13 PIĘTER

SFD80EAF620C94B4C66AA5B6153654DA9ED (1)

Według Słownika Wyrazów Obcych frajer (z niem. Freier) to człowiek naiwny, łatwo dający się oszukać. To jeszcze taka osoba, która najmuje mieszkanie. Tego ostatniego nie ma co prawda w słowniku, ale to tylko kwestia czasu, kiedy zyska nowe znaczenie i zastosowanie. Szczególnie, jeśli jego nowym domem będzie Rzeczpospolita Polska i Słownik Języka Polskiego. Bo u nas lepiej mieć długi po pas, niż dać komuś zarobić.

Jesienią przyszłego roku minie 10 lat od kiedy najmuję mieszkanie. Można by pomnożyć adekwatną liczbę miesięcy przez comiesięczny czynsz i otrzymalibyśmy kwotę, która z pewnością starczyłaby na zakup kawalerki w mało atrakcyjnej lokalizacji, w jednym z największych polskich miast.

Można, tylko po co?

Zasadniczo, im dłużej jestem po studiach, tym presja zakupu własnego lokum rośnie w siłę. Gwałtownie narasta i atakuje zewsząd – z telefonu od mamy, z gazety, z telewizji i z ust koleżanki. Bo o ile w trakcie nauki jeszcze wypada mieszkać kątem u obcych, o tyle dorosłość zobowiązuje do życia na swoim.

Kiedy mnie nie ciągnie do kredytów.

Piszę o opcji zadłużenia się w banku, bo w moim przypadku to jedyna alternatywa dla najmu. Nie to, żebym nie przymierzała się do zakupu na kredyt – w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam wszystkich wrocławskich deweloperów oraz ich zrealizowane, a także bieżące inwestycje. Nie żebym nie meblowała w myślach właśnie co obejrzanego mieszkania (tu będzie biblioteczka, a tam pod oknem biurko. I duży stół. W kuchni koniecznie musi być duży stół!). Oglądałam mieszkania nie raz i nie dwa, przed zaśnięciem urządzałam je w skandynawskie biele i odważne rozwiązania, ale kiedy przychodziło do podjęcia ostatecznej decyzji, momentalnie trzeźwiałam. Kiedy liczyłam sobie na kalkulatorze ile przez 20 – 25 lat wyniosą mnie tylko same odsetki, odpuszczałam. Co z tego, że rata kredytu wynosiłaby tyle samo co za najem, skoro w finalnym rozrachunku oznaczałoby to, że mieszkanie kosztować mnie będzie 2 razy tyle, co jego faktyczna wartość.

Znajomi, którzy mają własne mieszkania kręcą głową z niedowierzaniem. Że to pieniądze w błoto, taki najem; spłacasz kredyt innym; lepiej płacić na swoje…” Obruszają się, kiedy pytam, czy spłacanie odsetek to właśnie nie to słynne wyrzucanie kasy w błoto. I trochę nie rozumieją, kiedy mówię, że nie wiem, co będę robić za pół roku, a co dopiero za 25 lat i najzwyczajniej w świecie przeraża mnie deklaracja wykraczająca tak daleko w przyszłość. A potem słyszę: bo ty nie masz dzieci – argument, który każdorazowo ma pokazać bezdzietnym, że tak naprawdę nie wiedzą o życiu dosłownie nic. A może nie będę miała dzieci. I co? Komu zapiszę spłacane przez całe życie mieszkanie? Psu, kotu?

Może nikomu, bo w międzyczasie potrąci mnie autobus.

Lektura najnowszej książki Filipa Springera, 13 pięter stała się dla mnie pretekstem do powyższych rozmyślań; otworzyła oczy na wiele kwestii, uświadomiła kilka istotnych spraw, a w szczególności sprawiła, że zamknęłam wszystkie okna z wyszukiwarkami mieszkań (co za oszczędność czasu!). Nie jestem z tych, co w pierwszej kolejności wyciągają ręce do państwa, bo mi się należy; z tych, którzy domagają się pomocy przy spłacie kredytu we frankach, choć kilka lat temu świadomie podejmowali ryzyko. Zasadniczo ustaliłam sobie, że skoro nie interesuję się polityką własnego kraju, to nie mam też prawa narzekać na to, co dzieje się wokół. I mocno tego się trzymam. Mogłabym się przecież pożalić, że koszt najmu mieszkania w naszym kraju nie jest proporcjonalny do zarobków (ten powinien stanowić nie więcej, niż 20% pensji, co przy średniej krajowej ok. 3 000 zł netto, daje 600 zł. Spróbujcie znaleźć za tę kwotę kawalerkę w dużym mieście); mogłabym zapłakać, że państwo nie pomaga młodym i że jak tu oszczędzać na wkład własny, kiedy ZUS taki wysoki, a i podatek dochodowy również całkiem bezlitosny). Nigdy nie usłyszycie ode mnie jednak, że nie stać mnie na zakup mieszkania za gotówkę, bo to wina Tuska. Jak i nie będziecie świadkami, gdy rozpoczynam zdanie od wyrażenia: bo w Niemczech, to….

Najmować, czy wziąć kredyt? Nie ma tu mądrych, każdy oceni ten dylemat z własnego punktu widzenia. Pomimo ogólnej niechęci do zadłużania się, widzę wiele plusów takiego rozwiązania i absolutnie nie neguję kupowania na kredyt. Chodzi mi raczej o rozprawienie się ze stereotypem najmującego – frajera, a także o wolność i świadomość wyboru: by nie kupować mieszkania tylko dlatego, że cisną rodzice, albo z wkurwienia, że zapełniamy kieszenie innym. Ani: bo tak trzeba, bo po skończeniu studiów, zamążpójściu, podpisaniu umowy o pracę i spłodzeniu dziecka, kredyt oraz własne mieszkanie to kolejny krok ku szczęśliwości.

Nie dajcie sobie wmówić, że kredyt to synonim dorosłości i ustatkowania, bo jak śpiewała Kaśka Nosowska, dorosłość to przede wszystkim początek umierania.

______

Źródło zdjęcia: stadshem.se