Nowa Zelandia – co warto zobaczyć?

Hej ho! Dziś zabieram Was w miejsce, w którym powiedzenie ‚bezludność na każdym kroku’ nabiera nowego znaczenia. Po obu wyspach możesz poruszać się bez celu – bez względu na to, gdzie się znajdziesz, jest spora szansa, że będziesz zachwycony. Ludzie są tu przemili, choć mówią z dosyć specyficznym akcentem, przy którym całkiem niezła umiejętność języka angielskiego zawodzi. To kraj, który jako pierwszy na świecie wita każdy nowy dzień, a na jednego mieszkańca przypada 12,6 owcy.
Drodzy Czytelnicy. Dotarliśmy właśnie do Nowej Zelandii, a dokładnie na jej Północną Wyspę, na której przyszło mi spędzić jakieś czas temu ponad 2 tygodnie. To zbyt krótki czas, by zobaczyć wszystkie interesujące zakątki, wystarczający jednak, by zakochać się w tym kraju na amen i przy każdej nadarzającej się okazji marzyć, by jak najszybciej tam wrócić. Następnym razem będę celować jednak w Wyspę Południową i  miesiące wakacyjne (tak mi dopomóż…)
Podczas naszego pobytu w NZ panowała końcówka zimy. Nie było mrozów, ale nocami temperatura spadała w okolice zera, co dla osób (nas), które nocowały w camperze nie należało do najprzyjemniejszych kwestii. W dzień, w zależności od regionu, w którym się znajdowaliśmy z pogodą było różnie, aczkolwiek niemal przez cały nasz pobyt padał deszcz (raz zetknęliśmy się ze śnieżycą, w Tongariro Park, filmowym Mordorze) i zwyczajnie było całkiem nieprzyjemnie. Któż by się tam jednak przejmował ulewą, kiedy dokoła takie widoki? Nie znalazłam jeszcze miejsca, w którym byłoby piękniej, zresztą niech zdjęcia poniżej będą dla Was moją rekomendacją.
Cathedral Cove, Ocean Spokojny
Przejrzyście czysta woda, głosy przeróżnych zwierząt i ty, twój oddech, twoje myśli. Czas niestety nie zatrzymuje się w pełni – a szkoda, bo moglibyśmy tu spędzić cały dzień. Kiedy zeszliśmy jednym z traktów w dół (okolice Cathedral Cove) naszym oczom ukazało się wybrzeże pełne wielkich kamieni. Postanowiliśmy spędzić tam trochę czasu, by odpocząć i napawać się pięknym widokiem. Gdy już mieliśmy wybierać się w drogę powrotną, zobaczyliśmy stado 15-20 delfinów butlonosych, które sunęły powoli wzdłuż całego wybrzeża. Był to widok nie tyle piękny, co wzruszający.
W drodze na Cathedral Cove
Droga z Auckland do Hamilton to niekończący się Hobbiton
Droga do Raglan, miasta obleganego  przez surferów
Plaża w Raglan, Morze Tasmańskie
W drodze do Waitomo Glowworm Caves. Na tym filmiku możecie zobaczyć, na czym polega zwiedzanie takiej jaskini. Niestety w moim odczuciu opłata za bilet nie jest adekwatna do jakości takiej wycieczki. Miejscowi znają lokalizacje, w których świecące robaczki można zobaczyć za darmo (byliśmy w jednym wąwozie wskazanym nam przez właścicielkę campingu i tak, potwierdzamy, to prawda)
(PS Stylówka na kloszarda miała mi już towarzyszyć do końca podróży)
Gdzieś pomiędzy Pirongia Forest Park a uroczą nadmorską mieścinką Kawhia, w której odwiedziliśmy przecudnej urody knajpkę z roześmianymi staruszkami w środku
Zwierzęta podnoszą na nasz widok wzrok, zdziwione, że ktoś śmie przejeżdżać ich terenem. Śmiało można powiedzieć, że w NZ to przyroda przygląda się człowiekowi, a nie odwrotnie…
W drodze do Rotorua – stolicy zjawisk geotermalnych. Unosi się tam ostra woń źródeł wód siarkowych, a po polsku: okrutnie tam śmierdzi
Gospodarstwo agroturystyczne w okolicach Jeziora Taupo. My mamy za domami ogródki, Kiwi’s mają gejzery!
Antykwariat w Opotiki
Po prostu my-mapa-samochód. Żadne tam gps’y. W Nowej Zelandii wszelkie sprzęty wydają się być nie na miejscu
Krajobraz zmienia się niemal co kilkanaście kilometrów, nieustannie zachwycając
Jedziemy do Matamata, miasteczka, w którym znajduje się Hobbiton. Niestety wejściówki są dość drogie, a w dodatku podczas naszej wizyty kręcone były akurat sceny do Hobbita, więc ostatecznie nie udaje nam się zobaczyć tego miejsca
Mount Maunganui
Jednego dnia całkiem przypadkiem trafiliśmy na zagrodę z miniaturowymi konikami. Ach, zachwytom nie było końca! Przy okazji udało nam się poznać właściciela hodowli, który po śmierci żony zmuszony był wystawić konie na sprzedaż
Przepiękne domy jednorodzinne w miejscowości Coromandel
Ciekawostka: w Nowej Zelandii jest 15 razy więcej owiec niż ludzi (liczba ludności: ponad 4 mln). Ponoć w Australii dzieci dokuczają tym z NZ, zadając pytanie Howwww areee yaaa w sposób naśladujący beczenie owiec (true story).
Coromandel. Warto znaleźć czas, by objechać ten półwysep dookoła. Widoki zapierają dech. Absolutnie.
Hot Water Beach  – ciągnąca się przez 12 km plaża z gorącymi źródłami

Gdybyście mieli jakieś pytania dotyczące podróży do Nowej Zelandii, śmiało zostawiajcie je w komentarzach poniżej.