RZECZY, KTÓRYCH NIE LUBIĘ W BLOGOSFERZE

Swój pierwszy blog założyłam w I klasie liceum. Zainstalowałam go w serwisie Tenbit.pl i pisałam tam o wszystkim tym, czym dzisiaj wolałabym się już nie chwalić. Jeśli dorzucić do tego specyficzny tryb pisania (jedna literka mała, kolejna duża i tak na zmianę – pamiętacie tę modę?) – wyjdzie Wam doskonały obraz moich początków. No chełpić się czym nie ma.

Na moim prywatnym kalendarzu twórcy online wybiło zatem 14 lat. To dużo jak na tę działkę. Doskonale pamiętam początki polskiej blogosfery jako takiej, a co za tym idzie dobrze znam poszczególne etapy jej rozwoju i szybko zauważam zachodzące zmiany. W tym wpisie chciałabym wypunktować kwestie, które w dzisiejszej blogosferze mogłyby się zmienić.

  • brak solidarności – odnoszę wrażenie, że blogerzy zamiast stawać za sobą murem, częściej stają po dwóch stronach barykady. Trwa właśnie medialna nagonka na jakiegoś twórcę? A to dokopmy mu jeszcze, wyrażając swoje jakże niezbędne zdanie. Może to jedynie moje zupełnie osobiste odczucie, ale wydaje mi się, że za mało wspieramy siebie wzajemnie, niewystarczająco mocno cieszymy się z sukcesów innych, a zbyt często celebrujemy cudze porażki.
  • odtwórczość – nie ma co tu dużo mówić – blogerzy zrzynają od siebie tematy wpisów na potęgę, nie podając oczywiście źródła swoich inspiracji.
  • nuda – brakuje mi aktualnie jakiegoś powiewu świeżości: zaskakującej kampanii z udziałem internetowego twórcy; nowej wyrazistej postaci. Większość z nas osiadła w swoich bezpiecznych przystaniach, realizując formy oraz tematy, które dobrze się klikają, są sprawdzone i lubiane przez naszych czytelników. Czy naprawdę nie stać nas na odważny, zmieniający całą społeczność krok?
  • przetwarzanie informacji – 90 procent biernie korzysta z tego, co tworzą inni, na blogach, w Wikipedii, serwisach i serwisach społecznościowych itd., 9 proc. przetwarza to, co znajdzie w sieci, ale nie tworzy nic nowego to są tzw. remikserzy a jeden procent tworzy swój oryginalny wkład (prof. Kazimierz Krzysztofek, medioznawca). Sporo blogowych tekstów to tak naprawdę przeróbki dostępnych już artykułów, komentarze do medialnych doniesień, polecenia innych blogów – sama takie praktyki stosuję, choć najbardziej cenię w 100% autorskie, unikalne treści.
  • zdjęcia ze Stocków – wierzcie mi – sto razy bardziej wolę zdjęcie średniej jakości wykonane telefonem komórkowym niż sztuczne fotki z serwisów fotograficznych. I mnie zdarza się korzystać z darmowych zdjęć i nienawidzę siebie wtedy mocno, ale kiedy mam wybór dodać wpis z cudzą fotką lub w ogóle, bo nie mam własnego zdjęcia – wybieram to pierwsze. Trzeba Wam jednak wiedzieć, że ogromnie cenię blogerów, którzy przykładają się do swojej pracy i na blogach robią wszystko sami od A do Z.

Dorzucicie coś od siebie?