Now is good

Przed Wami dwie produkcje, które obejrzałam w ciągu ostatniego tygodnia. Nie nazwałabym ich broń boże recenzjami, raczej czymś w rodzaju zajawek. Oto i one:

Our Life is a series of Moments.Each one a journey to the end… Let them go
 
Now is good. To bardzo nierówny film. Momentami zaskakuje i wzrusza, tylko po to, by chwilę później dać widzowi z liścia w twarz hollywoodzką i mdłą papką. Są tu piękne sceny (czołówka ze świetnymi zdjęciami w połączeniu z remiksem Lany, scena pocałunku przy dźwiękach M83), ciekawi bohaterowie (młodszy brat, matka i postać samej Tessy). Są też niestety nijakie, miejscami baśniowe momenty oraz sceny rodem z Disney’a. A przecież to film o umieraniu, łapaniu ulotnego życia za rogi, o śmierci w jej niecodziennym wydaniu. Mimo mieszanych odczuć co do całej produkcji, udało mi się na samym końcu tak zwyczajnie po ludzku rozpłakać, więc albo jestem nadwrażliwa, albo łatwo można mną manipulować, albo ten film nie jest aż tak zły. Mimo wszystko polecam obejrzeć i wysłuchać towarzyszącej mu ścieżki dźwiękowej:

1) Death in Vegas, Dirge
2) Lana Del Rey, Blue Jeans (Gesaffelstein Remix)
3) Maps, I dream of crystal
4) M83, Lower your eyelids to die with the sun

Trailer znajdziecie tutaj.

Orange is the new black. Nowy serial Jenji Kohan (jej wcześniejsze dziecko to m.in. Weeds) nie przypadł mi początkowo do gustu. Zachwycona trailerem wyczekiwałam premiery (podobnie jak w przypadku House od Cards cały pierwszy sezon został udostępniony od razu), ale kilka pierwszych odcinków wzbudziło we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony fabuła serialu, która przedstawia codzienność w żeńskim więzieniu jest szalenie ciekawą tematyką, z drugiej jednak czegoś w tym serialu mi brak. Momentami przynudza i jest przewidywalny, ale są takie sceny, dla których odcinek za odcinkiem oglądam tę produkcję dalej. Warto wspomnieć, że scenariusz napisany został w oparciu o życiorys Piper Kerman, która skazana została na 15 miesięcy więzienia za nieświadome przewożenie pieniędzy pochodzących z przemytu heroiny. Podsumowując: klimat jest mocno specyficzny, nie będzie to mój ulubiony serial, ale mimo wszystko oglądam, bo wciąga jak cholera.

Tutaj obejrzycie trailer, a tu jedną z moich ulubionych scen.
Ogromny plus za piosenkę w czołówce (Regina Spektor, You’ve got time)

PS Polećcie mi coś dobrego. Mam ogromny apetyt na dobre, wbijające w fotel i miażdżące mózg kino!