RZECZY, KTÓRYCH NIE LUBIĘ W BLOGOSFERZE

Swój pierwszy blog założyłam w I klasie liceum. Zainstalowałam go w serwisie Tenbit.pl i pisałam tam o wszystkim tym, czym dzisiaj wolałabym się już nie chwalić. Jeśli dorzucić do tego specyficzny tryb pisania (jedna literka mała, kolejna duża i tak na zmianę – pamiętacie tę modę?) – wyjdzie Wam doskonały obraz moich początków. No chełpić się czym nie ma.

Na moim prywatnym kalendarzu twórcy online wybiło zatem 14 lat. To dużo jak na tę działkę. Doskonale pamiętam początki polskiej blogosfery jako takiej, a co za tym idzie dobrze znam poszczególne etapy jej rozwoju i szybko zauważam zachodzące zmiany. W tym wpisie chciałabym wypunktować kwestie, które w dzisiejszej blogosferze mogłyby się zmienić.

  • brak solidarności – odnoszę wrażenie, że blogerzy zamiast stawać za sobą murem, częściej stają po dwóch stronach barykady. Trwa właśnie medialna nagonka na jakiegoś twórcę? A to dokopmy mu jeszcze, wyrażając swoje jakże niezbędne zdanie. Może to jedynie moje zupełnie osobiste odczucie, ale wydaje mi się, że za mało wspieramy siebie wzajemnie, niewystarczająco mocno cieszymy się z sukcesów innych, a zbyt często celebrujemy cudze porażki.
  • odtwórczość – nie ma co tu dużo mówić – blogerzy zrzynają od siebie tematy wpisów na potęgę, nie podając oczywiście źródła swoich inspiracji.
  • nuda – brakuje mi aktualnie jakiegoś powiewu świeżości: zaskakującej kampanii z udziałem internetowego twórcy; nowej wyrazistej postaci. Większość z nas osiadła w swoich bezpiecznych przystaniach, realizując formy oraz tematy, które dobrze się klikają, są sprawdzone i lubiane przez naszych czytelników. Czy naprawdę nie stać nas na odważny, zmieniający całą społeczność krok?
  • przetwarzanie informacji – 90 procent biernie korzysta z tego, co tworzą inni, na blogach, w Wikipedii, serwisach i serwisach społecznościowych itd., 9 proc. przetwarza to, co znajdzie w sieci, ale nie tworzy nic nowego to są tzw. remikserzy a jeden procent tworzy swój oryginalny wkład (prof. Kazimierz Krzysztofek, medioznawca). Sporo blogowych tekstów to tak naprawdę przeróbki dostępnych już artykułów, komentarze do medialnych doniesień, polecenia innych blogów – sama takie praktyki stosuję, choć najbardziej cenię w 100% autorskie, unikalne treści.
  • zdjęcia ze Stocków – wierzcie mi – sto razy bardziej wolę zdjęcie średniej jakości wykonane telefonem komórkowym niż sztuczne fotki z serwisów fotograficznych. I mnie zdarza się korzystać z darmowych zdjęć i nienawidzę siebie wtedy mocno, ale kiedy mam wybór dodać wpis z cudzą fotką lub w ogóle, bo nie mam własnego zdjęcia – wybieram to pierwsze. Trzeba Wam jednak wiedzieć, że ogromnie cenię blogerów, którzy przykładają się do swojej pracy i na blogach robią wszystko sami od A do Z.

Dorzucicie coś od siebie?

  • Muszę się bardzo zgodzić z ostatnim punktem. Nie wiem, czy też masz podobne odczucia, ale kiedy ja wchodzę na bloga ze zdjęciami stockowymi (a kiedy jest to blog, którego jeszcze nie znam), wychodzę po kilkunastu sekundach. Niekoniecznie dlatego, że jest brzydki (itd.), a dlatego, że ‚już go widziałam’. Dlatego tak, jak mówisz – jeśli ktoś robi zdjęcia samodzielnie, nawet średnie, dodają one temu miejscu oryginalności i jest dużo większe prawdopodobieństwo, że tam zostanę. Dla autora, nie stockowych fotek.

    Nie znam blogosfery tak dobrze i tak długo, jak Ty (14 lat?! WOW!), ale nasuwa mi się również wniosek, że niektóre blogi zaczynają męczyć. Okienko z newsletterem tu, inny pop-up tam, tu info o kursie, tam o plannerze i tak dalej. Każdy chce coś sprzedać, ale czasami staje się to zbyt nachalne. Lubię czuć luz i odpoczywać, kiedy gdzieś wchodzę. :)

    PS. Wszystkiego dobrego, Magdo! Mam nadzieję, że czujesz się (czujecie!) fantastycznie. :)

    • Dziękuję za gratulacje :)

      Co do zdjęć – najgorzej, kiedy sama wykorzystam jakieś foto z darmowego serwisu, a później widzę je przy słabej notce innego blogera. Wtedy to dopiero jest ból :D

  • Swój pierwszy blog założyłam mniej więcej w 5 klasie podstawówki. Komć za komć itp. to były „techniki”, które stosowało się każdego dnia. Oczywiście, w tym czasie poznałam w internecie najwięcej osób, z którymi do dziś utrzymuję kontakt. Mimo tego, że poznaliśmy się w sieci, to piszemy do siebie tradycyjne listy (trochę na opak) :)

    Odnośnie do całej blogosfery i Twoich podpunktów – zgadzam się i nie zgadzam. Widzisz, w internecie są różne przypadki lojalności, solidarności, ale też w drugą stronę – buractwa i wylewania hejtu ze strony blogerów, bo przecież ktoś już zjechał tego blogera, więc ja też mogę.

    W przyszłości chciałabym się zajmować kampaniami reklamowymi, czymś świeżym i nowym. Wielokrotnie podsuwałam markom pomysły na reklamy i po pierwsze ja nie mogłam w nich wystąpić (bo nikt nie zna takiej malutkiej blogereczki), a po drugie dziękowali i pozdrawiali, pół roku później wykorzystując mój pomysł w delitaknie zmienionej wersji.

    Myślę, że na internet już nie mam po prostu cierpliwości, bo o Twoim sukcesie nie decydujesz tylko Ty, ale cała, często zazdrosna, społeczność, która Cię tu otacza :(

    • Smutne jest to, o czym piszesz. Z perspektywy osoby, która również zajmuje się realizowaniem kampanii z blogerami, mogę jedynie odpowiedzieć, że problem leży często po stronie Klienta, który wciąż nieświadomy zasad panujących w świecie online, posługuje się liczbami, jako celem nadrzędnym. Trudno go czasem przekonać, że blog z mniejszymi statystykami może być równie efektywny, co ten z ogromnymi zasięgami.

  • Wiktoria Anna Weronika

    moge tylko polecic ten blog: http://www.thespoiledqueen.com/ a szczegolnie magazyn online: http://www.thespoiledqueen.com/magazine/ zupelnie nowa forma

  • Trudno się nie zgodzić jeśli chodzi o dwie kwestie. Po pierwsze- tak, blogosfera jest odtwórcza. Ja akurat bywam głownie (ale nie tylko oczywiście) na blogach literackich i często teksty o książkach zlewają mi się w jedną masę, autorzy streszczają fabuły, wszyscy wrzucają premiery danego miesiąca, potem podsumowania, no nuda że hej. Te perełki, gdzie pojawiają się ciekawe pomysły hołubię i staram się polecać.
    Inna sprawa z tymi zdjęciami. No faktycznie mierzi mnie, kiedy widzę na na prawdę tych większych blogach, już nie rzucając nazwami, zdjęcia z unsplash.com i to w kółko te same! Myślę, że tych autorów stać na wykupienie sobie abonamentu na płatnych stockach, tak aby nie wrzucać do tekstów zdjęć, które się pojawiły już dziesięć razy w tym samym tygodniu na innych blogach. Najlepiej oczywiście, gdyby robili swoje zdjęcia i ja z dumą mogę pochwalić się, że na moim blogu jest pewnie w sumie 5 zdjęć z sieci – wszystko robię sama.

    Co do pierwszego punktu, ja tego nie odczuwam, wręcz odwrotnie. Dzięki blogosferze poznałam kilka świetnych osób, z którymi spotykam się w życiu niecyfrowym ;) i globalnie mam poczucie, że raczej się wzajemnie głaszczemy i nagradzamy często za nic, niż faktycznie podkładamy sobie nogi. Ale może to tylko takie wrażenie nieznanej blogerki z małego bloga :)

    Pozdrawiam,
    A.

  • Odkąd zaczęłam się angażować w sprawy społeczne i mój feed na fejsie zalewa polityka (co wcale nie jest fajne, bo kosztuje wiele nerwów) prawie w ogóle nie wyświetlają mi się wieści z blogosfery i wypadłam zupełnie z obiegu informacji, co się w niej dzieje. Jest to w pewien sposób oczyszczające, bo gdy jeszcze miałam feed zalany blogowymi aferkami szargało to moje nerwy jeszcze mocniej niż polityka, a na domiar złego miałam wrażenie, że to rzeczy tak bardzo nieistotne, że aż wstyd o tym czytać, marnować nerwy i czas. Twój wpis dał mi więc na nowo ogólny zarys sytuacji, co tam w tej blogosferze piszczy. I chyba nie piszczy nic nowego niestety.

    Co do zdjęć ze stocków, to też mam ich tak serdecznie dość, że od listopada jakoś wrzucam na bloga już tylko własne (chyba że piszę o jakimś filmie, wtedy siłą rzeczy biorę kadry). I w sumie muszę przyznać, że wybór z własnego archiwum idzie mi o wiele szybciej niż szukanie zdjęć w serwisach. Przy okazji odkrywam czasem dawno zapomniane, całkiem niezłe ujęcia.

  • beata

    Też zaczynałam blogować mając 16 lat. I też doskonale pamiętam początki. Później założyłam kolejny blog, tym razem już poważniejszy, i co ciekawe, piszę go do dziś, ale zupełnie prywatnie. W międzyczasie było tych blogów jeszcze kilka. Natomiast dzisiaj uważam, że określenie „bloger” jest trochę pejoratywne i sama nie chciałabym, by ktoś mnie tak nazwał. Po prostu – blogosfera staje się tak samo skomercjalizowana, jak media.

    I czego mi brakuje dzisiaj najbardziej? Autentyczności. Pisania o swoich rzeczywistych odczuciach, buntowania się, wyrażania swojego „ja” bez patrzenia na to, jak potraktują to odbiorcy i reklamodawcy. Brakuje mi takiego podejścia w blogowym mainstreamie. Treści są wtórne, instagram przepełniony takimi samymi zdjęciami. Nie ma w tym żadnej świeżości. Jest za to ciśnienie na rankingi, kolejne kampanie i zarabianie hajsu. I żeby nie było – w pieniądzach nie ma nic złego, ale dużo przyjemniej czyta się blogi pasjonatów, którzy pieniądze zarabiają gdzieś indziej. Takie blogi są zwykle dużo bardziej autentyczne, bo twórca nie ma ciśnienia na reklamodawców.

    Druga rzecz: namawianie do konsumpcjonizmu. Wszędzie pełno jest poradników zakupowych, na dzień babci, dziadka, kobiet, święta, walentynki, dzień kota – NA WSZYSTKO. I zazwyczaj pomysły są powielane, byle tylko ktoś kliknął i wpadło parę zł z afiliacji. Bardzo mnie to drażni. Z tym wiąże się również polecanie produktów modnych, trendy, lanserskich. Mówienie, że coś jest must have. Że jak nie mam torebki Korsa, to nie wiem, co to znaczy mieć fajne życie. Że jak zegarek, to tylko Wellington. Na śniadanie musi być koktajl z chia, bo wygląda na insta lepiej, niż bułka z serem. I koniecznie hybrydowy manicure w modnym odcieniu. Odstrasza mnie to niesamowicie, odnoszę wrażenie, że blogosfera lifestylowa nie ma nic więcej do zaoferowania, niż reklamy i bycie „fajnym”. Czuję się tym osobiście przytłoczona i tym bardziej cenię blogi m.in. Styledigger czy Simplicite, za zdrowe podejście do życia i propagowanie normalności.

    Trzy: dzielenie się swoją prywatnością w nadmiarze. Na fejsie, na instagramie, opisywanie połowy swojego życia na blogu jako lekcji (?) dla innych. Mam wrażenie, że sporo blogerów uważa się za tak opiniotwórczych, że koniecznie trzeba śledzić ich życie. Dla mnie to już celebryctwo i niezdrowy egoizm. Mało kto interesuje się życiem innych, słabszych od siebie. Nie twierdzę, że wszystkie blogi takie są, ale jak czasem przeglądam blogerów lifestylowych, to mam wrażenie, że większość nie bloguje z pasji, tylko z potrzeby pokazania się światu. Spora część z nich nie ma nic więcej do powiedzenia poza tym, co ostatnio kupiły, że jest nowa recepta na udany związek i jak powinna dbać o siebie kobieta. Normalnie Cosmo, tylko pomnożone razy tysiąc.

    Szukam w blogosferze normalności i wybieram te blogi, które może nie mają setek tysięcy userów i milionowych zasięgów, ale są autentyczne, szczere. Szukam treści, których autor nie uważa się za mądrzejszego od innych i nie mówi, jak żyć. Szukam naturalnej charyzmy i mądrości, a nie sarkazmu i ciętych ripost. Takich blogów, wartościowych, jest tak niewiele! I zazwyczaj nie przebijają się do ścisłej czołówki, a ich autorzy niekoniecznie lansują się na konferencjach i spotkaniach „od blogerów dla blogerów”. Dlatego tak lubię Styledigger, Simplicite i Marię z Ubieraj się klasycznie za prostotę i minimalizm, Janinę, PigOuta, Adę z Rzeczovnika, Riennaherę za poczucie humoru. Czytam też kilka blogów podróżniczych – GdzieWyjechać, Dziewczynę Spłukaną, śledzę Obrazki Blondynki. Od mainstreamu robię sobie detoks, bo na dłuższą metę nie jestem w stanie przyjąć tak dużych ilości tandety.

  • Gratuluję takiego stażu! Robi wrażenie :)
    Na pewno mogłabyś jeszcze wiele w tym temacie napisać.

    Brak solidarności, odtwórczość i nuda są niestety na porządku dziennym.
    Często też nowe osoby w blogosferze patrzą na ten świat wyłącznie przez pryzmat $$$$.

    Czasem jest tak, że głębokie treści nie spotykają się z zaangażowaniem czytelników. Dlatego twórcy internetowi szturmują „to, co się klika”. I cały czas jesteśmy otaczani tymi samymi treściami.

    Ja staram się mieć zawsze swoje zdjęcia, ale czasem tak się nie udaje. Ładne, naturalne fotki na stockach to mniejszość! Choć ostatnio znalazłam takie z potencjałem.

    Pozdrawiam!

    • Fajnie, że zwróciłaś uwagę na problem głębszych treści. I ja często mierzę się z tym problemem. Ba, popularność ChPD jest doskonałym przykładem na to, że ludzie w Internecie nie zawsze szukają ambitnych treści, a prostej rozrywki.

  • Te brzydkie blogi na tenbicie i pisanie TrAwKą… łezka w oku się kręci :)

    Zgadzam się, że wiele blogów jest do siebie bardzo podobnych i wiele tematów wałkowanych bez końca. Trudno o unikalne, wysokiej jakości treści z charakterem – osobiście chciałabym czytać więcej blogerów tworzących na podobnym poziomie, co przykładowo Riennahera.

  • Tego braku solidarności jeszcze na szczęście nie doświadczyłam. Dla mnie blogosfera pełna jest otwartych, kreatywnych i wesołych ludzi! :)

    • Ooo, w takim razie cieszę się, że to tylko moje subiektywne odczucia :)

  • Ja zaczynałam blogować w podstawówce na onecie i wtedy to zupełnie inaczej wyglądało. Nie wiem czy lepiej, czy gorzej. Po prostu inaczej. Dzisiaj blog stał się narzędziem, na którym można zarabiać i to chyba główna przyczyna tego, że pisze się teksty, które się klikają na taką trochę masową skalę. Też mnie to smuci. Wiele jest blogów, których autorzy nie pokazują żadnej osobowości, charakteru. Na szczęście są jeszcze miejsca, które warto odwiedzać :)

  • Jak zawsze coś mądrego można tu znaleźć. Szkoda tylko, że tak przykrego, a zarazem prawdziwego.

  • Jeżeli chodzi o nudę, to nie wiem, czy widziałaś kampanię internetową T-mobile z janinadaily.com i kilkaset osób, które w Walentynkowy wieczór oglądało jak robi na żywo „chłopaka z pudełka po mleku”.

    Trochę tej świeżości się pojawia ale trzeba bardzo mocno szukać.

    • Słowo na ławę

      Też polecam! Drużyna Janina haha ;)

    • Nie widziałam! Zaraz poczytam, o co chodzi :)

  • Mój pierwszy blog też był na tenbicie, założyłam go w 2002 roku! :)

  • Ja swojego pierwszego bloga założyłam na onecie, muzyczka z harrego pottera w tle, czarne tło, było ogólnie mrocznie i dramatycznie. Kilka dni temu na dysku znalazłam jakieś stare wypociny i o mało nie pękłam ze śmiechu. Gdzieś jednak trzeba było stawiać pierwsze kroki ;)

    Co do blogosfery na pewno zgodzę się z powielaniem tematów. Obserwuje kilka blogów z różnych grup tematycznych i bardzo często spotykam się z tym, że jak jedna blogerka napiszę o różowym futerku, to na bank w kilku kolejnych również pojawi się ów futro. Strasznie mnie to denerwuje.

  • zawsze mnie zastanawiało: co kierowało ludźmi zakładającymi blogi na tenbicie, onecie itp. – nie chcę wyjść na ąę osobę, ale już jak miałam 14 lat (been bloggin since 2003!) i zakładałam pierwszego blogaska (na blog.pl), to te onetowe blogi wydawały mi się słabe ;)

    mi trochę brakuje blogów ‚o życiu’, takich w starym stylu. nie lifestyle’owych. ale możliwe że to takie wzdychanie dinozaura, za tym co minęło.
    i jeszcze mi smutno, że dzisiaj blogosfera to jakby najpierw biznes (lub nadzieja na niego; siebie nie wyłączam), a dopiero potem czysta radość z tworzenia i interakcji.

    • Mnie onetowe blogi też zawsze wydawały się słabe – już wtedy nie odpowiadała mi ich estetyka :) Spokojnie, na blog.pl też miałam swój dziennik. Jak już człowiek wysłał SMS-a za 9,90 pln, nie było odwrotu – trzeba było pisać :D

  • Tak ! Przypomniałaś mi mój blog, założony w wieku 12 lat ( to juz 16 lat temu fuck!) w którym jak najgorszej próby egzaltowane dziecię wypisywałam o swoich zyciowych rozterkach i z muzyka w tle ( M2M :))

    Dopisałabym do Twojej listy brak autentyzmu. Czytam od lat blogi, ale na dłużej zostaje tylko na tych, gdzie z tekstów wyłania sie obraz, żywej ciekawej osoby, z którą chętnie poszłabym na piwo. Jakoś nie potrafie się zaangażować w blogi pisane niczym serwisy, gdzie autor jest ale jakby go nie było, przemawiając do czytelników z pozycji tylko i wyłącznie eksperckiej.

    • Trafne spostrzeżenie z tym brakiem autentyzmu, coś w tym jest.

  • Słowo na ławę

    Mnie wkurza to, że niektórzy popularniejsi blogerzy, których kiedyś obserwowałam z zapałem, faktycznie spoczywają na laurach. Teksty w porywach 2 razy w miesiącu, w dodatku głównie związane z jakąś współpracą. Przykro się patrzy jak ludzie, którzy robili coś z pasją, kręcą interes. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, że zarabiają na blogowaniu, uważam wręcz, że to super sprawa. Szkoda tylko, że niektórzy stracili przez to „to coś”.

  • Joanna Zygar

    Co prawda mam tylko 6-letni staż, ale w tym czasie też zauważyłam wiele zmian. Na szczęście jako szyjąca mogę śmiało powiedzieć, że rękodzielnicy potrafią być ze sobą solidarni :) Rzeczywiście nie tak jak kiedyś (nieraz jeździłam w odwiedziny do innych miast, by się spotkać z blogowo wykształconą paczką, czy świętować np. czyjeś urodziny), ale mimo to jednak. Z resztą punktów niestety się zgodzę i dorzucę swoje 3 grosze: brakuje mi podejścia jak do pamiętnika – szczerego i spontanicznego pisania. Mam wrażenie, że teraz MUSISZ mieć blog ekspercki, najlepiej składający się z konkretnych list, przeplatanych angielszczyzną, zamkniętych w liczby: „3 sposoby, aby schudnąć”, „25 rad, aby dobrze żyć”, „3 kroki do fantastycznego domu”.

    I ja się uważam za blogowego dinozaura! ^^
    Pozwolę sobie wkleić swoje przemyślenia w tym temacie: http://joanka-z.blogspot.com/2016/05/jestem-blogowym-dinozaurem.html

    • Zaparzam rumianek i lecę czytać :)

  • Zu

    Osobiście nie lubię, jak blogerzy nie odpowiadają na komentarze (większościowo lub wcale, nieodpowiadanie na jakąś część komentarzy nie jest jeszcze złe). Nie musi być od razu, niech będzie nawet po miesiącu. Ale w sumie może być tak, że tylko ja mam takie wrażenie.
    No i ta nuda. To też.

    • Również się dziwię, jak widzę, kiedy jakaś blogerka totalnie olewa czytelników, nie odpowiadając na ich pytania. Rozumiem te najbardziej popularne dziewczyny, które dostają milion komentarzy, ale reszta?

  • Mnie wkurza brak dbałości o estetykę. Są blogi, które naprawdę chętnie bym czytała, ale pisane są mikrofontem od lewej do prawej krawędzi ekranu, często jeszcze kolorem niesprzyjającym czytelności.

    Denerwuje mnie też pisanie artykułów pseudokontrowersyjnych, tylko po to, by podzielić czytelników i wywoływać kolejną burzę po nic w komentarzach (no tak, ZAANGAŻOWANIE jest ważne…).

    I ostatnia rzecz: mylenie pojęć, nieadekwatne używanie słów o konkretnym znaczeniu i tłumaczenie się: „ja to tak rozumiem, jak ci się nie podoba to wyjdź”.

    Ale już się przyzwyczaiłam :P

    • Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Dzięki za Twój głos w dyskusji!

  • Zależy o czym piszemy. W pewnych dziedzinach nie da się uniknąc przetwarzania informacji, chodzi tylko o to aby mieć swój autorski sposób przetwarzania, własny styl pisania :) Ja staram się przełożyć przepisy podatkowe i inne informacje, dotyczące prowadzenia firmy, na jezyk zrozumiały dla osoby, która nie jest urzędnikiem, księgową czy prawnikiem – nie stworzę przecież własnych wykładni prawa podatkowego :)

  • Ja zauważyłam, że w większości, te popularne blogerki, które sporo zarabiają na blogach, zaczęły pisać tylko o swoim stylu życia, jako bogatej blogerki. Posty są sztucznie pompowane, o niczym albo o tym co drogiego kupiły. Brakuje w nich ICH samych i tego, czym kiedyś przyciągały a bloga traktują, jak miejsce do chwalenia się i podkreślania, jakim to nieudacznikiem jest człowiek na etacie. I nie chodzi mi o to, że im zazdroszczę a raczej o to jak traktują czytelników, szczególnie młode dziewczyny, biorące je za autorytet. Też jestem freelanserką, ale nie zarabiam blogiem, są też inne opcje, uwierzcie. :) Obecnego bloga mam od kilku lat, ale piszę rzadko, bo jakoś nie lubię pisać o pierdołach a z drugiej strony o ważnych rzeczach tym bardziej. I tak szukam czegoś pośrodku. Ciągnie mnie do regularności, ale chyba za krytyczna wobec siebie jestem. Myślę jednak że tendencja się już powoli zmienia i ludzie szukają w blogach naturalności i nawet niedoskonałości niż tego życia idyllicznego, które w realu nigdy takie nie jest. O czym świadczy sama ChPD :)

  • Muszę przyznać, że ja również – jak kilka osób powyżej – nie doświadczyłam braku solidarności w blogosferze. Dzięki blogowi i spotkaniom poznałam kilka świetnych dziewczyn i ogromnie mnie to cieszy.

    Co do tego, czego nie lubię (i czego staram się nie robić Czytelnikom na moim blogu) jest właśnie nieodpowiadanie na komentarze. Wiem z doświadczenia, że jest to dla blogera pracochłonne, ale bywa, że komentarz wymagał ode mnie wysiłku, i po prostu czekam na odpowiedź (zależnie od mojego komentarza, bo nie oczekuję odpowiedzi na komentarze w stylu „super!” :D ) . Kiedy jej nie dostaję drugi, trzeci raz, przestaję komentować, a czasem i wchodzić na blog, niestety.

  • Monika Lenkiewicz

    Tęsknię za tenbitem, blogiem i sunsilkiem 😊

  • Mnie brakuje takiej społeczności przez wielkie S, gdzie każdy miałby szansę poznać interesujące go strony, a i sam zostać poznany. Oczywiście Facebook robi teraz świetną robotę, ale grup jest tyle, a i jest taki zalew informacji, że zebrać się w jednym miejscu i poznać po prostu nie sposób. Kiedy blogi dopiero zaczynały być „modne”, a jedną z lepszych bezpłatnych platform był Onet, czułam się tak bardzo „w środowisku” – mimo że blogi stały wtedy na znacznie niższym poziomie, a ja byłam nastolatką, która nie bardzo wie, jak nadać blogowi kształt. Wiem, że teraz to nierealne, ale brakuje mi tego…

  • Bardzo mnie cieszy, że wpadłam na ten post i na Wasze super cenne komentarze przypadkiem! Już widzę, że muszę wygospodarować więcej czasu na robienie/wstawianie więcej fotek własnych! Ja już tu zauważam solidarność, bo jako super początkująca blogerka (pierwszy miesiąc za mną) dużo od Was wyniosę na przyszłość – która póki co zamknięta jest w grubym zeszycie z przekładkami kategorii i brudno-spisem tematów na wpisy 😊 Wcześniej czytałam naprawdę mało blogów (z tego co punktujecie, to chyba ryzyko odtwórczości u mnie maleje 😉) A swój wymyśliłam ze względu na trudną Przeszłość, której nie chcę traktować jako tabu, ale jako pretekst do szerzenia tej Lekcji, którą sama niechcący dostałam: życia przez wielkie Ż, dziś, nie jutro. Wymyśliłam też, że nie chcę tylko mamusiować na nowo – stąd parenting mieszam z felietonami z cyklu #niesamymdzieckiemmatkazyje… i biję w nich na alarm (ekhm… zamierzam bić 😊) jak warto celebrować „tu i teraz”.
    I mimo że blogowanie mnie wciągnęło (czasowo aż za bardzo 🙈😜), to na tym długim starcie przeraża mnie jedno: walka o like’i, followersów, statystyki przypomina mi pierwszy odcinek ostatniej serii niby sci-fi Black Mirror (gorąco polecam!) i… widzę że mój pierwszy blogowy budżet będę musiała przeznaczyć na skandynawski grubo tkany kocyk, poduszkę-pętęlkę i laptop z jabłuszkiem…hehe… żartuję oczywiście, ale tak – pewne atrybuty blogosfera wylansowała w stopiniu chyba nawet nie do końca zamierzonym 😄