AMSTERDAM

Drogi Amsterdamie!

Przyznaję, nie dawałam naszej relacji dużych szans. Zakochana w dostojnej i stylowej stolicy Danii, co chwilę porównywałam Was do siebie. I za każdym razem na prowadzenie wychodziła mi jednak Kopenhaga.

Nie od razu wpadłeś mi w oko: niby doceniłam Twoją architekturę – te wszystkie wysoko patrzące kamienice z wielkimi ślepiami, do których wolno mi było zaglądać o każdej porze dnia i nocy, odkrywając, jaki w środku jesteś naprawdę.

I niby dość sprawnie oceniłam Twoją charyzmę, uznając za czarujące i miłe stworzenie, do którego można wracać za każdym razem, kiedy człowiekowi zrobi się smutno, a mimo to coś nie siadło. Nie pykło. Serce nie walnęło z hukiem o podłogę. Świat nie stanął w miejscu. Pomyślałam wtedy, że może i jesteś ładny, ale nudny. Że zachwycają się Tobą wszyscy, więc ja już nie muszę.

To trwałe całe trzy długie dni.

A potem, tego słonecznego środowego poranka uśmiechnąłeś się do mnie i tak po prostu przepadłam. Od świtu przemierzałam każdy zakamarek, gorączkowo odliczając dni i godziny do odjazdu. W końcu rozdzieliło nas międzynarodowe lotnisko Schiphol.

I piszę to tydzień po naszym rozstaniu, tysiąc kilometrów później.

I dalej nie mogę przestać o Tobie myśleć.

Oj Amsterdamie, cóżeś ty uczynił z moją głową!

Fantastyczne, piękne, urocze i zaskakujące miasto. Trochę odpycha stężeniem turysty na metr kwadratowy, ale omijając najbardziej zatłoczone lokalizacje, z miejsca można się zakochać. Właściwie jest tu wszystko, co mieszczuchy lubią najbardziej: kina, teatry, muzea, sklepy i kawiarnie. A wszystko to podane w dobrym i gustownym stylu.

Podczas pobytu pogoda trafiła nam się wprost zachwycająca, co zapewnie miało niemały wpływ na ogólne wrażenia z całego wyjazdu. Mieszkaliśmy w północnej części centrum (okolice Haarlemmerstraat), więc spacerując mogliśmy podziwiać nieco mniej turystyczne zakątki miasta, z Wester Parkiem włącznie. Choć muszę przyznać, że największe wrażenie zrobiła na mnie jednak okolica Oud-Zuid, gdzie odwiedziłam mieszkającą koleżankę. Tam to już szyk, styl i klasa.

Nie kwapię się zazwyczaj, by jeździć w to samo miejsce wiele razy – zawsze wydaje mi się to stratą czasu, skoro świat jest tak duży i różnorodny. Tym razem zrobię jednak wyjątek. A już w ogóle moim marzeniem byłoby przenieść się do Amsterdamu tak na minimum miesiąc. Żeby na spokojnie nacieszyć się sobą nawzajem.