BLOGERZE, BĄDŹ PROFESJONALNY!

DSC_0175 (1)

Mam to szczęście (albo i nie), że proces komunikacji na linii bloger-agencja obserwuję z dwóch stron. Z jednej strony w mojej codziennej pracy zawodowej bywam często pośrednikiem pomiędzy Klientem a influencerem, z drugiej jednak, jako blogerka znam tę relację od środka. Dziś w związku z tą dwoistością przychodzę z garścią refleksji.

Odpisuj na wiadomości

Blogerzy dzielą się na kilka grup. Jedni na zapytania ofertowe odpisują niemal ekspresowo (maksymalnie do 24 godzin), profesjonalnie przedstawiając warunki współpracy na blogu – oczywiście takich autorów kocha się najbardziej. Inni odzywają się dopiero po dłuższym czasie (co jest szczególnie niekomfortowe w momencie, gdy brak odpowiedzi często nie pozwala nam – osobom odpowiedzialnym za dany projekt ruszyć dalej. Nagminnie zdarza się, że z danym blogerem nie ma kontaktu i w międzyczasie współpracę dogrywa się z kimś innym, po czym bloger nr 1 z martwych powstaje i jak gdyby nigdy nic pyta: kiedy startujemy? Z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego. Dlatego jeśli jesteście choć trochę wyrozumiali i nie chcecie wpędzić do grobu pracowników agencji PR, odpisujcie w miarę szybko). Są też tacy, od których odpowiedzi nie doczekasz się nigdy, choć przecież równie dobrze mogliby ci napisać: pocałuj mnie w dupę. O jedną niewiadomą mniej, a wyszłoby na to samo.

Osobiście odpisuję na wszystkie oferty współpracy i namawiam Was do tego samego. Nie przekonują mnie wymówki, że nie macie czasu. Zakładam, że skoro otrzymujecie tak dużo ofert współpracy, że nie jesteście w stanie fizycznie na nie odpisać, prawdopodobnie stać was na zatrudnienie kogoś do pomocy. Czy może się mylę?

Oczywiście, że czasem kusi mnie, żeby niepoważną propozycję wyrzucić od razu do kosza, ale wstrzymuję się, bo wiem, że po tej drugiej stronie też siedzi człowiek. Może i nie ma pojęcia o rynku, stawkach i o tym, że właśnie popełnił faux pas, ale do cholery – szacunek do drugiej osoby zobowiązuje mnie do tego, żebym w jednym zdaniu podziękowała. Po prostu. Uważam, że zamiast wyśmiewać absurdalne oferty w gronie znajomych na FB, lepiej szczerze komuś napisać, dlaczego taka a nie inna opcja nie ma prawa zadziałać. Minus tej metody: edukowanie w zaciszu skrzynki pocztowej nie przynosi tylu lajków, co publiczne obśmianie.

Konkludując: z punktu widzenia osoby pracującej w agencji, czas reakcji na wiadomość e-mail bywa kluczowy. Klient przeważnie chce coś na już, jeśli nie na wczoraj, w związku z czym tak ważne jest, by komunikacja obu stron przebiegała w miarę szybko i sprawnie. Poświęcam swój czas oraz pracę, by przygotować dla blogera wiadomość oraz ofertę, jeśli nie dostaję odpowiedzi zwrotnej, nie uwzględniam go już nigdy przy kolejnych projektach, ani nie rekomenduję innym Klientom.

O tym, że PR-owcy też mają swoje za uszami, a szczególnie zapadają się pod ziemię dokładnie wtedy, kiedy Klient spóźnia się z wykonaniem przelewu za akcję, nie od dziś wiadomo, ale to już temat na osobna notkę…

Zmień adres e-mail

Nie wiedzieć czemu, blogerzy jak ognia unikają adresów e-mail we własnej blogowej domenie i zamiast tego posługują się kontami pocztowymi stworzonymi na najpopularniejszych portalach. Normalnie bym się nie czepiała, bo każdy może robić ze swoim blogiem i wizerunkiem, co mu się żywnie podoba. Ale bezpieczeństwa nigdy dość. Przypomnijcie sobie te wszystkie akcje, podczas których obce osoby podszywały się pod znane blogerki, zakładając sobie podobne adresy e-mail i wyłudzając od marek tym samym ubrania i kosmetyki. Naprawdę myślicie, że przeciętny pracownik małej lub średniej firmy ma czas i głowę sprawdzać, czy ktoś go właśnie nie oszukuje? Później wychodzą różne dziwne sytuacje, których bloger nie jest absolutnie winien, ale niesmak pozostaje. Po co więc ryzykować, skoro można takie niebezpieczeństwo zminimalizować?

Podobnie działa to w drugą stronę. Jeżeli dostajemy zapytanie o współpracę od firmy, która nie posługuje się adresem e-mail pochodzącym z firmowej domeny, powinniśmy zachować ostrożność. Być może to tylko nieświadomość i spore niedopatrzenie marki, ale równie dobrze może być to ktoś z konkurencji lub z serwisu plotkarskiego, podszywający się pod potencjalnego kontrahenta, celem wyłudzenia danych (ot, choćby stawek za wpis sponsorowany). I na co to komu? Dla bezpieczeństwa zawsze można poprosić, by dana osoba skontaktowała się z nami z oficjalnego adresu e-mail. Doświadczenie mówi mi, że w wielu przypadkach taki kontakt szybko się urywa.


To tylko dwa przykłady na to, jak w codziennej pracy blogowej być jeszcze bardziej profesjonalnym. Mój ostatni wpis dotyczący błędów popełnianych przez blogerów w social media bardzo Wam się spodobał. Postanowiłam więc, że raz na jakiś czas będę publikować posty, w których choć minimalnie będę mogła podzielić się swoją wiedzą. Dajcie znać, czy są jakieś tematy, które szczególnie Was interesują.