STREETS OF TOKYO

fot. Paweł i ja
Za każdym razem, kiedy zaglądam do statystyk bloga, zerkam do kategorii hasła kluczowe, żeby sprawdzić, skąd Was do mnie przywiało. Oczywiście co miesiąc dostarczacie mi tyle przedziwnych zapytań, że gdybym zapisywała je w jakimś kajecie, starczyłoby z pewnością na jeden solidny chichot każdego dnia roku pańskiego. W październiku również nie daliście ciała pod tym względem:
Zapytania, po których trafiliście na mój blog: Gdzie kupić onuce, jak wytępić żaby, jak dobrać ubranie dla yorka, klawe imiona dla dziewczynek, lubię chodzić bez rajstop w listopadzie, mam wszystkie ciuchy czarne, Nergal pseudofilozof, wstydliwe rajstopy, jak modnie przystroić grób, kalosze dla psów, poradnik prawie perfekcjonistki, jak nazywa się utalentowany uliczny skrzypek, pupa pippy, rajtuzy nienawiści. 
Ktoś szukał również tokiczyjskich ulic (sic!) – zgaduję, że chodziło o Tokio (a może się mylę?). Zatem tadaaaam: zamieszczam zdjęcia ilustrujące zakątki stolicy Japonii. Czytelnik, mój pan. 

KANDA | TOKIO

 

 

Does heaven look like this?
Jeśli po godzinie spędzonej tutaj dziękujesz sobie za brak znajomości języka japońskiego (w przeciwym razie twój portfel mógłby na tym ucierpieć), masz ochotę zatrzymywać się co 5 minut, celem podziwiania pięknych stoisk i wydaje ci się, że oto chyba miałeś wypadek lotniczy i znalazłeś się w raju (choć obolałe od chodzenia nogi brutalnie sprowadzają cię na ziemię), to tak, prawdopodobnie jesteś w dzielnicy Kanda w Tokio.
Miałam dodać dzisiaj recenzję książki, ale stwierdziłam, że zabiorę Was na krótką wycieczkę po moim ulubionym miejscu w stolicy Japonii. Od tamtego czasu naukę języka japońskiego wpisałam na swoją długą listę „TO DO before 30th birthday”.