdecydowanie uważam za jej minus. Kiedy książka robi się popularna i widać ją wszędzie – z jednej strony należy traktować to jako sukces, wiadomo. Z drugiej jednak – takim osobom jak ja, włącza się w głowie hasło: skoro wszyscy tak się nią zachwycają, to ja już jej nie chcę; jeśli zachwyca tłumy, to prawdopodobnie trafia w gust przeciętnych i mało wyrobionych czytaczy. Tak się dzieje z każdą popularną książką. Myślę, że w taką pułapkę, jako autorka, wpadłam i ja. Ale do rzeczy! Książka jest fantastyczna! Już pal licho, że promują ją wszystkie blogerki – jeśli przebolejecie ten fakt, na pewno się nie rozczarujecie. Autorka opisuje tu m.in. najciekawsze miejsca noclegowe w Polsce, które odwiedziła, dzieląc je na te najbardziej przyjazne rodzinom i dzieciom, na miejscówki dla prawdziwych łasuchów itp. Wiele z przedstawionych miejsc znałam i nawet odwiedziłam, ale z radością odkryłam również zupełnie nowe kwatery i domowe pensjonaty.
  • K. Nowak, Wszyscy ludzie, których znam są chorzy psychicznie. Powiem tak: w warstwie językowej można zakochać się z miejsca. Jest tu i czarny humor i ironia, i satyra i pastisz. Autor ma niesamowity dar do wyłapywania języka potocznego – żonglowania znanymi powiedzonkami i parafrazowaniem ich. Niestety jako całość, książka jest dla mnie niestrawna, a treść przy dłuższym obcowaniu staje się bełkotem.
  • A. Herbich-Zychowicz, Dziewczyny z Wołynia. Zebrane w jedną całość historie kilkunastu, ocalałych z rzezi kobiet. Poruszająca lektura, która budzi niepokój, skłania do refleksji i zadumy. Za rekomendację niech posłuży fakt, że przeczytałam ją w 3 godziny.
  • V. Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu. Krótka lektura znanego psychiatry, który na podstawie opowieści o działaniu obozów koncentracyjnych oraz związanych z tym ludzkich zachowań, przedstawia najważniejsze założenia logoterapii, czyli opracowanej przez niego psychoterapii, w której dużą rolę odgrywa poczucie sensu. Polecam!